Reklama

Samotny strażnik zapomnianej wiary. Kim jest ostatni mnich w Orheiul Vechi?

Ostatni mnich w Orheiul Vechi żyje tak, jak jego poprzednicy przed laty /YouTube

52 lata później mnisi powrócili. W 1996 kilku zakonników wprowadziło się z powrotem do zapomnianych pozostałości po starych klasztorach. Większość z nich nie nadawała się już do użytku, a wykuwanie nowych nie wchodziło w grę. Zaadaptowali więc to, co się dało, pod swoje potrzeby.

Reklama

Tak, jak oni zostawili kiedyś mieszkańców, tak mieszkańcy teraz zapomnieli o nich. Jedynym wyjściem było stać się atrakcją turystyczną, dzięki czemu zyskali przychylność lokalsów i mogli się utrzymać. Z roku na rok zakonników było jednak coraz mniej. Aż w 2010 został tylko jeden.

Jak ma na imię? Ciężko stwierdzić, bo raczej nie jest zbyt rozmowny. Jego małomówność stworzyła mit, jakoby był związany ślubami milczenia. Nie jest, po prostu się nie odzywa. 

A nawet jeśli już otwiera usta, to głównie po to, aby upomnieć lub wygonić z kaplicy nieprzyzwoicie ubrane kobiety. Czasem bywa po prostu niemiły (choć jest to zapewne skutek samotnego życia w spartańskich warunkach), a czasem z chęcią rozmawia ze zwiedzającymi. Ponoć mówi nawet po angielsku.

Żyje tak, jak żyli jego poprzednicy przed setkami lat: wśród wilgotnych kamiennych ścian oświetlanych bladymi płomieniami świec. Pestere jest otwarta dla zwiedzających i stała się atrakcją turystyczną, ale to także jego dom. Zakonnik dnie spędza na czytaniu ksiąg i sprzedawaniu pamiątek turystom.

Niektórzy mówią, że mnichów w Orheiul Vechi jest kilku, ale żyją w ukryciu, a zwiedzającym "pokazują" tylko jednego. Pewne jest to, że do 2010 było ich więcej. Odnowili wnętrze kaplicy, które było w opłakanym stanie. Powodem opuszczenia tego miejsca mógł być pewien urzędniczy absurd, który pozbawił ich możliwości finansowania zabytku.

Doprowadzając ten mały obiekt sakralny do stanu użyteczności, zakonnicy starali się odtworzyć wszystko zgodnie z tym, jak wyglądało kiedyś. Z jedną różnicą. Ze względów bezpieczeństwa wstawili w dwóch oknach wychodzących na strome i wysokie zbocze metalowe kraty. Urzędnicy z UNESCO badając Pestere pod kątem autentyczności doczepili się właśnie do tego elementu i stwierdzili, że nie mogą wpisać obiektu na listę światowego dziedzictwa...

Nie wiadomo jednak do końca, czy pozostali mnisi naprawdę odeszli, czy mieszkają gdzieś w okolicy z dala od ciekawskich oczu. Jeśli są w Orheiul Vechi, to jedynym źródłem ich utrzymania są datki i sprzedaż pamiątek. A to z kolei byłoby argumentem za tym, że dali sobie spokój i zostawili ostatniego z nich, aby opiekował się tym, co pozostało z ich wspaniałej historii.


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje