Reklama

Związki przyszłości

Na początku ubiegłego stulecia wielu futurologów zapowiadało zanik instytucji małżeństwa i kryzys rodziny. Ale te przepowiednie nie sprawdziły się.

Udane życie małżeńskie i rodzinne nadal znajduje się na szczycie uznanych wartości i niewiele wskazuje na to, aby uległo to zmianie.

Reklama

Biblijne stwierdzenie "źle człowiekowi być samemu" popycha wciąż ludzi do łączenia się w pary. Ale jakie to będą pary i jaki jest oczekiwany model małżeństwa? - zastanawia się prof. Zbigniew Lew-Starowicz i odpowiada, że są już dość powszechne

związki poligamiczne

Aczkolwiek częściej spotyka się, jak twierdzi, związki poligeniczne (jeden mężczyzna i kilka żon), rzadko poliandrię (kobieta mająca kilku mężów), to zwolennicy tego modelu twierdzą, że jest on "zdrowszy" od monogamicznego, ponieważ chroni rodzinę, stwarza szanse awansu dla kobiety, a pierwsza żona ma wyższą pozycję niż w małżeństwie monogamicznym. Mniej natomiast są znane ciemne strony tego modelu, np. rywalizacja i wrogość między kobietami, problemy finansowe związane ze zdobyciem żony. Mimo wszystko ten model ma szansę przetrwania w XXI wieku. Pojawi się też w tym stuleciu, na szerszą skalę

kohabitacja

czyli model związków nieformalnych, cieszący się obecnie wielką popularnością, który w niektórych krajach zaczyna wręcz dominować. W Polsce jest najbardziej powszechny w populacji do 25. roku życia (obecnie pary takie stanowią ok. 2 proc. ogólnej liczby). Bez zastrzeżeń akceptuje je 30 proc. badanych, a tylko 16 proc. uważa, że osoby żyjące bez ślubu bezwzględnie powinny go zawrzeć. Zdaniem Lwa-Starowicza, ten model będzie coraz bardziej powszechny, a wśród związków przyszłości wymienia on także

living apart together (LAT)

Oznacza to, że partnerzy utrzymują stałe kontakty seksualne, ale mieszkają oddzielnie. Nie wiadomo, jak bardzo związki tego typu są rozpowszechnione, jednak w wielu krajach ich liczba nieustannie się zwiększa. Najczęściej do tego typu związków skłaniają następujące motywy: chęć robienia kariery zawodowej, brak czasu na życie rodzinne, pracoholizm, rozczarowanie małżeństwem. Przewiduje się, że rosnąć będzie ilość

małżeństw bez ślubu

Już obecnie takich rodzin w Polsce jest ponad milion, co stanowi 15 proc. ogółu rodzin. Około 10 proc. ogółu narodzonych dzieci przychodzi na świat przed ślubem, stąd relacje między matką a ojcem biologicznym bywają różne.

W niektórych krajach Zachodu, jak twierdzi prof. Zbigniew Lew-Starowicz, porodów pozamałżeńskich jest więcej niż w związkach prawnie zalegalizowanych. Dziecko najczęściej jest wychowywane przez matkę, mężczyzna zaś pozostaje poza tą rodziną. Grozi nam, wg Lwa-Starowicza

seryjna monogamia

która najbardziej rozpowszechniona jest w USA, a polega na zawieraniu kolejnego małżeństwa po rozwodzie. Niektóre osoby w ciągu życia zawierają kilka małżeństw, przy czym pozycja kobiety w tego typu związkach jest znacznie wyższa niż mężczyzny. Wymienia się wśród związków przyszłości również

małżeństwa otwarte

Polegają one na zawarciu przez małżonków "kontraktu" dotyczącego np. prawa do romansu, wymiany partnerów, wprowadzenia do kontaktów seksualnych osoby trzeciej itp. Chociaż nie jest znana skala popularności tego typu związków, istnieją pewne dane pośrednie - postawa wobec normy wierności w małżeństwie. Deklaruje taką normę 68 proc. mężów i ok. 80 proc. żon. Z tego wynika, że prawie 30 proc. mężów i 25 proc. żon dopuszcza kontakty seksualne z innym partnerem. Można założyć, że w tej grupie mieszczą się zwolennicy małżeństwa otwartego. O tym, że nie należą one do rzadkości, świadczą anonse erotyczne w prasie.

A ponadto, zdaniem prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza, więcej będzie małżeństw bezdzietnych z wyboru (już obecnie co czwarte małżeństwo w Polsce jest bezdzietne) oraz - wzorem krajów Unii Europejskiej - rozszerzać się będzie legalizacja związków homoseksualnych.

Janusz Świąder

MWMedia

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: małżeństwa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje