Reklama

Romet mustang M3 - mroczny jeździec z Dębicy [test]

Romet mustang M3 na zarośniętej prerii /INTERIA.PL

Romet mustang - to hasło przez lata budziło mocne wspomnienia z dzieciństwa. Pod wspomnianą nazwą krył się bowiem jeden z pierwszych quasi-górskich rowerów, jakie pojawiły się na polskim rynku. Produkowany w rozmiarze młodzieżowym i dorosłym był przebojem początków lat 90. Dziś, prawie trzy dekady później, nowy mustang od rometa w niczym nie przypomina swojego dawnego imiennika. Czy stanowi groźną konkurencję dla swoich rywali? Sprawdziliśmy to bardzo solidnie!

Reklama

Dzięki uprzejmości firmy Romet miałem możliwość dość intensywnego przetestowania modelu mustang M3 XC performance. Rower dostępny jest na 29-calowych kołach, co jak wiadomo, jest aktualnie obowiązującym standardem.

Mustang to cenowa średnia półka w ofercie dębickiego producenta. Ale na pierwszy rzut oka tego nie dostrzeżemy. Rower wygląda bowiem na lepszy i droższy, niż wynikałoby to z cennika, czy tabelki ze specyfikacją. Duża w tym zasługa projektantów ramy. Ma agresywną, sportową geometrię, co sprawia, że od razu myślimy o nim w "szybszych" kategoriach. Egzemplarz testowy posiadał aluminiową ramę (Al6061 X-lite) w rozmiarze "L" - idealnie dobraną pod mierzącego 182 cm wzrostu testującego, czyli mnie.

Wizualnie mustang M3 prezentuje się korzystnie także dzięki ciekawej, minimalistycznej kolorystyce. Rama wykończona jest w czarnym macie, podobnie jak amortyzator i większość akcesoriów. Z wyjątkiem oklein i kalkomanii, mamy zatem zestawienie "all black". Dobrze? Źle? Moim zdaniem ta pierwsza opcja. Czerń jest zawsze w dobrym stylu.

Akcesoria, w które wyposażono rower całkiem dobrze współgrają z jego charakterem. Siodło selle italia z logotypem rometowego pegaza to niespodziewany detal. Sztyca, mostek i kierownica również sygnowane są jako "romet", co stwarza wrażenie spójności całego projektu. O dzwonku i odblaskach nie ma się co rozwodzić. One po prostu być muszą, bo tego wymagają przepisy.

A co w temacie osprzętu? Tutaj jest już trochę mniej spójnie, bo mamy podzespoły z różnych grup. Oczywiście japońskiego potentata - shimano. Pierwszy rzut oka przeważnie wędruje na tylną przerzutkę. I tam jest bardzo dobrze. To górna półka - deore XT. Przednia niestety nie trzyma poziomu - to altus, czyli aż sześć grup niżej. Mechanizm korbowy, choć nie wygląda źle, również jest przedstawicielem grupy mocno budżetowej (altus). Gdyby rower należał do mnie, od razu zainwestowałbym w coś lepszego.

Pochwały za to należą się za hamulce. To tarczowe, hydrauliczne deore, które w tej klasy rowerze sprawdzają się bez zarzutu. Zaskoczeniem na plus był dla mnie także amortyzator. Nie miałem dobrych doświadczeń z produktami firmy suntour. Tutaj model XCM30 z blokadą skoku okazał się miłym zaskoczeniem. Kulturalna praca w każdym terenie to jego główny atut. No i oczywiście sama blokada, z której korzystałem zmieniając tryb jazdy pomiędzy miasto/teren.

Przejdźmy do esencji testu rowerowego, czyli jazdy! Taki sprzęt bierze się przecież nie po to, by kurzył się w redakcji. Podczas kilkumiesięcznej przygody z mustangiem miałem możliwość sprawdzenia go dość solidnie w różnych warunkach pogodowo-terenowych.

Pierwsze wrażenie to twarde siodełko, ale mając za sobą karierę zawodniczą wiem, że tak po prostu musi być. Nie da się pogodzić sportowego stylu, dynamicznej jazdy z kanapą przykręconą do sztycy. Jeśli dawno nie jeździłeś, pierwszych parę jazd może powodować dyskomfort w postaci obolałego tyłka, ale potem górę bierze przyzwyczajenie.

Pozycja za kierownicą jest dość sportowa, ale nie męcząca. Zdarzało mi się wielokrotnie pokonywać trasy liczące -dziesiąt kilometrów i nie odbijało się to negatywnie na stanie mojego kręgosłupa, czy też innych partii ciała. Mogę zatem śmiało powiedzieć, że jest optymalna. O ile oczywiście ktoś wie, z czym je się rowery z kategorii "XC".

Reklama

Mustang nie należy do rumaków narowistych. Jeździ stabilnie, przewidywalnie i jest świetnie wyważony. Już pierwszego dnia zrobiłem mu mój rutynowy test, którym jest przejechanie pętli wokół krakowskich Błoń bez trzymanki. Efekt? Egzamin zaliczony na piątkę!

Wspomniałem, że rama wygląda na szybką i faktycznie taka jest. Na mustangu łatwo się rozpędzić i utrzymać wysoką prędkość jazdy. Terenowe opony michelin country grip (brawo za wybór modelu!) świetnie dają radę w lesie, ale nawet na asfalcie, czy kostce brukowej nie są wielkim utrapieniem. Znów mamy tu elegancki kompromis, co czyni rower sprzętem dość uniwersalnym.

Oczywiście mustang M3 najlepiej czuje się poza utwardzonymi szlakami. Leśne ścieżki pełne wystających pniaków, czy korzeni, błotniste kałuże, zarośnięte łąki, czy szutrowe dróżki to jego żywioł. Do amatorskiej, ale trochę bardziej wymagającej jazdy jego charakter nadaje się bardzo dobrze.

Gdy jednak przyjdzie pokonywać miejskie krawężniki i przemykać po ścieżkach rowerowych, również nie stanowi to żadnej ujmy dla mustanga. To chyba żadne zresztą zaskoczenie, więc nie będę specjalnie się nad tym rozwodził.

Podsumowanie:

Mustang M3 to sprzęt, który dobrze wygląda i dobrze jeździ. Dla kogoś, kto nie potrzebuje sprzętu wyczynowego będzie rowerem na lata, pozwalającym przemierzać różnorodne trasy bez większego zmęczenia. Drobne minusy w postaci pomieszanego osprzętu różnych klas to normalna praktyka, stosowana przez wszystkich producentów. Nie wpływają jednak one w żadnym stopniu na walory użytkowe, więc zapewne większość użytkowników nawet ich nie zauważy. Testy redakcyjne przebiegły bez najmniejszych zakłóceń. Rower przez kilka miesięcy użytkowania nie wykazał żadnych oznak zużycia, nie zanotowaliśmy najmniejszej awarii, co pozwala wystawić mu końcową ocenę bardzo dobrą.


P.S.
Dziękujemy firmie "Romet" za dołączony bonus do testowanego sprzętu w postaci damskiego roweru jolene 6.3, co pozwoliło znacznie urozmaicić testy, zwłaszcza podczas weekendowych wypraw.  


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje