​Mr.Vintage: Jak się ubrać, a nie przebrać

Michał Kędziora prowadzi bloga Mr.Vintage i jest autorem książki "Rzeczowo o modzie męskiej", fot. Łukasz Znojek /archiwum prywatne

Najgorzej jest, kiedy ktoś coś ubierze i źle się w tym czuje, a wydaje mu się, że wygląda fajnie. Jest przebrany, a nie ubrany - mówi Michał Kędziora, bloger Mr.Vintage, autor książki "Rzeczowo o modzie męskiej".

Reklama

Agnieszka Łopatowska, Interia: Brustasza, poszetka, patka, szlica - ilu znasz mężczyzn znających te słowa?

Michał Kędziora, Mr.Vintage: - Moja opinia może być nieobiektywna, bo wśród moich znajomych wielu jest z branży modowej, więc pewnie ten odsetek byłby duży. Ale gdybyśmy takie pytanie zadali na ulicy, mogłoby być kiepsko. Akurat wybrałaś sformułowania niełatwe, obco brzmiące, które w dodatku często są mylone, np. poszetka z butonierką, więc pewnie poprawnych odpowiedzi nie byłoby wiele. Jeszcze.

Reklama

Pytam, bo ciągle się zastanawiam, na ile skuteczna jest twoja misja propagowania męskiej elegancji.

- Kiedy przyglądam się polskiej ulicy, wierzę, że idzie to w bardzo dobrym kierunku. Mężczyźni bardzo się zmienili w ostatnich latach. Nie wypada mi o tym mówić, ale mam nadzieję, że w jakimś stopniu też się do tego przyczyniłem - moim blogiem czy książką. Oczywiście miały w tym udział inne osoby, które zajmują się tym w blogosferze, no i sami mężczyźni do tego dojrzali.

- Widać, że coraz więcej facetów interesuje się modą. A najbardziej widać to po grupie młodszej - uczniach ostatnich klas liceum, studentach pierwszych lat. Są to osoby, które żyją modą na co dzień i przywiązują do tego dużą wagę. Nie traktują ubrania wyłącznie jako okrycia wierzchniego, czegoś, co muszą nosić. Daje im ono przyjemność, satysfakcję, potrafi wyrażać ich styl, jest spójne z ich charakterem, stylem życia. Fajnie, że tak się dzieje, bo prawda jest taka, że moda jest bliska każdemu z nas. Nawet jeśliby byśmy temu zaprzeczali, to każdy z nas ma dzisiaj na sobie spodnie, buty, koszulę czy kurtkę, więc chcąc nie chcąc, jesteśmy jej konsumentami. Lepiej zatem z modą się zaprzyjaźnić.

Czym drugie wydanie twojego poradnika różni się od poprzedniego?

- Muszę przyznać, że kiedy padła propozycja wznowienia mojej książki, nie czytałem jej już ze trzy lata. Kiedy otworzyłem ją, żeby wprowadzić niezbędne korekty, okazało się, że nie muszę wiele zmieniać. Może to nieskromnie zabrzmi, ale wydaje mi się, że jej treść nadal jest bardzo dobra i ponadczasowa, zatem w części merytorycznej wprowadziłem tylko kosmetyczne zmiany. Dołożyłem też jeden rozdział, w którym odpowiadam na najciekawsze i najczęściej pojawiające się pytania moich czytelników. Natomiast przez ostatnie cztery lata moje gusta się zmieniły i teraz zrobiliśmy bardziej profesjonalną szatę graficzną, z lepszymi zdjęciami, na których lepiej widać ubrania i z lepiej dobranymi stylizacjami.

Jaka jest różnica między byciem blogerem a autorem książki?

- W moim przypadku nie aż tak duża jak mogłoby się wydawać. Moja książka jest bardzo poradnikowa i taka miała być. Kiedy pojawił się pomysł, żeby powstała, było to dla mnie dużym zaskoczeniem, bo jeszcze cztery lata temu dla szerszego grona odbiorców byłem osobą anonimową. Ale kiedy już zacząłem się zastanawiać, jaka powinna być, doszedłem do wniosku, że musi być rzeczowa, przystępna, bardzo praktyczna. Taka, do której mężczyźni będą chcieli wracać. Zależało mi, żeby przydawała się, kiedy ktoś będzie chciał kupić sweter dobrej jakości, wiedzieć, co założyć na rozmową kwalifikacyjną, na ślub, na randkę. Żeby wtedy otworzył ją na odpowiedniej stronie i w minutę miał odpowiedź na swoje pytanie. Wydaje mi się, że to mi się udało, a ponieważ teksty poradnikowe są znakiem rozpoznawczym mojego bloga od początku, zatem Mr. Vintage jako bloger i jako autor książki to ten sam model twórczości.

Popularne w internecie są zdjęcia zestawiające eleganckich mężczyzn sprzed kilkudziesięciu lat z tymi ze współczesnych wybiegów z pytaniem: "Co poszło nie tak?". Co poszło nie tak?

- To akurat są skrajne przykłady. Żyjemy w XXI wieku, więc odwoływanie się do standardów sprzed 100 lat nie zawsze ma sens, choć z wielu elementów ubioru z tamtych czasów nadal korzystamy (np. poszetka, garnitur, płaszcze, klasyczne modele obuwia). Z drugiej strony, wszystkie ekstrema pokazywane jako moda współczesna pojawiają się, żeby przyciągać uwagę mediów. Gdybyśmy poszli do sklepu marki, która na wybiegu prezentuje slipki założone na spodnie, zapewne nie znajdziemy tam takiego połączenia. Żyjemy w czasach obrazkowych, a moda jest tak dużym biznesem, o tak dużej konkurencji, że trzeba się łapać różnych metod, żeby się wyróżnić. Czasem jest to śmieszne, niestety.

Czyli działa klasyczna zasada: wyróżnij się, albo zgiń.

- W tym biznesie trzeba się wyróżniać. Jedne marki robią to umiejętnie, inne nie. Wybór jest tak szeroki, że i tak każdy znajdzie coś dla siebie. Ważne, żeby unikać tych ekstremów.

Ciebie, podobnie jak mnie, przerażają młodzi ludzie z odsłoniętymi kostkami na kilkustopniowym mrozie - ze względów estetycznych czy praktycznych?

- Jestem osobą, która traktuje modę bardzo praktycznie. Staram się, żeby to co noszę, było użyteczne i funkcjonalne, dlatego nie rozumiem tych gołych kostek. Mnie by było zwyczajnie zimno, pomijam już fakt, że w dłuższej perspektywie może to prowadzić do problemów zdrowotnych. A kwestie estetyczne? No cóż, również nie dostrzegam niczego atrakcyjnego w gołych kostkach na śniegu. Wygląda to śmiesznie.

Polacy popełniają jakieś błędy modowe, które cię szczególnie rażą?

- W stereotypach często powtarzają się skarpetki do klapek czy sandałów jako znak rozpoznawczy Polaka - niesłusznie, bo Niemcy znacznie częściej noszą taki zestaw na wakacjach.

- Nadal podstawowym błędem jest noszenie za dużych ubrań. Garnitury i koszule są często o rozmiar za duże, spodnie o 5, 8, czasem 10 centymetrów. Wygląda to źle, aczkolwiek jest tego coraz mniej. Co też pokazuje, że mężczyźni coraz bardziej przywiązują do wagę do swojego wyglądu i zdobywają wiedzę na jego temat. Wpisy o tak banalnych rzeczach, jak długość spodni czy rękawów, na moim blogu są hitowe - mają po 100 - 150 tys. odsłon, co świadczy o tym, że takie porady są potrzebne, a mężczyźni szukają takiej wiedzy.

- Sporo jest błędów w okresie zimowym, kiedy na przykład kurtki narciarskie zakładane są na garnitur, albo zamiast ładnych trzewików mężczyźni zakładają do garnituru buty trekkingowe.

Kogo uważasz za najlepiej ubranego polskiego polityka?

- Powiem szczerze, że wśród polityków trudno wybrać osoby, które wyglądają naprawdę bardzo dobrze, choć i w tej grupie jest spory postęp. Patrząc na plakaty wyborcze sprzed dziesięciu lat widać przepaść. To pokazuje, jak bardzo politycy zrozumieli, że wizerunek, który do tej pory interesował ich mniej niż to, co komunikują, ich program, jest bardzo ważny. Teraz na zdjęciach mają krawaty, białe koszule i granatowe garnitury. Albo ktoś im dobrze doradza, albo sami zrozumieli, że obrazki - mówiąc wprost - też "sprzedają" danego człowieka, a zasada "jak cię widzą, tak cię piszą" u takich osób jest rzeczywiście istotna. Choć byśmy nie wiadomo jak zaprzeczali, że nie oceniamy książek po okładce, a ludzi po wyglądzie, to każdy z nas podświadomie to robi. To bardzo dobrze widać właśnie na politykach.

- Wyróżniłbym na pewno Donalda Tuska - to mężczyzna o szczupłej sylwetce, więc garnitury na nim dobrze leżą i są prawidłowo dobrane pod względem koloru, fasonu i rozmiaru. Krawat jest dobrze zawiązany, buty czyste, a spodnie mają właściwą długość - to takie proste detale, ale u wielu polityków zawodzą i czasem rujnują cały wizerunek. Był kiedyś mem z panem Kaczyńskim, który kilka lat temu został sfotografowany w mocno zniszczonych butach z wybrakowanymi sznurówkami i później ciągnęło się to za nim przez kilka lat - to pokazuje, jak jeden prosty element ubioru może popsuć wszystko.

A kogo wyróżniłbyś pośród celebrytów i sportowców?

- Dziennikarzy: Piotra Kraśko i Marcina Prokopa - bardzo dobrze ubrani i widać, że przywiązują do tego dużą wagę. Ze sportowców Grzegorz Krychowiak ma wzloty i upadki, budzi kontrowersje, ale zazwyczaj udaje mu się fajnie ubrać. Przyznaję jednak, że kiedy różne czasopisma proszą mnie o przygotowanie rankingu 10 najlepiej ubranych Polaków w mijającym roku, mam z tym spory problem. Co roku powtarzam te same nazwiska, co potwierdza, że takich naprawdę świetnie ubranych Polaków wśród osób publicznych jest niewiele. Już dużo łatwiej byłoby mi wskazać taką dziesiątkę spośród moich znajomych, którzy z modą obcują na co dzień.

Styl, elegancja jest kwestią pieniędzy?

- Nie. Kiedy zaczynałem wydawanie bloga, mój budżet ubraniowy był bardzo skromny. Wydawałem na ubrania kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Zaopatrywałem się głownie w second handach, tak zaczynałem swoją przygodę z modą. Są też sieciowe sklepy, gdzie dysponując stosunkowo niewielkim budżetem można kupić całkiem niezłe rzeczy w okresach wyprzedażowych, zatem duży budżet nie jest priorytetem. Zresztą wśród rodzimych celebrytów mamy wiele przykładów, gdy ktoś wydaje tysiące złotych na swój wizerunek i nie zawsze daje to dobry efekt, bo zamiast dobrego stylu mamy kicz i chwalenie się metkami.

- Dużo ważniejsze jest wyczucie stylu, poznanie podstawowych zasad, a cała reszta przychodzi z czasem. Jestem klasycznym przykładem samouka, podobnie jak wielu moich czytelników. Też popełniałem błędy, czasami łapię się za głowę oglądając swoje stylizacje sprzed 6-7 lat.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje