Reklama

Szybcy jak diabli: Poznaj początki potęgi Ferrari

Enzo Ferrari - założyciel wytwórni słynnych sportowych samochodów /Getty Images

W latach 60. wyścigi samochodowe w Le Mans stały się areną rywalizacji dwóch tytanów przemysłu motoryzacyjnego. Amerykański magnat Henry Ford II i legendarny włoski konstruktor Enzo Ferrari wiedzieli, że nic nie zapewni im lepszej reklamy niż zwycięstwo na torze

Reklama

Napędzani ambicją, prowadzili zawziętą rywalizację, której stawką były miliony dolarów, zaskakujące techniczne rozwiązania i życie kierowców. Podczas wyścigów ginął co czwarty, a plamy z oleju silnikowego mieszały się na torze z krwią zawodników i widzów.

Historia rywalizacji Forda i Ferrari to opowieść o ambitnych przedsiębiorcach i innowacyjnych inżynierach, narodzinach legendarnego forda GT40 i Formuły 1. 

Reklama

Przede wszystkim jednak to opowieść o nieustraszonych kierowcach przesuwających jak nikt do tej pory granice prędkości i ryzyka.

Przeczytaj fragment książki "Szybcy jak diabli":

Ferrari dobrze pamiętał dzień, w którym zakochał się w samochodach. Było to w 1909 roku, a on miał 11 lat. 

Mieszkał z rodzicami i bratem w małym mieszkaniu nad warsztatem ojca na przedmieściach Modeny i każdego ranka budził go brzęk uderzających w metal młotków. Pewnego dnia wstał z łóżka i przeszedł na drugą stronę torów kolejowych biegnących wzdłuż jego domu. Pokonał na piechotę trzy kilometry. Pod miastem Stowarzyszenie Automobilowe Modeny zorganizowało wyścig zwany Record del Miglio. Grupa kierowców dżentelmenów próbowała pobić rekord szybkości na dystansie jednej mili.

W 1909 roku na ulicach Modeny liczba osłów zdecydowanie przewyższała liczbę automobili. Samochody wciąż wzbudzały ciekawość i okazja, by zobaczyć, jak szybko mogą jeździć, przyciągnęła tłumy rozgorączkowanych ludzi. Enzo obserwował mechaników uwijających się wśród stosów opon i beczek z paliwem. Mierzący czas sędziowie siedzieli przy stoliku w pobliżu transparentu z odręcznie napisanym słowem "Meta". Panowała pełna napięcia cisza, a potem rozległ się ogłuszający ryk silnika. Kierowca o nazwisku Da Zara ustanowił tego dnia rekord szybkości na lotną milę, jadąc z prędkością 140,25 km/h.

Pierwsza wojna światowa mocno przyhamowała ambicje Ferrariego. Działania wojenne spustoszyły Włochy, niszcząc gospodarkę i infrastrukturę kraju. Z drugiej jednak strony wojna przyspieszyła innowacje w branży motoryzacyjnej i lotnictwie. W efekcie powstały nowe, zaawansowane technicznie maszyny, a także pojawiło się nowe pokolenie mężczyzn oswojonych z szybkością i niebezpieczeństwem. Nie zapomnieli oni o zabitych towarzyszach broni. Przepełniała ich gorycz, a wyścigi samochodowe w latach dwudziestych zaczęły służyć jako zastępcze działania wojenne. Zawodnicy ścigali się w barwach narodowych: Włosi jeździli w czerwonych samochodach, Francuzi w niebieskich, Anglicy w zielonych, Belgowie w żółtych, Niemcy w białych, a później w srebrnych. 

Wojna pozostawiła rodzinę Ferrarich bez środków do życia, ojciec i brat Enza zginęli. Sam Ferrari był słabo wykształcony, zaliczył jedynie cztery lata szkoły podstawowej i trzy lata zawodowej. Ale posiadał bardzo cenną umiejętność: miał dryg do naprawiania różnych rzeczy.


Fragment książki

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Enzo Ferrari | Szybcy jak diabli | książka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje