Reklama

Polaków strefy erogenne

Zdaniem seksuologów Polacy, choć uznają swój seks za udany, stosują bardzo ubogi repertuar seksualnych podniet. Są zwyczajnie leniwi w sprawach seksu.

Wywołanie podniecenia u partnera, choć wydaje nam się proste, jest nie lada sztuką, którą powinno się udoskonalać przez cały okres trwania związku. Niestety, przeważnie para zdobywa informacje na temat upodobań drugiej osoby podczas doświadczeń seksualnych mających miejsce w pierwszym etapie rozwoju związku i... przy tym pozostaje. To wielki błąd, bowiem tak jak niektórzy z nas, tak i nasze potrzeby seksualne ulegają zmianie. Dlatego należałoby ciągle weryfikować czy dana pieszczota jeszcze kręci naszego partnera, czy wystarczająco pobudzamy jego erogenne strefy ciała i czy tymi właśnie strefami, czy też może innymi, powinniśmy się zająć.

Reklama

Poznaj erogenną mapę partnera

Strefy erogenne u mężczyzn obejmują około 3 proc. powierzchni całego ciała, twierdzi w "Encyklopedii erotyki" seksuolog Zbigniew Lew-Starowicz. Należą do nich oczywiście okolice członka, brodawki piersiowe (niestety nie u wszystkich), linia prowadząca wzdłuż kręgosłupa, jak również usta. Kobiety, w przeciwieństwie do panów, są bardziej obdarzone w rajcujące miejsca. Strefy erogenne stanowią u płci pięknej 15 proc. powierzchni ciała. Można się na nie natknąć w okolicach łechtaczki, przedsionka pochwy, piersi, wewnętrznej części ud, płatków usznych, szyi, a także karku.

Dobrze jest jednak wychodzić poza schematyczną, erogenną mapę partnera i odkrywać lądy dotąd nieodkryte. Na przykład, niektóre kobiety bardzo lubią pieszczoty miejsc znajdujących się na zgięciu kończyn, okolic brzucha, łydek. Tak samo jest z mężczyznami - rzadko się do tego przyznają, ale uwielbiają pieszczoty okolic odbytu, karku, a także uszu. Jeśli nie podejmiemy się eksperymentowania, i to na każdym etapie związku, nie dowiemy się niczego nowego o innych, strategicznych miejscach na ciele naszych seks-partnerów. Będziemy wówczas przynależeć do tej większości Polaków, której to życie seksualne, w badaniach seksuologów, wypada bardzo miernie...

A ponoć Polak potrafi...

Badania prof. Zbigniewa Izdebskiego pokazują, że niestety, choć Polacy uznają swoje życie seksualne za udane (78 proc. badanych), to z dogłębnych analiz wynika, że to niestety tylko deklaracje. Jak się okazuje, wśród Polaków stosowanie poszczególnych elementów gry wstępnej (czyli drażnienie erogennych miejsc) nie cieszy się zbyt dużym powodzeniem. Praktycznie nie cieszy się nim wcale! O całowaniu piersi i narządów płciowych partnera wspomina mniej więcej co druga osoba w Polsce. Jest to dość standardowa, nie wymagająca zbyt wielu umiejętności i znajomości erogennej mapy ciała partnera, praktyka, ale za to stuprocentowo skuteczna i nie zajmująca dużej ilości czasu. Najbardziej przygnębiającą prawdą o seksie Polaków jest informacja, że zdecydowana większość z nich podczas stosunku pozostaje pasywna. Tylko 32 proc. Polaków można zaliczyć do grona tak zwanych dawców, czyli osób, które w trakcie stosunku wychodzą poza łóżkowe standardy i urozmaicają seks pieszczotami innych niż piersi i narządy płciowe części ciała. Świadczy to, zdaniem Izdebskiego, o nie najbogatszym repertuarze stosowanych podniet miłosnych pobudzających sfery erogeniczne. Po prostu - o lenistwie Polaków w sprawach seksu.

Magdalena Tyrała

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Piersi | seks | strefy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje