Reklama

​"Przestańcie gadać bzdury": Karnawał w czasach zarazy

Na Cykladach nie widać oznak wirusowej paniki. Ludzie, którzy przybyli tu z okazji karnawału, bawili się pomimo oficjalnej decyzji rzadu /Dorota Chojnowska /materiał partnera

Kiedy w Grecji potwierdzono kolejny przypadek zakażenia COVID-19, rząd podjął natychmiastową decyzję: wszystkie zaplanowane wydarzenia związane z Apokries, czyli karnawałem, zostają odwołane. To pierwszy taki przypadek od zakończenia II Wojny Światowej. Bo dla Greków karnawałowe szaleństwo wraz z towarzyszącymi mu imprezami to niemal świętość. Władze mówią: "Zagrożenie jest poważne", ludzie: "W porządku, ale będziemy bawić się i tak". Na wyspach Cykladach, kilka godzin rejsu promem z kontynentalnej części kraju, miłość do wspólnej zabawy zatriumfowała nad strachem.

Takiego karnawału jak ten w Grecji nie sposób uświadczyć w żadnej innej części Europy. Spontaniczne, kolorowe, często przebierane imprezy, korowody i parady, w których bierze udział tysiące osób, tańczących w lokalach i na ulicach do białego rana. Im bliżej postu, tym huczniejsza zabawa. 

Reklama

W tym roku pojawiła się jednak poważna przeszkoda: koronawirus, który przybył do kraju akurat w ostatni weekend okresu karnawałowego, czyli w jego kulminacyjnym momencie. Z obawy przed kolejnymi przypadkami zarażenia grecki rząd kategorycznie zabronił organizacji oficjalnych wydarzeń w ramach Apokries.

Doniesienia o COVID-19 wywołały panikę praktycznie na całym świecie. W ostatnich dniach sporo ludzi w obawie przed chorobą zrezygnowało i nadal rezygnuje z podróży zagranicznych, a turystyczne miejscowości świecą ponoć pustkami. 

To miał być materiał o tym, jak wyglądają zatłoczone na co dzień, tętniące życiem Cyklady, na które padł upiorny cień strachu przed epidemią. O pustych ulicach, pozamykanych sklepach i ludziach bojących się wyjść z domu. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Dzięki zaproszeniu Greckiej Narodowej Organizacji Turystycznej w Polsce mogliśmy ujrzeć to na własne oczy.

"Proszę nie przywozić tego dziadostwa do Polski!"

Jeśli ktoś zdecyduje się obecnie na podróż drogą powietrzną z Warszawy, pierwsze, co zobaczy to pustki na lotnisku. Drugie to oczywiście ludzie w maseczkach. W poczekalniach, na pokładach samolotów, na promach. 

Każdy z nich przypomina milcząco: w Europie grasuje koronawirus i lepiej się pilnujcie. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę powtarzane przez ekspertów uwagi na temat tego, że maseczki na niewiele się w tym wypadku zdadzą, wygląda to trochę niepoważnie.

Opinię tą na pewno podzielają mieszkańcy wyspy Syros, którzy wysiadających z promu turystów z zasłoniętymi twarzami witają delikatnym uśmiechem politowania.

- To jest bzdura - mówi Antonis Maragos, właściciel biura podróży, przewodnik i zagorzały Syrosofil, mieszkający tu od lat - Przestańcie opowiadać bzdury. W Grecji tylko od początku roku z powodu grypy zmarło 80 osób. A przez koronawirusa? - pyta i rozkłada wymownie ręce.

***Zobacz także***

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje