Reklama

Kronika śmierci w górach: Szlak, który zabrał ponad 100 istnień

Orla Perć, najtrudniejszy szlak w Tatrach /Albin Marciniak /East News

Ksiądz Gadowski tak entuzjastycznie promował projekt Orlej Perci w Towarzystwie Tatrzańskim, że organizacja podjęła się współfinansowania prac. Opłacał budowniczych szlaku - po góralsku zwanych budorzami - z własnej kieszeni. Roboty w górach rozpoczęły się 16 lipca 1903 roku, od toastu przy Wodogrzmotach Mickiewicza wzniesionego przez Franciszka Nowickiego. Wypito butelkę tokaju pamiętającego powstanie styczniowe.

Reklama

Wnet okazało się, że socjaliście nie wystarcza zapału do patronowania pracom. Budowę przejął ksiądz endek. Zaplanowano wytyczenie szlaku od Polany pod Wołoszynem na wschodzie - skąd są już tylko dwie godziny drogi do Morskiego Oka - po Zawrat na zachodzie.

Entuzjazm księdza Gadowskiego nie udzielał się góralom budorzom, którzy przez trzy lata wyrąbywali skalne stopnie, zakładali łańcuchy i malowali znaki. Wielu nie wytrzymało mordęgi w górach i uciekło z pracy. Był wśród nich Klimek Bachleda, legendarny przewodnik i ratownik TOPR.

Wojciech Rzadkosz - budowlaniec z Poronina - mówił mi, że ponad sto lat temu wytyczenie szlaku przez Orlą Perć to była "sakramencko trudno sprawa". Wie, co mówi, bo u progu XXI wieku pracował przy remoncie tej górskiej drogi.

 - Cośmy się namordowali! Długie tygodnie układania skał, wbijania łańcuchów i klamer. Od świtu do zmierzchu. Rąk żeśmy nie czuli! Trzeba było kilofami kopać. Ważące po kilkadziesiąt kilogramów głazy sami dźwigaliśmy. A to był tylko remont fragmentów drogi i do tego pomagaliśmy sobie piłami z diamentowymi tarczami, o jakich naszym pradziadom się nie śniło. To jak oni musieli się wtedy namordować, budując całą trasę!? - nie mógł się nadziwić.

To ksiądz Gadowski postanowił wyposażyć szlak w liczne łańcuchy, klamry i drabiny. Argumentując, że w ten sposób łatwo będzie pokonać górską drogę: "Nikt komina owego bać się nie powinien, bo sztuczne ułatwienia, jakie w nim dodano, poręczają bezpieczeństwo osób". Dorobił się przydomku "żelazny ksiądz". Jedni mówili, że to od haków do mocowania łańcuchów, które wynosił na perć na własnych plecach. Inni dodawali, że piękno tatrzańskiego krajobrazu nie złagodziło w nim surowości poglądów głoszonych na katechezach. 

materiały prasowe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje