Reklama

Kronika śmierci w górach: Szlak, który zabrał ponad 100 istnień

Orla Perć, najtrudniejszy szlak w Tatrach /Albin Marciniak /East News

- Niedzielni turyści bardzo często podejmują decyzję o wejściu na wysokogórski, trudny szlak dopiero wtedy, gdy zobaczą w dolinie, jakie tłumy tam walą. Myślą sobie: Skoro idzie tam tylu ludzi, to wielkiego niebezpieczeństwa nie ma... Trafiają w miejsce, w którym nie potrafią sobie poradzić z powodu braku doświadczenia, słabej kondycji czy choćby złych butów. I nieszczęście gotowe - mówi Jan Krzysztof, naczelnik TOPR.

Reklama

Ratownicy widzieli na Orlej Perci wycieczki uczniów ubranych w lekkie adidasy, rodziny z małymi dziećmi. Zdarzały się nawet osoby z lękiem wysokości proszące o pomoc w zejściu po drabinkach.

Naczelnik TOPR dodaje: - Paradoksalnie na wiele wypadków w Tatrach wpływ ma zbyt dobry stan naszych szlaków. Gdyby na Orlej Perci nie było łańcuchów, klamer i drabinek, tak wielu ludzi by tam nie szło. Dlatego jestem zwolennikiem zdjęcia zabezpieczeń. Chodziliby tam tylko wytrawni turyści, w dodatku w towarzystwie przewodnika.

Dyrekcja Tatrzańskiego Parku Narodowego latem 2007 roku wprowadziła na odcinku od Zawratu po Kozi Wierch ruch jednokierunkowy, by ograniczyć tłok na najbardziej niebezpiecznym fragmencie ścieżki. Krewni i znajomi ostatnich ofiar Orlej Perci twierdzą, że to za mało. Od jesieni 2006 roku - gdy w rejonie Koziej Przełęczy zginęła 20-letnia Kasia - prowadzą akcję wzywającą władze TPN-u do zamontowania stalowej liny na całej długości Orlej Perci, do której turyści mogliby przypinać specjalną uprząż.

"Kasia radośnie przewodziła grupie (...) i wydawało się, że stanowi ona jedność z tatrzańską przyrodą. Wyglądała niczym kozica na grani - szybka, zwinna, pewna siebie (...). Kasia zresztą podśpiewywała sobie wtedy »Ślebodną kozickę«. Wszystkim na twarzach towarzyszył uśmiech, a serca radowały się pięknem widoków i wspólnymi przeżyciami. W pewnej chwili, kiedy już bezpiecznie schodzili z Koziej Przełęczy do Pięciu Stawów, gdy przystanęli na chwilkę - słychać było tylko dźwięk turlających się kamieni... Może chwilowa słabość organizmu, może nieuwaga..." - napisali po wypadku o tragicznej wycieczce znajomi Kasi.

- Gdyby Kasia była przypięta uprzężą do stalowej liny, nie zginęłaby. Zresztą nie tylko ona, ale też wielu innych turystów - argumentowała inicjatorka akcji Irena Rubinowska, przewodniczka tatrzańska. - Naszym celem jest modernizacja starych zabezpieczeń, co uczyniłoby tę trasę bezpieczniejszą. Naczelnik TOPR Jan Krzysztof jest temu przeciwny: - Wprowadzenie takiego rozwiązania utwierdziłoby tylko ludzi w złudnym przekonaniu, że wybierają się na bezpieczny szlak. Tymczasem na Orlą Perć powinny się wspinać tylko osoby z dużym doświadczeniem w górach.

Fragmenty pochodzą z książki Bartłomieja Kurasia, "Niech to szlak. Kronika śmierci w górach" wydanej nakładem Wydawnictwa Agora

materiały prasowe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje