Reklama

Wyznania upadłego Casanovy

Skąd ona się tu wzięła? Czemu jakaś nieznajoma kobieta leży w moim własnym łóżku i jeszcze uśmiecha się zadowolona z siebie? Jakby była w siódmym, ba, w ósmym nawet niebie.

Próbuję się połapać, co tu jest grane, ustalić, co robiłem przez ostatnie kilkanaście godzin. Ale trudno mi jakoś pozbierać myśli. Fakt, że trochę boli mnie głowa, a to cokolwiek utrudnia koncentrację. A do tego rozprasza mnie trochę ten drobny fakt, że moja sympatyczna towarzyszka jest nieco roznegliżowana.

Reklama

Sam nie wiem, może po prostu naga kobieta we własnym łóżku nigdy nie wydaje się brzydka, ale powiem nieskromnie, że jeśli to ja ją poderwałem, to muszę sobie pogratulować gustu. Jeśli zaś to ona poderwała mnie, to doprawdy nie wiem, co takiego - poza fałszywą skromnością rzecz jasna - w sobie mam, że w ogóle zwróciła na mnie uwagę.

Zaraz, zaraz. Co ona robi? Całuje mnie w czółko. O, i jeszcze w usta. I jeszcze raz w usta, i jeszcze raz, i jeszcze... I do tego, trzeba jej to przyznać, robi to nieźle. "Dzień dobry, kochanie" - mówi wreszcie. Kochanie? Co ja jej nagadałem? Chyba jest gorzej, niż myślałem. "Dzień dobry" - odpowiadam niepewnie i żeby ukryć zakłopotanie całuję ją w czółko. No i w usta. I jeszcze raz w usta, i jeszcze raz, i jeszcze...

Nie, to nie to, co myślicie. Nie tracę zimnej krwi. Już ja dobrze wiem, co robię. Muszę jakoś zyskać na czasie, żeby przygotować jakąś linię obrony. Wysoki sądzie, nie pierwszy raz mi się zdarza, że kobieta mnie upija, uwodzi, a rano zaczyna się planowanie wspólnego weekendu, urlopu, wybieranie zaproszeń ślubnych i imion dla dzieci. Wnoszę o uniewinnienie, w chwili popełnienia czynu byłem bowiem niepoczytalny.

"To co masz ochotę teraz robić?" - rzuca tymczasem. O, zaczyna się planowanie wspólnej przyszłości. Już się boję, co będzie dalej. "No?" - dopytuje się i przeciąga rozkosznie. A potem wstaje i zaczyna przechadzać się po pokoju. Dodam, że filmy kłamią i że ona wstając nie owija się bynajmniej tabunami prześcieradeł, jak to zwykle robią aktorki. Nie ukrywam, że to mi ułatwia decyzję. Postanawiam dać sobie jeszcze trochę czasu na przygotowanie linii obrony. Podchodzę do niej - nie owijając się bynajmniej tabunem prześcieradeł, jak to zwykle robią aktorzy - i całuję ją w czółko. A potem rzecz jasna w usta. I jeszcze raz w usta, i jeszcze raz, i jeszcze...

Ale moja taktyka jest zgubna. Bo, trzeba to szczerze wyznać, w sypialni siły męskie zawsze są nieco od kobiecych wątlejsze. Ona doskonale o tym wie i bezlitośnie to wykorzystuje, nie pozwalając mi odpocząć ani przez chwilę, dwojąc się i trojąc, by wykrzesać ze mnie resztki energii. Cóż, jest sprytniejsza, niż myślałem. Zmęczy mnie, a potem zapewne zechce "bliżej poznać", czyli innymi słowy naciągnąć wyczerpanego i bezbronnego mężczyznę na jakieś wyznania, zapewnienia i obietnice. A na to dobrze się zapowiadający Casanova nie może sobie pozwolić.

Jednak ona mówi niewiele, prosi tylko o kawę. A ja - prawdę mówiąc - łapię się w kuchni na myśli, że z przyjemnością przygotowałbym jej kawę nie tylko dziś, ale i jutro. I pojutrze, i jeszcze za tydzień, i za dwa miesiące. Kiedy zbiera się do wyjścia, pytam więc, kiedy znowu wpadnie na małą czarną. "No co ty? Nie psuj zabawy. Taki duży chłopiec i taki sentymentalny?".

Upadły Casanova

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: wyznania

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje