Reklama

BMW 840i Gran Coupé: Symfonia wrażeń z jazdy

BMW 840i Gran Coupe /Rafał Pilch /INTERIA.PL

Trudno uwierzyć, że 840i Gran Coupé to najsłabsza wersja nowej serii "8". Podczas tygodnia spędzonego z błękitnym BMW mocy nie brakowało, podobnie jak nie brakowało wielu innych wrażeń...

Reklama

Luksus i sport - te dwa z pozoru sprzeczne ze sobą pojęcia łączy się w świecie motoryzacji na wszelkie możliwe sposoby. Każda marka premium, mniej lub bardziej skutecznie, stara się realizować swoje wizje odnośnie sportowych limuzyn i suvów, ubierając je w coraz mocniejsze silniki. Kunszt inżynierii i sztuka kompromisu pomiędzy rozmiarami a osiągami pozwalają zdziałać cuda, ale mimo to nie zawsze udaje się wygrać z dużą masą samochodu. A co w przypadku, gdy dziedziczy się nazwę po kultowym, uwielbianym przez zagorzałych fanów marki sportowym coupé z lat 90.? Czy mając dodatkową parę drzwi i zupełnie inną naturę, da się zachować jego dobre imię? Tydzień z nowym BMW 840i Gran Coupé powinien przynieść mi odpowiedź na to pytanie.

Poniedziałek. Warszawa w strugach deszczu. Nie tak wyobrażałem sobie aurę tego dnia. Część planów legła właśnie w gruzach, a wizyta w Łazienkach chyba nie będzie mi dziś pisana. Jednak na pewno nie popsuje mi to nastroju - najlepsze dopiero przede mną. W końcu za chwilę odbieram od BMW jeden z ich wyjątkowych samochodów, a wieczorem idę na koncert swojego ulubionego zespołu. To jeden z takich dni, które zostają w pamięci na długo.

Reklama

Muszę przyznać, że z ekscytacją wyczekiwałem na możliwość przetestowania nowej serii 8. Od momentu premiery zwracała ona uwagę swoim pięknym designem, a świadomość, że łączy w sobie cechy wygaszonej niedawno serii 6 i serii 8 z lat 90. wzbudzała u mnie ogromną ciekawość. Moją uwagę przykuła też pewna pozycja w specyfikacji prasowego egzemplarza, a mianowicie niebieski lakier Sonic Speed. Było jasne, że samochód będzie się wyróżniał nie tylko sylwetką.

Centrala BMW Polska. “Deszcz na betonie" nie odpuszcza na krok, zarówno ten w słuchawkach, jak i wszędzie dookoła. Miałem dobre przeczucie - Sonic Speed nawet w tych ponurych warunkach robi świetne wrażenie. Mój testowany egzemplarz to wersja 840i Gran Coupé. Bardziej rodzinna, o odrobinę innej naturze niż wersje Coupé i Cabrio, ale nie mniej stylowa i emocjonująca.

Wita mnie nowoczesny kluczyk z wyświetlaczem, o który przez cały tydzień martwię się bardziej niż o swój telefon. Wsiadam do środka, od razu daje o sobie znać jedna z cudownych rzeczy w tym samochodzie - opcjonalny system audio Bowers & Wilkins. Po pierwszych kilku piosenkach jestem w nim zakochany i zaczynam mieć wątpliwości czy chłopaki z Milky Chance dadzą radę wieczorem na żywo pobić swoje brzmienie z tego systemu.

Kilka chwil w towarzystwie BMW 8 Gran Coupé pozwoliło odczuć, że nazwa nie kłamie i to naprawdę duży samochód. Mimo, że bazuje na wersji Coupé to swoimi wymiarami goni flagową limuzynę serii 7, a parkowanie i manewrowanie nim w ciasnych uliczkach może przysporzyć trochę trudności. Wszystko jednak wynagradza fakt, że zachowana została najmocniejsza strona wersji Coupé - wygląd. Samochód prezentuje się fenomenalnie, seria 8 jest moim zdaniem najładniejszym modelem ze stajni BMW, a Gran Coupé swoją stylistyką wygrywa także z konkurencją.

Nie jestem fanem przesadnie dużych grillów z największych modeli marki, więc cieszę się, że 8-ka zachowała jeszcze ten optymalnej wielkości, nadający jej agresji. Dodając do tego niebieski lakier i elementy stylistyczne sportowego pakietu M otrzymujemy samochód, który obraca głowy na ulicy i naszą własną, za każdym razem, gdy zostawiamy go w garażu.

Przyjemna stylistyka przenosi się także do wnętrza. Opcjonalny, kryształowy wybierak biegów to istne dzieło sztuki. Kolorystyka skórzanej tapicerki Tartufo/Black świetnie komponuje się z konsolą środkową, a same fotele są niezwykle komfortowe. Mamy też panoramiczny dach rozświetlający nasze centrum dowodzenia, a miłym zaskoczeniem są detale w postaci pasów z przeszyciami w barwach BMW M - szanuję.

Polubiłem bardzo wnętrze za to, że jest rozsądnie analogowe - dużo fizycznych przycisków, robiących dobre wrażenie i w pełni intuicyjna obsługa bezbłędnego systemu infotainment iDrive. Zdecydowanie wolę tego rodzaju doświadczenie, niż obcowanie z przesadnie dużymi ekranami. Oczywiście BMW nie wyklucza sterowania muzyką za pomocą kręcenia palcem czy porozmawiania z osobistym asystentem. Technologiczna równowaga utrzymana.

Mimo swoich rozmiarów, BMW 8 Gran Coupé zachowuje idealny balans pomiędzy komfortem a sportowymi emocjami. Testowana wersja 840i wyposażona jest w 6-cylindrowy rzędowy silnik o pojemności 3.0 litrów i mocy 340 koni mechanicznych. Z napędem na cztery koła xDrive pozwala na przyspieszenie do 100 km/h w 4.9 sekundy.

Trudno uwierzyć, że to najsłabszy wariant z palety BMW serii 8. Samochód prowadzi się bardzo precyzyjnie, szybko reaguje na gaz, a do tego naprawdę świetnie brzmi, gdy już pozwolimy sobie na nutkę szaleństwa. Warto też dopłacić do laserowych reflektorów i BMW Night Vision z funkcją rozpoznawania osób, która działa niezawodnie. Dynamika i dźwięk przerosły moje oczekiwania, ale to tryb comfort będzie na co dzień towarzyszył jego właścicielom. A w nim 840i jest idealnym kompanem wszelkich podróży. Komfortowym, nowoczesnym i bezpiecznym.

Czas pożegnać się z BMW. Cały mój tydzień z 840i Gran Coupé upłynął pod znakiem muzyki. Muzyki przez duże M. Jej interpretacja przez wirtuozów z Bowers & Wilkins zapadnie mi w pamięć na długo i jednoznacznie zdefiniuje literki w nazwie marki w tym konkretnym wspomnieniu. Podczas powrotu do Warszawy towarzyszy mi piękny wschód słońca. Z uśmiechem na twarzy przemierzam kolejne kilometry, delektując się muzyczną ucztą, która nie przestaje mnie zachwycać. Ani przez chwilę nie żałuję, że to podstawowa wersja silnikowa tego modelu. W zupełności wystarcza, aby poczuć się wyjątkowo. Do tego stopnia, że nie chcę z niego wysiadać.

BMW 840i Gran Coupé jest trochę jak wspomniana wyżej muzyka. Potrafi ukoić i zrelaksować, gdy potrzebujemy chwili spokoju, pozwala unosić się marzeniom i refleksjom, na zawołanie daje kopa i zastrzyk energii, a przede wszystkim zapewnia masę radości i uśmiechu na twarzy, gdy śpiewamy i poruszamy się w jego rytmie. I piękne jest to, że każdy doskonale się w nim odnajdzie. Dokładnie tak, jak w świecie muzyki.

Rafał Pilch

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje