Reklama

Narcystyczna seksualność

Wiadomo, że 90 proc. mężczyzn się onanizuje, a pozostałe 10 proc. nie przyznaje się do tego - pisze w swojej książce "Gdyby mężczyźni umieli mówić" amerykański psycholog dr Alon Gratch.

Nie wiem, co mówią statystyki zestawiające dane o masturbacji mężczyzn i kobiet, ale jak na ironię, nawet jeśli mężczyźni robią to rzadziej, z pewnością mówią o tym więcej, przynajmniej podczas terapii.

Reklama

Trudno wymyślić lepszą ilustrację skupienia na sobie mężczyzny niż obsesja związana z tym autoerotycznym doświadczeniem. Chociaż większość dorosłych mężczyzn nie rozmawia o tym z innymi, podczas terapii, która zmniejsza lęk i nie ocenia, masturbacja staje się często tematem numer jeden.

Wielu mężczyzn ma poczucie winy i wstydzi się masturbacji, chociaż to ich nie powstrzymuje przed dalszym jej uprawianiem. Mężczyzna czuje się tak za sprawą "zakazanej" treści swoich fantazji seksualnych oraz dlatego, że przekonany jest o swojej niedojrzałości, pomimo "osiągnięcia celu". Wstydzi się i ma poczucie winy również dlatego, że masturbacja jest tym, czym jest: niezwiązaną z niczym, skupioną na sobie aktywnością seksualną.

Nie chcę wcale dać do zrozumienia, że mężczyzna powinien źle się czuć z powodu masturbacji. Skupienie na sobie jest w jakimś wymiarze nie tylko dobre, ale również konieczne. Z pewnością dobrze jest zaspokajać swoje potrzeby seksualne, czy to sam na sam z sobą, czy uprawiając miłość.

Wydaje się, że kobiety mogą wciąż naprawdę wiele się nauczyć od mężczyzn w tej kwestii. Przez lata praktyki nieliczne kobiety rozmawiały ze mną o swoim pragnieniu "poznania", "spróbowania", czy "uprawiania" masturbacji. Rewolucja seksualna nauczyła nas wszystkich, że seksualność kobiet jest taka jak mężczyzn, nawet jeśli kobiety inaczej jej doświadczają. Nigdy jednak nie spotkałem mężczyzny, który chciałby się dowiedzieć, jak się onanizować, co być może wiąże się z prostą, a nawet prymitywną naturą męskiej anatomii i jest uwarunkowane kulturą, która przez stulecia popierała i wzmacniała skłonność mężczyzn do skupiania się na sobie.

Kobiety wspierają

Historia kobiet, przeciwnie, przynajmniej do bardzo niedawna nie dotyczyła samopoznania, ale raczej działania spoza sceny, odgrywania roli wspierającej, ułatwiającej oraz manipulującej, zawsze w odniesieniu do tej głównej, pierwszoplanowej roli męskiej. Nagradzanie samego siebie, seksualne lub inne, stanowi jądro narcyzmu, ale interpersonalny charakter narcyzmu wyrasta z jego obronnej natury, czyli nadmiernej kompensacji chęci nagrodzenia siebie przez wywarcie wrażenia na innych.

Kiedy pierwszy raz zapraszałem moją żonę na randkę, a miałem wtedy dwadzieścia osiem lat, byłem oczywiście bardzo przejęty i jak wielu mężczyzn sądziłem, że muszę zrobić na niej wrażenie. I dlatego zapewne, kiedy zapytałem ją, jak chciałaby spędzić czas, zanim zdołała cokolwiek powiedzieć, z moich ust wyrwało się: "Wiesz, mówią, że śniadanie je się z przyjaciółmi, lunch w interesach, a kolację przed seksem, co wybierasz?". Moja przyszła partnerka, ani trochę nie speszona, odpowiedziała: "A co powiesz na podwieczorek?".

Patrząc wstecz, sądzę, że poza zamiarem wywarcia wrażenia prostackimi dowcipami, wynikającym z mojej bardziej lub mniej świadomej potrzeby ukrycia niepewności, zadziałał tu jeszcze inny, mniej świadomy mechanizm. Napomykając, że romans jest jedną z możliwości, sygnalizowałem zainteresowanie podbojem seksualnym i sprawdzałem, jaka będzie odpowiedź. Przy okazji dodam, że odpowiedź była doskonała, ponieważ nie dając gwarancji wskazywała, że wszystko się może zdarzyć. To zaś jest kombinacją gwarantującą zwycięstwo dziewczynie, która spotyka się z mężczyzną skupionym na sobie. W zasadzie im bardziej narcystyczny jest partner, tym bardziej kobieta powinna być niczym koszulka z napisem: "Nie udaję, że jestem łatwa do zdobycia".

Mężczyźni podbijają

Nawet kiedy mężczyzna odstępuje od autoerotyzmu i rozciąga swoją seksualność na innych, wciąż nie przestaje skupiać się na sobie. Robi to, umawiając się na randki z kobietą niezależną, która nie przerazi go otwartą uczuciowością i która zaofiaruje mu zwycięstwo w próbie sił. Zwycięstwo, żeby nie musiał czuć się pokonany, a próbę sił, żeby jego podbój nie stracił na wartości.

Niestety, nawet po zwycięskim podboju wielu mężczyzn nie odrzuca swojego seksualnego narcyzmu. Wszystko to było oczywistością w minionych czasach, które w wielu środowiskach stały się przeszłością zaledwie wczoraj. Nie było wtedy przyjęte, żeby kobieta odczuwała przyjemność podczas współżycia seksualnego, a mężczyźni skupiali się wyłącznie na zaspokajaniu własnej potrzeby.

To zjawisko jest wszechobecne także i dzisiaj. Dają mu wyraz mężczyźni o postawie antynarcystycznej, którzy zadają sobie trud takiego udoskonalenia własnej techniki seksualnej, żeby wywoływać u partnerki wielokrotny orgazm lub inne, nieznane, a niezwykłe doznania seksualne. Chociaż jego partnerka najprawdopodobniej lubi seks, może go w końcu uznać za pozbawiony emocji, ponieważ to, co w łóżku dostaje od mężczyzny, jest motywowane jego egocentrycznym doskonaleniem własnego spełnienia, czyli zapewnianiem sobie dobrego samopoczucia.

Nie ma oczywiście nic złego w tym, że ktoś się czuje dobrze jako mężczyzna, i dopóki nie jest to nadrzędny cel relacji seksualnej, kobieta może czuć się szczęśliwa, przyczyniając się do takich przeżyć partnera. Kłopot polega na tym, że nieświadomie mężczyźnie nie zawsze chodzi o to, żeby dzięki kobiecie takich przeżyć doznawać. Jego wczesny związek z najważniejszą i pierwszą kobietą w życiu zamiast wzmacniać poczucie męskości, wspiera przeciwne uczucia podobieństwa do dziewczynki. Z tego powodu mężczyzna czasami czuje, że musi zapobiegawczo narzucić kobiecie swoją męskość i obnażyć się.

Podążając za kobietą, narcystyczny mężczyzna nie interesuje się jej osobą, a raczej tym, czy potrafi ona wiarygodnie prawić mu komplementy. Osobowość i cechy fizyczne kobiety uwodzonej przez egocentrycznego mężczyznę nie mają w tym wypadku znaczenia. W pierwszym okresie tej gry kobieta może nie uświadamiać sobie, że jest uwodzona, bo całkowicie oddaje się podziwianiu niezwykłego umysłu mężczyzny, jego talentu, ciała, kreatywności albo jakiejkolwiek innej zalety. Może również pomylić jego otwartość z wielkodusznością i wziąć tryskającą seksualnością obecność za akt poświęcenia, zamiast za zwykłe pozerstwo i oczekiwanie na zachwyt.

Ta cielesna, narcystyczna wielkoduszność jest prawdopodobnie cechą bardziej kobiecą niż męską, ponieważ to kobiety w naszym społeczeństwie zachęca się do skupiania się na własnym ciele i do wystawiania go na pokaz. Dziś jednak mężczyźni w coraz większym stopniu zaczynają dzielić z kobietami te formy skupiania się na sobie. Musimy przyjąć do wiadomości, że bez względu na płeć osobnicy narcystyczni, nawet ci bardzo nieatrakcyjni, często zachowują się tak, jakby zażarcie z kimś rywalizowali.

Od fistaszka do penisa

W wymiarze seksualnym znajduje to wyraz w tym, że po pierwsze, spędzają więcej czasu na kształtowaniu lub upiększaniu swego ciała, po drugie, bije z nich ufność we własne siły, więc czują się bardziej godni pożądania, oraz, po trzecie, byli ładnymi dziećmi, przyciągającymi szczególną uwagę, co nauczyło ich, jak wykorzystywać swój wygląd, żeby dostać więcej. Dlatego, kiedy zdarza mi się podczas sesji poczuć podniecenie (przypominam, że jestem tylko człowiekiem), bez zaskoczenia stwierdzam, że jestem w towarzystwie osoby narcystycznej.

Być może wszyscy powinniśmy z nieufnością traktować to, co nas pociąga, zwłaszcza jeśli staliśmy się centralnym obiektem intensywnych uwodzicielskich zabiegów. Seksualność i zmysłowość ulegają idealizacji w obecności kogoś, kto potrzebuje, żeby go podziwiać za jego płeć, a nie za osobowość. Ujmując rzecz statystycznie, podejrzewam, że większość mężczyzn w dosłownym sensie nie obnaża się nigdy.

Jednym z moich pacjentów był mężczyzna opanowany myślą, że jego penis jest mały jak fistaszek. Pacjent - młody, przebojowy biznesmen, dostał od klienta zaproszenie na mistrzostwa w baseballu. Na mecz zaprosił swoją nową dziewczynę, która jednak odmówiła, tłumacząc, że nie przepada za baseballem. Pacjent przyjął to do wiadomości, ale mnie wyznał, że był rozczarowany i zły. Tej samej nocy śniło mu się, że jego penis wychylił się ze spodni i że dotykała go kobieta. "Nie zrobił na niej wrażenia" - powiedział z niezadowoleniem, opowiadając swój sen. Ten sen pokazuje, że to, co wygląda na wielkoduszność, może w rzeczywistości być próbą podniesienia samooceny i że próba ta łatwo nasyca się treścią seksualną. Powiedziałem pacjentowi: "Wynika z tego, że oferując jej bilet, tak naprawdę nie chciałeś jej niczego dać. Chciałeś zrobić na niej wrażenie swoim wielkim penisem!". Pacjent zgodził się ze mną i zaczął opowiadać o tym, że wszystkie sukcesy w interesach potrzebne mu były po to, żeby wynagrodzić sobie kompleks małego penisa. "Tak, tak - powiedziałem na to - słyszałem niejedno o pańskim małym ptaszku, chciałbym, żeby mój zarobił dla mnie tyle pieniędzy!".

Prawdę mówiąc, nawet ja nie mogłem zgodzić się z tym uproszczonym, stereotypowym i męskim poglądem na sukces. Dla mężczyzny skupionego na sobie w zasadzie nie ma znaczenia, jaka naprawdę jest ta druga osoba. Jakimś cudem piękne piersi kobiety mogą spowodować natychmiastowe powiększenie męskiego penisa. I wcale nie mówimy tu o erekcji.

Fragment książki "Gdyby mężczyźni umieli mówić"

Wydawnictwo Jacek Santorski & co

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: seksualność

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje