Reklama

I nie opuszczę cię aż do... rozwodu

Zwykle jest tak: ona ubrana w prześliczny welon, a on - w gustowny, raczej ciemny garnitur, gdy w rytmie marsza Mendelssohna wkraczają na nową drogę życia. Przysięgają sobie wierność aż po grób. Stawiają wszystko na jedną kartę. Razem chcą przeżywać zwycięstwa, dzielić smutek, klęski. Wielu się to udaje.

Ale niektórym - nie i po kilku czy kilkunastu latach nie są w stanie dłużej ze sobą wytrzymać. Co wtedy? Męczyć się dalej? Jedni odpowiadają twierdząco na to pytanie, a czynią tak, np. dla dobra dzieci. Natomiast inni zdecydowanym ruchem postanawiają przeciąć rozlatujący się węzeł małżeński.

Reklama

Gdy mija zauroczenie

Nowożeńcy niekiedy układają sobie życie na zasadzie: jakoś to będzie. A bywa czasami, niestety, jak najgorzej. Pierwszy niebezpieczny kryzys w małżeństwie może pojawić się całkiem nieoczekiwanie, niedługo po odejściu od ołtarza. Kolejny, gdy mija zauroczenie i małżonkowie ze zgrozą odkrywają, że nie wszystko układa się idealnie. On bowiem, wypieszczony przez mamusię jedynak, okazuje się kompletnym niedorajdą. A ona, łagodna piękność - kłótliwą heterą. Po 7-10 latach rozdźwięki jeszcze bardziej się pogłębiają. Bywa, że obojgu dokuczają kłopoty finansowe. Jest jeszcze gorzej, gdy małżonkowie postrzegają u siebie tylko wady i wtedy ani jedno, ani drugie nie może znaleźć dla siebie miejsca. Jeśli nawet obojgu ten trudny okres w małżeństwie uda się przezwyciężyć, wcale nie znaczy, że dalsze życie potoczy się całkiem gładko. Nawet pary dobiegające czterdziestki czy pięćdziesiątki dochodzą nierzadko do wniosku, że jedynym wyjściem z sytuacji jest rozwód.

Powodów sto, a może więcej

- Może jestem naiwna i myślę w ekstremalnych kategoriach, ale "jaką miarą mierzysz, taką ci odmierzą" - twierdzi jedna z aktorek. - Byłam młoda, kiedy zakochałam się w swoim wykładowcy. A potem był ślub i życie szło swoim torem. Ale pewnym momencie zdominowało mnie zbyt silne poczucie współodpowiedzialności za nasze sprawy. Zgubiłam siebie. Przesadziłam w oddaniu. Odszedł ode mnie, a ja dziś wiem, kogo kochać i cenić. Siebie!

- Gdy rozpada się związek dwojga ludzi, niewiele można zrobić, jeśli chce się zachować godność - twierdzi inna kobieta i dodaje, że są mężczyźni, którym się zdaje, że zmieniają partnerki. Tymczasem to oni, niczym puchar przechodni, przechodzą z rąk do rąk. I naprawdę nie ma się czemu dziwić, że do coraz młodszych.

Podczas rozprawy rozwodowej sędzia zapytała: czy zgadza się pani na rozwód? Odpowiedziałam też pytaniem: A czy można 40-letniego mężczyznę zatrzymać siłą przy sobie?

Powodów rozstania małżonków są tysiące. O jednym już wiemy - mężczyzna porzuca żonę dla innej, młodszej partnerki. Niepoślednie miejsce zajmuje niewierność małżonków, niezgodność charakterów, alkoholizm, a od kilku lat - wyjazd jednego z małżonków (przeważnie mężczyzny) i pozostanie za granicą, co w oczywisty sposób kończy się rozpadem małżeństwa.

Publiczne pranie brudów

Na ogół pozew o rozwód składa w sądzie kobieta. Oczywiście, nie jest to reguła, bo zdarza się, że oboje małżonkowie chcą zrzucić małżeńskie kajdany. Ale nawet taki argument nie wystarcza, by uznać stadło za rozwiązane. Sąd musi ustalić, że nastąpił trwały i całkowity rozkład pożycia. Mimo dość rygorystycznych przepisów odmawia się zwykle wtedy, gdy byłoby to sprzeczne z interesem małoletnich dzieci, albo gdy rozwodu żąda tylko winny małżonek.

MWMedia

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: rozwód

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje