Reklama

Mężczyzna idealny

Znana amerykańska pisarka, Mary McCarthy, podzieliła kiedyś mężczyzn na dwie grupy - z pierwszymi kobiety się bawią, przeżywają miłosne przygody; za drugich wychodzą za mąż. Klasyfikację tę uzupełniają specjaliści francuscy.

Reklama

Typ bliski ideału, czyli

Reklama

supermężczyzna.

Robi on zawsze wszystko, co należy i jak należy. Podziwia oczy, włosy, kolor sukni itd. Wyjście z nim gwarantuje doskonałą zabawę. Jest dobrze sytuowany, ma luksusowy samochód i zawsze prezentuję się nienagannie. Przyjaciółki zielenieją z zazdrości. Supermężczyźnie trudno się oprzeć, tyle że jest to gatunek rzadki i trudno go spotkać.

Szczęściarz

- to ulubieniec mam, człowiek robiący karierę. Wszędzie jest na pierwszym planie. To jego słuchają kelnerzy, on płaci rachunek, jednak starannie, choć dyskretnie, rozlicza się ze współtowarzyszami, w oczach dam uchodzi za człowieka z gestem. Pełnię szczęścia przeżywa w "swoim domu". Oznacza to niedopałki w doniczkach, niespłukaną wannę, spóźnienia bez słowa usprawiedliwienia. Żona na próżno czeka na "dzień dobry kochanie", dzieci na życzenia urodzinowe. Szczęściarz pamięta natomiast o imieninach szefa, sekretarki oraz pań i panów, od których zależy jego pozycja i zawodowe awanse.

Intelektualista

- ten typ dzieli się na dwie podgrupy. Pierwsza to intelektualiści prawdziwi. Druga - mężczyźni przekonani, że są intelektualistami. Poznaje się ich po łysinie i okularach oraz filozoficznych rozmowach. Nie należy się łudzić, iż są to partnerzy do interesującej rozmowy. Zajęci są wyłącznie słuchaniem samych siebie.

Kochankowie

- dzielą się także na dwie grupy; kochanków z pragnienia i kochanków prawdziwych. Ci pierwsi przytulają się w tańcu, patrzą powłóczyście w oczy i wzdychają "gdybym był wolny", albo: "żona mnie nie rozumie, podczas gdy pani..." Jednakże próby zastąpienia owych nierozumiejących żon skazane są najczęściej na niepowodzenie. Dziwna jest natomiast sprawa z kochankami prawdziwymi. Otóż wcale na takich nie wyglądają. O ile np. kochanek z pragnienia bywa w wytwornych restauracjach i jeździ taksówkami, to prawdziwy jada domowe kopytka i pcha wózek dziecięcy.

I wreszcie ten typ ostatni,

który umyka jakiejkolwiek klasyfikacji. Bo to ani supermężczyzna, ani szczęściarz, ani intelektualista, ani kochanek. Nie przypomina ani Roberta Redforda, ani Romea, ani Einsteina. Nie jest przedmiotem marzeń. Lubi teściową, całuje dzieci przed snem, wyprowadza psa i taszczy siatki. Żonie z roztargnienia ujmuje 5 lat od prawdziwego wieku i niespodziewanie wyciąga ją z domu, bo zdarzyło mu się nieplanowane spotkanie towarzyskie. I otóż ci najliczniejsi, niezaszeregowani, bezimienni są mężczyznami idealnymi.

(św.)

MWMedia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje