Reklama

Student u prostytutki

Prawie trzy czwarte studentów akceptuje istnienie agencji towarzyskich. Coraz więcej jest też takich, którzy na własnej skórze chcą przekonać się, jak wygląda płatny seks.

- W 21. urodziny koledzy postanowili zrobić mi niespodziankę i zasponsorowali wizytę w agencji - opowiada Wojtek Zaborski, student Politechniki Warszawskiej. - To był mój pierwszy raz. Znajomi wyśmiewali się, że jestem już taki stary, a jeszcze nigdy tego nie robiłem. Sami więc zapłacili za wizytę. Na początku miałem opory, ale szybko minęły.

Reklama

Wojtek nie jest dziś wyjątkiem. Tzw. "wyjścia na dziwki", choć dla wielu szokujące, stają się wśród studentów jedną z normalnych rozrywek. Współczesna kultura to kultura singli. Co piąty młody człowiek dobrowolnie decyduje się na samotne życie. W dobie ukierunkowania na karierę stałe związki stały się zbyt uciążliwe i czasochłonne. Między kolejną sesją a pracą trudno znaleźć chwilę na spotkanie z chłopakiem lub dziewczyną.

Z raportu nt. seksualności Polaków firmy medycznej Pfizer wynika, że liczba dwudziesto- i trzydziestolatków, którzy w ogóle uprawiają seksu spadła z 95 proc. do 85 proc. Typowy singiel zamiast tracić energię na szukanie sekspartnera wybiera więc agencję towarzyską. Studenci wcale nie są tu wyjątkiem - ponad 70 proc. z nich akceptuje istnienie przybytków rozkoszy.

Seks z prostytutką nie jest być może wymarzonym sposobem na utratę dziewictwa, ale na pewno jest lepszy niż drwiny kolegów. A te coraz częściej są na porządku dziennym. Według Raportu Durexa z 2004 r. większość Polaków przeżywa swój pierwszy raz w wieku 17 - 18 lat. Pułap ten coraz bardziej się obniża, wskutek czego coraz większą rolę w podjęciu współżycia zaczyna odgrywać presja społeczna.

Oprócz nacisków ze środowiska potencjalne powody wizyty w agencji mogą być też bardziej rozrywkowe. Jedni chcą zerwać ze swoim "świętym" wizerunkiem, drudzy świętują obronę dyplomu, trzeci zdaną sesję. Takie uczczenie sukcesu dla współczesnego studenta niemal niczym nie różni się od zwyczajowego oblewania okazji przy piwie w pubie.

Dużo jest też takich osób, które chcą przeżyć w agencji ostatnią noc na wolności, czyli wieczór kawalerski. - Wiele osób idzie tam też z czystej ciekawości - mówi seksuolog Zbigniew Lew Starowicz. Ciekawość budzi nie tylko sam seks, ale także cała związana z nim otoczka, która może być później pretekstem do długich opowieści.

- Agencja, do której pojechaliśmy mieściła się w zwykłym bloku, gdzieś w centrum Warszawy - opowiada Wojtek. - Nie był to luksusowy lokal, więc wystrój pozostawiał wiele do życzenia. Na ścianach wisiały lustra i kolorowe światełka. W holu minibarek, gdzie za 10 zł można było kupić piwo Królewskie, a za 80 zł ruskiego szampana. Pokoi było dużo, ale malutkie, właściwie miejsce na jedno dużo łóżko i szafkę.

Na pytanie, jak to wszystko wyglądało, Wojtek bez wstydu relacjonuje: - Po haśle "chcemy zobaczyć panie" wyszło osiem kobiet. Gdy poszedłem z wybraną dziewczyną do pokoju, okazało się, że nie mam wystarczająco dużo pieniędzy, żeby zapłacić za pełną godzinę. Udało mi się jednak wybłagać zgodę na spotkanie półgodzinne. Dostałem ręcznik i poszedłem pod jedyny w całej agencji prysznic. Gdy wróciłem i trochę się rozluźniłem, okazało się, że zostało już tylko kilka minut. Pierwszy raz był więc wyjątkowo krótki. Dziewczyna udawała i nie dawała się pocałować. Miała być fajna zabawa, ale wyszło nieco inaczej.

Dowiedz się więcej na temat: seks | płatny seks | student | prostytutek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje