Monotlenek diwodoru. Główny składnik chemtrails

Monotlenek diwodoru jest głównym składnikiem smug kondensacyjnych /CC-BY-SA 3.0 /domena publiczna

Monotlenek diwodoru (DHMO) odpowiada za setki tysięcy zgonów na całym świecie. Ale nie tylko. Powoduje także erozję i niszczy budynki. Co gorsze ten związek chemiczny jest prawie tak powszechny jak powietrze.

Reklama

Zamach w Smoleńsku. Bomba na pokładzie samolotu

Monotlenek diwodoru jest niezwykle niebezpieczną substancją. Jego nadmierne spożycie może być śmiertelne dla człowieka i zwierząt. Jest także głównym składnikiem kwaśnych deszczów i chemtrails. Odpowiada również za erozję gruntów, niszczenie zabytków i odgrywa istotną rolę w procesach cieplarnianych. DHMO w postaci gazowej jest niezwykle niebezpieczny. Wejście do pomieszczenia pełnego oparów może grozić śmiercią. Nie może dziwić zatem, że zarówno NKWD, jak później KGB i ich amerykański odpowiednik, CIA, wykorzystują DHMO podczas tortur.

Reklama

Pierwsze doniesienia o stosowaniu monotlenku diwodoru miały miejsce 1 kwietnia 1983 roku. Dziennikarze "Durant Express" ujawnili, że DHMO zostało znalezione w miejskich wodociągach. Ostrzegli równocześnie, że w przypadku wdychania może on być niebezpieczny dla życia i powodować powstawanie pęcherzy. W mieście wybuchła panika. Władze natychmiast zdementowały te informacje, a następnego dnia gazeta opublikowała wyjaśnienia.

I bardzo dobrze, że tak się stało. Niebezpieczny monotlenek diwodoru to nic innego jak zwykła woda. DHMO jest nieużywaną, jednak poprawną nomenklaturowo, nazwą wody. Po pierwszym wykorzystaniu tej nazwy w żarcie prima aprilisowym przez dziennikarzy "Durant Express", zaczęto ją wykorzystywać, aby pokazać skutki ignorancji naukowej i braku elementarnej wiedzy.

Studenccy działacze

Studenci Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Cruz, Eric Lechner, Lars Norpchen i Matthew Kaufman, w latach 1989-90 rozprowadzali ulotki informujące o szkodliwości monotlenku diwodoru. Cztery lata później student tej uczelni, Craig Jackson stworzył Koalicję dla Zakazu Stosowania DHMO. Równolegle utworzył stronę Friends of Hydrogen Hydroxide , na której wskazywał, że monotleek diwodoru jest niezwykle potrzebny i bezpieczny dla środowiska, a także "poprawia funkcjonalność, wzrost i zdrowie wielu form życia".

Znalazł wielu zwolenników, którzy głośno domagali się, aby zdelegalizować... wodę. Okazało się, że czytelnicy uznali, że strona Friends of Hydrogen Hydroxide została stworzona przez władze, aby ukryć prawdę o trującej substancji wykorzystywanej do tworzenia chemtrails. Nikt nie pokusił się, aby sprawdzić czym jest ta niebezpieczna substancja.

Geniusz z gimnazjum

W 1997 roku czternastoletni Nathan Zohner napisał pracę, która stała się znana w środowisku naukowym, a media na świecie głośno mówiły o naiwności społeczeństwa, a przede wszystkim o mechanizmach tworzenia teorii spiskowych. Zohner w ramach projektu szkolnego pod tytułem "How Gullible Are We?" ("Jak łatwowierni jesteśmy?"), przeprowadził wśród rówieśników badanie na temat "niebezpieczeństw związanych z monotlenkiem diwodoru". Napisał w niej, że dłuższy kontakt z DHMO może powodować obumieranie tkanek, a osoby uzależnione od DHMO mogą umrzeć już po trzech dniach abstynencji.

Na końcu ankiety zadał pytanie: "Czy jesteś za zdelegalizowaniem monotlenku diwodoru?". Na 50 badanych 43 osoby domagały się stanowczo, by zakazać używania tej niebezpiecznej substancji chemicznej. Zohner otrzymał pierwszą nagrodę w konkursie naukowym "Greater Idaho Falls Science Fair" za analizę wyników swojej ankiety. Niedługo później powstał termin "Zohneryzmu", czyli "użycia prawdziwego faktu, aby poprowadzić naukowo i matematycznie nieświadome społeczeństwo do fałszywego wniosku".

Żartownisie

Badania Zohnera stały się znane na całym świecie i znalazły wielu naśladowców. Już nie przeprowadzano naukowych dociekań, a żartowano z ludzkiej niewiedzy i naiwności. 1 kwietnia 1998 roku członek australijskiego parlamentu ogłosił kampanię na rzecz zakazania tlenku dwuwodorowego na świecie. Do końca dnia zebrał całkiem sporą grupkę popierających go osób.

W 2001 roku Sue Kedgley, parlamentarzystka Partii Zielonych w Nowej Zelandii, została poproszona o wsparcie kampanii na rzecz zakazania stosowania monotlenku diwodoru. Odpowiedziała, że całkowicie popiera tę kampanię. W kraju zawrzało, a partia musiała wydać specjalne oświadczenie, dementujące wypowiedź poseł Kedgley. Jednak Zieloni nie wyciągnęli wniosków z żartu. Cztery lata później posłanka Jacqui Dean głośno domagała się by zakazać rozpuszczania monotlenku diwodoru w wodzie.

W 2002 roku dziennikarz Neal Boortz, wspomniał na antenie radiowej, że system wodociągów w Atlancie został sprawdzony i stwierdzono, że jest zanieczyszczony monotlenkiem diwodoru. Lokalna stacja telewizyjna podchwyciła żart i zaczęła się domagać wyjaśnień. Rzecznik miejskiej sieci wodociągowej powiedział reporterowi, że w systemie nie ma więcej monotlenku diwodoru niż to, co było dozwolone przez prawo.

Z kolei w lutym 2011 roku , podczas kampanii wyborczej w Finlandii, jeden z wyborców zadał kandydatom pytanie, czy powinno się ograniczyć dostęp do monotlenku diwodoru. 49 procent kandydatów poparło wniosek.

Żart przybiera coraz to nowsze formy, korzystając na tym, że ludzie boją się przyznać do niewiedzy. Ciekawe co odpowiedzieliby polscy politycy?


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje