Reklama

Test faceta: Peugeot RCZ R - sportowy garnitur playboya

Nie jest zbyt praktyczny, ani przesadnie komfortowy. Za to za jego sterami zrozumiesz, co znaczy prędkość, przyspieszenie i przyczepność w zakrętach. Szybko przekonasz się też, jak to jest być w absolutnym centrum uwagi, bo za Peugeotem RCZ R odwracają głowy wszystkie kobiety...

Najszybszy - to jedno słowo świetnie określa francuskie coupe, którym miałem okazję przejechać ponad tysiąc kilometrów. W całej historii marki Peugeot nie było bowiem seryjnie produkowanego modelu, mogącego równać się z nim pod względem osiągów. 270 koni mechanicznych, 330 niutonometrów momentu obrotowego i 250 km/h prędkości maksymalnej - te wartości muszą robić wrażenie.

Nadal nie robią? To co powiecie na fakt, że za wygenerowanie mocy odpowiada silnik o pojemności 1600 centymetrów sześciennych? Podrasowana przez speców z Peugeot Sport mała elektrownia czyni z ważącego prawie 1400 kilogramów RCZ R-a prawdziwy pocisk. Kute tłoki, zmienione wtryski, oraz podzespoły pochodzące z jednostek wykorzystywanych w Formule 1 - to niewidoczny gołym okiem sekret najszybszego seryjnego lwa w dziejach.

No ale przecież nie o danych technicznych mieliśmy tu rozprawiać. Najważniejsze są wrażenia, wrażenia i jeszcze raz wrażenia. Pierwsze, to rzecz jasna te wizualne. Oczekujący na mnie egzemplarz RCZ R z daleka wyróżniał się na parkingu. Karbonowy dach, rubinowy lakier metalik, 19-calowe aluminiowe felgi, spod których prześwitują przeogromne tarcze hamulcowe i zaciski z logo Peugeot Sport.

Reklama

I jeśli wierzyć powiedzeniu, że diabeł tkwi w szczególe - tutaj tych szczegółów jest aż nadto. Są nawet i "rogi" - czyli fantazyjne przetłoczenia dachu w miejscu łączenia się z szybą. Dla francuskich projektantów - piątka z plusem. Całość sprawia bardzo zwarte wrażenie. Od razu widać, że ten drogowy bolid ma sportowy charakter. Jest niski, szeroki i drapieżny.

Otwieram drzwi. Po naciśnięciu przycisku słychać cichą pracę elektrycznych silniczków. To rozkładają się lusterka boczne. Otwieram drzwi - masywne i grube, za to bez ramek szyb. Takie właśnie powinny być. Rzut oka do wnętrza i od razu wiem, że będzie mi tam dobrze. Choć kubełkowe fotele wyściełane alkantarą są tak piękne, że aż szkoda w nich siadać... 

Gdy mija fala zachwytu wskakuję ostatecznie za kierownicę i próbuję się umościć za sterami nowej maszyny. W fotelu siedzi się dość nisko, ale pozycję kierowcy można oczywiście regulować. Nie ma tu elektryki z pamięcią ustawień, tylko stare, dobre wajchy. Auto, choć francuskie, nie jest dla francuskich piesków. Przekonuję się o tym także, gdy sięgam prawą ręką przez lewe ramię, szukając pasa bezpieczeństwa. Nie jest podany na tacy. Trzeba się nieco nagimnastykować.

Narzekać jednak nie zamierzam. Przekręcam kluczyk, mała elektrownia atomowa budzi się do życia, a z dwóch rur wydechowych dobiega przyjemny pomruk. Oho, już teraz brzmi lepiej, niż niejedno V6. Ciekawe, co będzie dalej?

Dalej, czyli kilka tysięcy obrotów silnika później rozpoczyna się prawdziwy koncert. Symfonia, od której przyznam wam szczerze - szybko się uzależniłem. Mocarny lew najprzyjemniej ryczy w zakresie od 3 do 5 tysięcy, gdy po zredukowaniu biegu ochoczo pręży się do skoku i pożarcia kolejnej ofiary.

A z przyspieszeniem od 0 do 100 km/h w 5.9 sekundy swoje ofiary pożera niczym rasowy drapieżnik. I w niczym nie przeszkadza tu fakt, że 270 koni mechanicznych napędza wyłącznie przednie koła. Problemów z trakcją nie ma właściwie żadnych, nawet po wyłączeniu systemów jej kontroli nad autem da się zapanować. Napisałem "właściwie", bo na wyboistych, dziurawych drogach trzeba jednak mocno trzymać kierownicę podczas gwałtownego przyspieszania. To jednak każdy średnio doświadczony kierowca powinien dobrze wiedzieć. 

Niestety nie dane było mi pobawić się RCZ R na torze, więc jazdę w zakrętach sprawdziłem na kilku krętych bieszczadzkich odcinkach. 270-konny Peugeot posadzony na 19-calowych felgach, z oponami o szerokości 235 milimetrów czuł się tam doskonale. Jazda w zakrętach to coś, co naprawdę mu wychodzi. Auto nie przechyla się ani na milimetr, a kierowca ma poczucie absolutnej kontroli nad pojazdem. RCZ R po prostu trzyma się drogi, jak przylepiony.

Co ważne, siłacz Peugeota bardzo stabilnie zachowuje się także podczas szybkiej, autostradowej jazdy. Nawet pędząc ponad 240 kilometrów na godzinę, nie miałem wrażenia, że z samochodu coś odpadnie. Kabina jest dobrze wyciszona, a konstruktorom udało się sprawić, by do środka docierał jedynie pożądany basowy pomruk wydechu.

Słowo pochwały należy się jeszcze hamulcom. Gdy już przyjdzie nam zahamować, robią to wprost re-we-la-cyj-nie. Są tak mocne, że przez pierwsze parę kilometrów jazdy RCZ R trzeba się przyzwyczajać do delikatnego obchodzenia z pedałem hamulca, albo przypomnieć sobie numer do dentysty...

Z pedałem gazu nie trzeba już obchodzić tak delikatnie. I piszę to z pełnym przekonaniem. RCZ R pali bowiem nieprawdopodobnie małe ilości paliwa, biorąc pod uwagę to, co oferuje w zamian. Pierwsze testy spalania na odcinku 500 kilometrów wykazały 8.7 litra (bardzo szybka jazda autostradowa plus próby w mieście), natomiast przejażdżka w góry, to już niewiarygodne 7.1 litra na sto kilometrów.

Dodam, że najmocniejszy Peugeot w historii nie ma zaprogramowanych trybów jazdy. Ten dobiera sobie kierowca. Jeśli chcesz jechać bardzo ekonomicznie - stosujesz się do sugestii komputera pokładowego, odpowiednio wcześnie zmieniając biegi. Jeśli nie, po prostu jedziesz po swojemu i dobrze się bawisz.

Zupełnie inna bajka, to wrażenie, jakie robi jadący RCZ R na otoczeniu. A obserwując reakcje kierowców i przechodniów widać, że robi ogromne. Wsiadając do sportowego Peugeota ubierasz się w garnitur skrojony przez najlepszego krawca, którego wielu ci zazdrości. I choć przecież na polskich ulicach roi się od drogich samochodów, to właśnie czerwony lew jest tym, który przyciąga spojrzenia. Jadąc nim możesz do woli przeglądać się w oczach wpatrzonych w ciebie kobiet.

Nie powiem, to przyjemne i ciekawe doświadczenie wcielić się w rolę playboya w sportowym wózku. To właśnie za kierownicą RCZ R po raz pierwszy zdarzyło mi się, żeby przepuszczane na pasach dziewczyny machały do mnie, widząc że na fotelu obok siedzi moja pasażerka... 

Jest również i ciemna strona księżyca. Jeśli z jakiegoś powodu nie łakniesz atencji publiki i wolisz pozostawać w cieniu, jazda RCZ R może być nieco męcząca. Nie tylko kobiety zwracają bowiem na niego uwagę. O twoją brykę spytają cię koledzy z pracy, stróż na parkingu, pracownik stacji benzynowej, czy pan na parkingu przed marketem. To do ciebie podejdzie na światłach koleś myjący szybę wodą z butelki PET, a gdy zaparkujesz w podejrzanej dzielnicy, szemrane towarzystwo wyłoni się z zakamarków, żeby zobaczyć, co to za prezes właśnie zajechał i czemu nie dorzucił jeszcze piątaka na piwo...

A skoro już rozmawiamy o pieniądzach, warto wspomnieć o cenie Peugeota RCZ R. W podstawowej wersji wyposażenia kosztuje on 153 tysiące złotych. Z pozoru dużo, lecz gdy porównamy ceny konkurencji, szybko dojdziemy do wniosku, że to wcale niewygórowana kwota. Oczywiście, szybki lew nie jest autem bez wad, ale żadna z nich nie przeszkadza na tyle, by odbierała choć trochę frajdy z rozkoszowania się jazdą.

Jeśli zatem drogi czytelniku jakimś cudem masz do rozdysponowania nieco ponad 150 tysięcy na szybkie, sportowe auto, Peugeota RCZ R polecam z pełnym przekonaniem. Gdybym ja na swoim koncie zobaczył taką kwotę, już dawno zamówiłbym w salonie swój własny egzemplarz...

Co uwielbiamy:
- kosmiczne fotele. Wygoda i kształt.
- rewelacyjny silnik
- przyczepność
- przyspieszenie
- hamulce!
- zużycie paliwa

Co doceniamy:
- styl
- sportowe akcenty
- pięknie wyprofilowana tylna szyba
- duży bagażnik
- skrzynia biegów

Do poprawki:
- plastikowe uchwyty zamykania drzwi
- kierownica - jest za mało sportowa
- sterowanie nawigacją. Zajmuje za dużo czasu
- jakość obić tapicerskich. Zwłaszcza boczki foteli i mieszek lewarka zmiany biegów



INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje