LG gram – innowacja czy rewolucja?

LG przedstawiło ostatnio kilka nowatorskich laptopów premium. Seria, występująca w wariantach 14, 15,6 i 17 cali, charakteryzuje się pięknym wyglądem, wytrzymałą baterią i bardzo symboliczną wagą. Kiedy kilkanaście lat temu pojawiły się pierwsze ultrabooki, wszystkim wydawało się, że nie można już lżej i bardziej subtelnie. A jednak koreański gigant przepracował wszystkie najdrobniejsze szczegóły tak, że dziś otrzymujemy laptopa lżejszego niż…papier.

Co proponuje LG w swojej nowej serii laptopów?

O artyście rzeźbiącym z papieru, który wykonał wierny model LG gram 17 cali, przeczytacie sobie gdzie indziej. Skrót tej historii jest taki, że maszyna została odtworzona ze wszystkimi detalami, a na końcu okazało się, iż prawdziwy laptop jest lżejszy od papierowego modelu. Ktoś mógłby powiedzieć, że rzeczony artysta specjalnie użył do rzeźby dużo kleju. Ale tak mówią tylko ci, którzy nie znają świata sztuki. Każdy szanujący się twórca dba bowiem o jakość i wiarygodność.

Ale co LG z serii gram proponuje prócz niewiarygodnej wręcz wagi? Na przykład wytrzymałą baterię, która, zależnie od wersji, potrafi przetrwać około 20 godzin. Krótko mówiąc ten najmniejszy działa prawie dobę, ten średni 21,5 godziny, a największy aż 19,5 godziny. To oczywiście kwestia energożerności ekranu. Sami musimy zadecydować, czy wolimy większy wyświetlacz, czy dłużej działającą baterię. Myślę jednak, że na tle rynku nie ma to aż takiego znaczenia. Najbardziej nowoczesne laptopy wytrzymują bowiem może 10-12 godzin. W praktyce mniej. LG gram to zawodnicy o dwa razy dłuższym czasie działania.

Co poza tym? Standard militarny MIL-STD-810, który pozwala na nieprzejmowanie się sytuacjami, w których sprzętowi może się coś stać. Karbonowo-magnezowa obudowa, która nie tylko korzystnie wpływa na wagę, ale także wyżej wspomnianą wytrzymałość wspiera jeszcze bardziej. Oczywiście nikt nikomu nie poleca nurkowania z gramem, ale codzienne wypadki raczej nie powinny być mu straszne. Niesamowity ekran, wspierany kartą graficzną Intel UHD Graphics 620 sprawi, że będzie on nie tylko świetnym narzędziem do pracy, ale również do rozrywki. Tak zapewnia producent. Ale zobaczymy, czy rzeczywiście. Przystąpmy do rozpakowania sprzętu.

Unboxing LG gram

Laptop LG gram 17 cali przyszedł do mnie zapakowany w dwie warstwy. Zacząłem ostrożny unboxing. Najpierw pudełko ochronne ze zwykłej, grubej tektury, potem białe pudełko właściwe z napisem "LG Gram". Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, postępowałem asekurancko i pieczołowicie odginałem kolejne warstwy. Na koniec, moim oczom, ukazał się piękny i lekki ultrabook w kolorze grafitowym. Doceniam uniwersalność tej barwy. Pasuje ona bowiem do wszystkiego. Nie jest tak smutna jak czerń, ani niepraktyczna jak biel. Choć biel, w przypadku gramów, podobno działa inaczej niż normalnie. Karbonowo-magnezowa obudowa czyni sprzęt odpornym na "paluchy" i zacieki.

Zastanawiałem się, czy będę musiał konfigurować sprzęt pod swoje preferencje. Z tym zwykle kojarzy mi się pierwsze włączenie nowego laptopa. Oczywiście nie jest to specjalnie trudne, bo cała instrukcja prowadzi użytkownika jak po sznurku, ale za to bardzo czasochłonne, a ja chciałem już dorwać się do sprawdzenia, jak urządzenie działa w praktyce. Liczyła się więc każda minuta. Na szczęście, w tym wypadku, tak nie było. Wszytko elegancko odpaliło, a sprzęt był naładowany do połowy. Mimo to jestem pewien, że nikt go nie dostał do testów przede mną. Całość była w foliach zabezpieczających i wyglądało jak "prosto z fabryki".

Pierwsze wrażenie

Początkowy kontakt z LG gram był połączony z mocnym niedowierzaniem. "To nie może być aż tak lekkie" - pomyślałem. "Pewnie gdzieś jest jeszcze bateria, którą trzeba zainstalować". Ale nie. Laptop przyszedł w komplecie, złożony i z zainstalowanym systemem Windows 10. Czyli odpalamy i jedziemy. Nim jednak wcisnąłem wygodnie umieszczony guzik, uważnie przyjrzałem się obudowie. Piękna, wspaniale skrojona powłoka z klawiaturą opatrzoną ciekawym fontem. "Trochę kosmiczna" - pomyślałem. Ale w sumie to dobrze, bo przyszłość rzeczywiście jest teraz, więc wszystko się zgadza.

Dlaczego napisałem, że włącznik został umieszczony wygodnie? Dlatego, że producent pomyślał i zainstalował go po prawej stronie. Większość osób jest praworęczna, a więc np. leżąc z laptopem trzyma go lewą dłonią, by móc dokonywać operacji i pisać po klawiaturze prawą. Którą ręką wówczas łatwiej przypadkowo wyłączyć laptopa? Oczywiście lewą, bo zwykle uchwyt musi być pewny, żeby urządzenie nie wylądowało na twarzy, więc nie jest trudno stracić nad tym kontrolę. To pierwszy, ogromny plus.

Co jeszcze, w pierwszej kolejności, zwróciło moją uwagę? Niesamowicie subtelna, lekka klawiatura, po której pisze się znakomicie. Nie trzeba w nią w ogóle mocniej uderzać. Poczułem się jak wyborny pianista (którym nie jestem) za drogim fortepianem (którego nie mam). Czcionka na klawiaturze jest minimalistycznie piękna i zwyczajnie pasuje do ogólnego klimatu urządzenia. Dodatkowo mamy idealnie wkomponowaną klawiaturę numeryczną. A zatem producent nie oszczędził na wadze ani na miejscu kosztem tego bardzo ważnego komponentu.

Pierwsze ważenie

Nie mam w domu sprzęt, który mógłby przyjąć na siebie tak mały ciężar. Postanowiłem więc zważyć laptopa metodą partyzancką. W pierwszej kolejności sprawdziłem, czy moje zwykłe, elektroniczne, łazienkowe urządzenie zareaguje na masę LG gram. Oczywiście nie zareagowało. No cóż, nie jest to waga aptekarska, ani nawet spożywcza, więc trzeba sobie jakość radzić. Zacząłem więc rozbierać hantle i dokładać po kolejnym kilogramie. Waga załapała dopiero w okolicach 6 kg i to niedokładnie. Oznacza to albo fakt, że ciężary, które dźwigam, podczas domowych treningów, są źle odlane, albo coś jest nie tak z urządzeniem oceniającym masę. Uznałem jednak, że to nieistotne, bo był już jakiś punkt wyjścia. Skoro wskazało 5.8 kg, to trzeba dołożyć ultrabooka i zobaczyć, co wskaże finalnie.

Na wyświetlaczu pojawiła się wartość 7 kg. Czyli trzeba odjąć od finalnego wyniku 5.8 kg, co ostatecznie da nam 1.2 kg. Producent nie kłamie. Waga rzeczywiście zbliżona jest do 1 kg. A to, że nie jestem w stanie sprawdzić dokładnie w warunkach domowych, no cóż. Nie wszystko i nie zawsze się da. Moja ocena subiektywna jest jednak taka, że ultrabook imponuje lekkością. A gdy spakuje się go do torby, w ogóle nie czuć, że się go spakowało. Dodatkowo ładowarka, jaką dołączył producent jest malutka i bardzo wydajna. A wydawać by się mogło, że to, co nie zmieściło się na pokład laptopa, będzie nadrabiane peryferiami. Na szczęście nie jest.

Całość jest bardzo lekka i kompaktowa, a laptop o rozmiarze 17 cali prawie zginął w torbie przeznaczonej na właśnie ten gabaryt. Oznacza to, że sprzęt spokojnie zmieściłby się do znacznie mniejszej torby. Wszystko dzięki zauważalnemu zmniejszeniu ramki dookoła ekranu. Czy jednak użytkownik coś traci? Ależ skąd! Ekran jest wielki i robi wrażenie. Odpaliłem kilka filmików w UHD i byłem zadowolony.

Podsumowanie

Po pierwsze to bardzo ciekawy sprzęt. Jest niesamowicie lekki i elegancki. Myślę, że nic na rynku, tak bardzo jak on nie będzie pasować do designerskiej torby, w której przechowujemy prostokątny, ekologiczny bidon na wodę (bo przecież dziś kupowanie plastikowych butelek jest nietaktem), czytnik e-booków i stare wydanie Goethego. LG gram jest w stanie nie tylko podkreślić nasz image, ale wręcz bardzo go poprawić.

Po drugie bardzo spodobało mi się wykonanie tego laptopa. Wyginałem go we wszystkie strony, machałem zawiasami przytrzymującymi ekran. Wszystko jest idealnie spasowane, więc standard militarny nie może być jedynie zabiegiem marketingowym. Gdy tylko dostanę od LG zielone światło na zrobienie testu wytrzymałości, przystąpię do niego z ogromną ochotą.

Po trzecie nie ma wrażenia "czegoś kosztem czegoś". Urządzenie wprawdzie nie zostało wyposażone w czytnik CD i DVD, ale to nieistotne, bo dziś już rzadko zdarzają się sprzęty z tą opcją. Jest za to odpowiednia ilość gniazd USB (trzy), do tego HDMI, Thunderbolt i zwykłe jack audio. Na deser czytnik kart SD. Czyli nowoczesny użytkownik dostanie wszystko, czego potrzebuje. No i ten praktyczny włącznik urządzenia, umieszczony po lewej stronie bardzo plusuje.

Po czwarte, używałem sprzętu przez tydzień do mojej codziennej pracy. Researche, pisanie, jednoczesne eksplorowanie muzyki, obejrzałem też kilka odcinków serialu, pracowałem chwilę nad grafiką do kolejnego wydania audycji w radiu. Sprawdzał się doskonale przy każdym zadaniu, co więcej, przy kilku procesach idących jednocześnie. Nie mogłem jednak pozbyć się wrażenia, że czegoś mi brakuje i bardzo szybko zorientowałem się, czym jest ten brak- brakowało mi podłączonego do komputera zasilacza. Mogłem naładować sprzęt nocą, a od rana pracować na nim cały dzień. Do tej pory nie byłem do tego przyzwyczajony- mój prywatny komputer błaga o odrobinę energii elektrycznej po kilku godzinach intensywnej pracy.

Jeśli komuś nie chce się czytać całego tekstu i czeka na ostatnie zdania, oto one. LG gram 17 cali to bardzo nowoczesna, elegancka, przyjemna i wydajna maszyna dla nowoczesnych ludzi. Obecnie na rynku nie ma chyba sprzętu, który mógłby jej dorównywać klasą, wagą i praktycznością. Jak będzie się go używać? Zobaczymy. Dopóki jednak u mnie jest, chętniej korzystam właśnie z niego niż z mojego (bardzo dobrego), ale tradycyjnego laptopa. Niniejszy artykuł powstał właśnie na LG gram. Odpowiadając na pytanie zawarte w temacie: innowacja, czy rewolucja, postawię na "rewolucyjną innowację". Rewolucje bowiem nie są dobre. Zwykle to przekrzyczane marketingowe lepy na klientów. Klientów, których LG bardzo szanuje i tak jest też i tym razem.


Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje