Można odsłonić jeszcze więcej?

Gdy stringi zastąpiły zwykłe majtki typu figi wydawało się, że w świecie damskiej bielizny nic nas już nie zaskoczy. Nic bardziej mylnego. Małymi krokami na rynek wchodzą… C - stringi.

C-stringi na pierwszy rzut oka wyglądają jak klasyczne stringi pozbawione paska biodrowego. Są sztywne, zagięte w literę c (stąd nazwa) i przypominają... opaskę na głowę.

Reklama

Sprawiają wrażenie, jakby w każdej chwili mogły zsunąć się z ciała kobiety. - Nie ma takiego niebezpieczeństwa. Na ciele utrzymują je elastyczne ramki wewnętrzne, które niczym magnes układają się na miejscach intymnych właścicielki - tłumaczy Robert Strzelecki z salonu erotycznego  Refform Fetish Store.

Według zwolenników C-stringi są bardzo praktyczne, nie wystają ze spodni, a podczas opalania pozwalają uniknąć białych pasków na biodrach.

Niewątpliwym atutem C-stringów jest ich dyskrecja. Z powodzeniem można je nosić np. pod obcisłe sukienki. Nie odznaczają się, nie widać ich z zewnątrz. Do plusów niektórzy zaliczają także ich seksowny wygląd: odkrywają przecież jeszcze więcej niż klasyczne stringi.

To jednak jest już kwestia gustu. Niektórym taka ekstrawagancja się może spodobać. Naszym zdaniem jednak tego typu strój nadaje się bardziej na plażę nudystów.

Niewątpliwym mankamentem tej nowatorskiej bielizny jest ich sztywność. Ramki utrzymujące C-stringi na ciele nie są tak dopasowane i wygodne, jak materiał z których wykonuje się klasyczne stringi. Nie dla wszystkich akceptowalny jest także ich minimalizm.

Czy zatem C-stringi podbiją świat damskiej bielizny? Czas pokaże. Spróbować chyba jednak warto, tym bardziej, że nie jest to duży wydatek. W Polsce C-stringi kosztują ok. 20 zł.

Dowiedz się więcej na temat: stringi | kobieta | ciekawostki | moda

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje