Reklama

Jak to dawniej z dziewictwem było...

Na smoka wawelskiego nie byłaby dziś potrzebna siarka zaszyta w baraniej skórze i dzielny krakowiaczek. Potwór zginąłby z głodu, bo brakowałoby dziewic na pożarcie...

Starożytni traktowali problem dziewictwa dużo poważniej. Zaprzątał on głowę nie tylko pana młodego i jego rodziny, ale także medyków, filozofów i autorytetów moralnych. W wielu kulturach niewinność kobiety była warunkiem pomyślnego zawarcia małżeństwa, co więcej - cnotą, bez której żadna porządna rodzina powstać nie mogła.

Drogą prób i błędów wypracowano więc wiele ponoć niezawodnych sposobów odkrywania intymnej przeszłości niewiasty. Ją samą traktowano przy tym instrumentalnie - jak rzecz, o której należało stwierdzić, czy przypadkiem nie ma pewnych ukrytych wad, mogących rozczarować męża.

Reklama

Kamieniem w grzesznicę

Dla wielu społeczności dziewictwo było wręcz sprawą wagi publicznej. W Izraelu dziewczyna, tracąc przed ślubem niewinność, czynem swym sprowadzała hańbę nie tylko na dom, ale i na całą zbiorowość, stąd wszystkim przysługiwało prawo ukamienowania grzesznicy. Rodzice mężatki po nocy poślubnej starannie przechowywali poplamione krwią prześcieradło. Nosząca ślady krwi pościel była dowodem niewinności dziewczyny, na wypadek, gdyby chciano pomówić ją o przedwczesną utratę panieństwa.

Równie bezwzględnie obchodzono się z kobietami, które łamały surowe nakazy moralne po ślubie - w przypadku przyłapania na cudzołóstwie skazywane były razem ze swoimi kochankami na śmierć. "Ktokolwiek cudzołoży z żoną bliźniego, będzie ukarany śmiercią i cudzołożnik, i cudzołożnica" - nakazywała Księga Kapłańska Starego Testamentu (20,10).

Zakaz ten nie dotyczył jednak mężczyzn, którzy mogli utrzymywać kontakty pozamałżeńskie z innymi kobietami (z wyjątkiem mężatek). Co więcej, mogli nawet przyjąć pod swój dach nałożnicę.

Prawo hebrajskie wprowadzało wiele nakazów, które miały zagwarantować wierność małżeńską kobiet i ograniczyć ich zainteresowanie płcią odmienną. Musiały one wychodzić z domu, skrywając twarz pod welonem, a prowadzenie rozmów na ulicy z mężczyznami uchodziło za nieprzyzwoite. To tłumaczy, dlaczego apostołowie tak bardzo się zdziwili, gdy spotkali Chrystusa rozmawiającego jawnie z Samarytanką. Mężczyzna również powinien trzymać się z dala od kobiet, nie zachowywać się w ich towarzystwie w sposób frywolny, nie zwracać uwagi na ich urodę, nie wąchać zapachu ich perfum ani nie chodzić za nimi.

Krew na prześcieradle

Leon Afrykańczyk, arabski podróżnik, w swoim dziele z 1526 roku, które aż do XIX wieku było podstawowym źródłem wiedzy o Afryce, opisał m.in. weselne zwyczaje jednego z plemion. Po zakończeniu ceremonii ślubnej młodzi udawali się do osobnej izby, a goście czekali, aż zaufana niewiasta przyniosła kawałek płótna ze śladami krwi. Dopiero po jego okazaniu można było zacząć zabawę. W przeciwnym razie goście opuszczali dom okryty wstydem, a małżonek zwracał córkę rodzicom.

W carskiej Moskwie, o czym pisze F. R. Giedroyć w książce "Wiekowe spory o błonę dziewiczą", po nocy poślubnej wywieszano w pałacowym oknie koszulę ze śladami krwi, a zebrany na placu tłum mógł się przekonać o niewinności małżonki cara. On zaś udawał się do rodziców żony, aby podziękować im za to, że tak porządnie wychowali swoje dziecko.

Podobny zwyczaj panował w Niemczech, Hiszpanii i Włoszech jeszcze w XVII wieku. W wyższych warstwach społecznych pokazywanie zakrwawionej bielizny odbywało się w mniejszym gronie - rodziny i przyjaciół, a dopuszczenie do tej uroczystości uchodziło za zaszczyt. Oczywiście, nikt nie pytał o zdanie nowo poślubionej małżonki.

Jeszcze mniej subtelnie dokonywali próby egipscy Arabowie. Przed obrzędem ślubnym jedna z matron, lub nawet sam pan młody, owinąwszy sobie wskazujący palec muślinem, wprowadzała go przy świadkach do pochwy panny młodej. Siady krwi na materii stawały się niepodważalnym dowodem niewinności. Podobnie robiono w południowej Rosji.

Grubsza szyja, nie ten głos, inna skóra

Oprócz bezpośredniego badania panny młodej znano też wiele innych sposobów "ustalenia jej niewinności". Jednym z nich była ocena tembru głosu. Głos dziewicy, z natury czysty i wysoki, po pierwszym stosunku miał stawać się gruby i ochrypły.

Wiedział o tym już podobno żyjący na przełomie V i IV wieku p.n.e. grecki filozof Demokryt z Abdery. Opowiadano o nim, że pewnego razu spotkał Hipokratesa (lekarza greckiego, ojca medycyny) w towarzystwie dziewczyny, która bez wątpienia była dziewicą. Nazajutrz była już kobietą, co filozof ustalił swym czujnym uchem.

O dziewictwie lub jego braku miał też świadczyć nos. Według filozofa Johannesa Scotusa żyjącego w IX wieku, po stosunku jego chrząstka na końcu traciła jędrność oraz miękkość i następowało jej rozdwojenie, co też łatwo było ustalić palcem. Ponadto zaraz po stosunku płciowym zwiększał się ponoć obwód szyi, dlatego też w starożytnym Rzymie matki mierzyły go swoim córkom przed nocą poślubną i po niej. Gdy nad ranem nić była zbyt krótka, oznaczało to, że ich latorośl stała się kobietą. Próby takiej nieraz dokonywano uroczyście w obecności obu rodzin młodej pary. Skuteczność tej metody potwierdzać miał sam Hipokrates!

W Średniowieczu zauważono, że objętość szyi wzrasta po rozkoszy wynikającej nie tylko ze współżycia. Stąd, jak podaje XIX-wieczny francuski lekarz Joseph Francois Malgaigne, bardziej zapobiegliwi rodzice zakładali swym córkom na noc delikatne naszyjniki: gdy nad ranem okazywało się, że uległy one przerwaniu, niepoprawne panny karcono.

Takaś ty... gagatko!

Innym "niezbitym dowodem" utraty niewinności była zmiana zapachu skóry, o czym pisał Arystoteles. Po stosunku miała ona wydzielać specyficzną woń, której nie znosiły pszczoły, co prowadziło do ukąszeń. Stosunek ułatwiał też - jak twierdzono - przedostawanie się zapachów z narządów płciowych aż do samej głowy. Dziewczyna prawa, mająca zaporę u wejścia do pochwy, nie przepuszczała zapachów. Wystarczyło badaną posadzić na specjalnym naczyniu nad zapalonym kadzidłem - jeśli utraciła niewinność, woń kadzidła wydostawała się z ust.

Nieocenione pod względem ustalania niewinności kobiety były pewne minerały, jak choćby gagat, nazywany popularnie gagatkiem. Znany był już w starożytności i w Średniowieczu; starty na proszek i podany w płynie do zażycia badanej "odkrywał prawdę". Pannie prawej nie szkodził, u pozostałych sprawiał, że nie mogły utrzymać moczu. Warunkiem pomyślności eksperymentu było to, aby mikstura została podana sekretnie.

A dziewice mają proste

Skuteczność tego środka zachwalał też Hieronim Spiczyński w dziele "O ziołach tutecznych y zamorskich..." (1542). Zalecał jednak moczenie go w wodzie przez trzy dni. Podobne właściwości, nie pozwalające dziewczynie "naruszonej" utrzymać moczu, miał ponoć zapach spalonego bursztynu, żywicy z drzewa balsamowego, magnes oraz lilia żółto-czerwona.

O tej ostatniej tak pisał Albert Wielki, święty, niemiecki teolog, jeden z najbardziej wszechstronnych uczonych Średniowiecza w swym dziele "O sekretach białogłowskich, moc ziół, kamieni y zwierząt osobliwych" (1695): Jeżeli chcesz doznać, jeżeli [czy] panna jest zepsowana [uszkodzona], zetrzyj na proch liliej żółto-czerwonej, które są między kwiatami i daj jej zjeść on proszek, a jeżeli jest zepsowana, zaraz mocz puszcza lub weź kamień, który się zowie magnes [...]. Połóż tedy kamień ten pod głowę białej głowy, a jeżeli w swoim stanie czysta jest, tedy małżonka obłapi, jeżeli zaś nie, zaraz upadnie z łóżka". Inną, równie "sprawdzoną" metodą była obserwacja włosów łonowych, o czym pisali w XVI wieku Jean Riolan, a w następnym stuleciu Severinus Pinaeus. Owłosienie u dziewic z natury było bowiem proste, u pozostałych zaś kędzierzawe, co wynikać miało z tarcia podczas stosunku.

Zaszywali fałszywe dziewice

Wszystkie opisane zabiegi miały uniemożliwić ewentualne próby oszukania męża. A takie zdarzały się nawet w krajach o najbardziej surowej obyczajowości. Panny młode, aby uniknąć wyjścia na jaw wstydliwej prawdy, wkładały do pochwy niewielkie gąbki bądź rybie pęcherze nasączone krwią (na przykład gołębi), natomiast efekt zacieśnienia osiągały za pomocą przeróżnych medykamentów. Jeszcze inną metodę stosowano w Persji, gdzie medycy po prostu zaszywali fałszywe dziewice.

Przez wieki ślady krwi pozostawione na prześcieradle podczas nocy poślubnej były podstawowym dowodem niewinności kobiety. Początkowo znaku tego bynajmniej nie łączono z faktem przebicia błony dziewiczej, bowiem o jej istnieniu nie miano pojęcia.

Spór o błonę dziewiczą

Jako jeden z pierwszych zwrócił uwagę na jej występowanie Hipokrates, uważał ją jednak za twór patologiczny, który gdy się pojawi, powinien być usunięty. Poglądy te potwierdził w II wieku n.e. Soranus, filozof i medyk, Grek z Efezu, pocieszając jednocześnie niewiasty, że ten niewłaściwy stan łatwo i skutecznie daje się usunąć. Krwawienie podczas pierwszego stosunku tłumaczył on zbyt gwałtownym rozciągnięciem pochwy, bogatej w naczynia krwionośne, które pękają.

Zgadzali się z nim w pełni żyjący 200 lat później Oribasius, Paweł z Eginy (VII wiek), Rhazes (al-Razi, perski doktor żyjący na przełomie IX i X wieku). Natomiast całkiem odmienny pogląd pozwolił sobie ogłosić wspominany już Albert Wielki, który stwierdził definitywnie, że jest "jedna skórka w kroku y macharzyna [pęcherz], która się przerywa. [...] Żywot panieński zawsze jest zamknięty, ale niewieści zawsze otwarty jest, i dalej: Zepsowane niewiasty mają urynę zmąconą, przez przerwanie skórki przechodzącą". Skądinąd zastanawia, skąd u duchownego tak wytrawna znajomość kobiecej anatomii. W XVI wieku stanowisko to miało już wielu zwolenników, aczkolwiek nadal byli i sceptycy. Spór ostatecznie rozstrzygnięty został - na korzyść błony dziewiczej - pod koniec XVIII wieku.

Agnieszka Lisak

Wiedza i Życie

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: filozof | dziewictwo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje