Reklama

​Bieszczadzki exodus

Zanim „rzucisz wszystko i wyjedziesz w Bieszczady” – może zacznij od odgrzania zapomnianego hobby? /WOJCIECH ZATWARNICKI/REPORTER /East News

"Lubię w tym to, że jestem zupełnie sam, mam głęboki spokój, otacza mnie przyroda. Problemy nie znikają, ale mam do nich inne podejście". Brzmi jak wewnętrzna harmonia po bieszczadzkiej włóczędze? Nie, to uczeń liceum, podczas jednego z moich wykładów. Chłopak po prostu lubi łowić ryby.

Kto chce uciec w Bieszczady? Na szkoleniach biznesowych cyklicznie zadaję to pytanie. Z roku na rok podnosi się więcej rąk. Co więcej, w głuszę chce dać dyla coraz więcej dwudziestoparolatków - pytam również moich studentów. Zresztą sam ulegam podobnym pragnieniom. Kilkanaście lat temu, zdobywając szczyty Tatr, Bieszczady były dla mnie opcją dla leni, z monotonnym krajobrazem. Z roku na rok ta optyka się zmieniała, jak widać, nie tylko u mnie. 

Reklama

Ten exodus ma wiele twarzy - centra miast pustoszeją i co bardziej majętni lęgną się na zieleńszych przedmieściach. Upragnionym standardem staje się życie w stylu slow, gdzie robi się to, co się chce, nie to, co musi. Tęsknimy za zwolnieniem obrotów i "większą świadomością", cokolwiek to znaczy. Życiowy sukces oznacza nie tyle dostatek, co święty spokój. Herosi to dla nas ci, którzy porzucili świat korpo i osiedli w na zapadłej wsi, odremontowali przegnitą chatę, hodują owce, szyją swetry, robią weki. Covidowa koniunktura odgrzała marzenie o niezależności, skutkiem czego nadciąga nowa gorączka - kamperomania i tęsknota za życiem w podróży. Takie "Bieszczady 2.0 ".

Niedawno czytałem, że tęsknota definiuje nas jako ludzi, pytanie tylko, jak sobie z nią radzimy. Bo jeśli nie radzimy - zabija. Ekonomia podpowiada, że jeśli jakaś grupa doświadcza braku, za moment pojawi się stosowna oferta. Tęsknisz za umysłowym detoksem, ale nie stać cię na radykalną metamorfozę i przeprowadzkę? Trochę się boisz sprzedać mieszkanie i kupić dom na czterech kółkach? Zaoferujemy ci stosowną agroturystykę. Zakosztujesz "chłopskiego" życia i równie prostego jadła. To już było? Dorzucimy coaching z tuleniem drzew i wyciem z wilkami do księżyca. Mało? Dodamy medytacje i uważność. Kontemplacja listka brzozy i godzinne żucie kawałka kory... I tak dalej. Rynek nie znosi próżni. I w sumie nic w tym złego, jeśli interes się kręci.

A jednak, tęsknota za taką ucieczką to nic innego jak tęsknota za "ogarnianiem" swojego ogródka. Poczucie kontroli to jeden z fundamentów szczęścia, których nie można tego kupić. Możemy pieścić się wrażeniami spokoju, masować marzeniami o wolności i sentymentalnej tułaczce, ale prawdziwy spokój musi - i powie to każdy psycholog - wypływać z wewnątrz. Bez tego, chwilę po powrocie poczujemy rozgoryczenie. Ale jak się dobrze poszuka - można takie Bieszczady w sobie znaleźć.

Był czas - owszem, przed pandemią - gdy miałem swoje małe Bieszczady po każdym fajrancie. Jak to możliwe? Lubię w swojej pracy to, że jeżdżę po kraju. Trafiam do dużych miast i małych miasteczek. Do firm i niewielkich szkół. Nauczyło mnie to, że Polska potrafi być piękna, brzydka, ale zawsze jest ciekawa. Po skończonej pracy - jeszcze przed pandemią - wychodziłem na spacer po okolicy i ją chłonąłem, obojętnie, czy znalazłem się w Krakowie, w sercu Podlasia, Giżycku, Słupcy czy Gorzowie. Mogłem po prostu włączyć telewizor w hotelu, ale wybierałem medytację "na miękko": spacer. 

Innym razem, po skończonej pracy miałem przed sobą do przejechania samochodem jakieś pół tysiąca kilometrów. Wcześniej, przez osiem godzin, intensywnie pracowałem z klientami. Koncentracja i feedback napełniły mnie jednak dobrą energią. Pora była popołudniowa. Piękna pogoda. Późna wiosna. Słońce chyliło się już ku zachodowi. Ruszyłem w trasę doświadczając tej długiej, przyjemnej chwili. Z głośników sączyła się ulubiona muzyka. Mówiła do mnie ulubiona spikerka. Ta mała nirwana pozostała ze mną do końca podróży.

Dziś wiem, że nie muszę tęsknić za Bieszczadami, ani wykosztowywać się na komercyjny reset. To kwestia podejścia. Chcesz się odciąć i zresetować? To odpowiedz sobie UCZCIWIE na pytanie: co robisz, by to osiągnąć? Przytłaczają cię zadania w kalendarzu? A zatem, co robisz, by naprawdę uporządkować swoje życie? Każdy dzień atakuje cię dwoma tuzinami stresorów? A w jaki sposób niwelujesz ich działanie? Odpowiedz na pytanie nie o to, czy planujesz coś z tym zrobić, ale co faktycznie ROBISZ. Bez takiej proaktywnej postawy nie pomoże nic, co można nabyć.

Tytułem puenty. Jako socjolog jestem zafascynowany grupami pasjonatów. Przyglądam się, jak funkcjonują. Jak się wspierają, motywują, współpracują, dzielą doświadczeniem. Lubię obserwować, jak zapalają się, realizując marzenia. Dotyczy to wszystkich: od fanów cosplayów, poprzez nałogowych biegaczy, dżokejów, na modelarzach kończąc. Nikt tam nie tęskni za exodusem, bo mają czas na regularne mikro-wypady na swój ulubiony teren. Jak ów wędkujący nastolatek. Zanim "rzucisz wszystko i wyjedziesz w Bieszczady" - może zacznij od odgrzania zapomnianego hobby? Poszukaj czasu i zacznij krok po kroku robić coś, co lubisz. Daj sobie dwa tygodnie. Zadziała.

Jak to określił mój kolega, zaraz po tym jak wrócił do malowania figurek - to najlepsza joga umysłu ever.

Tomasz Kozłowski

Nie czekaj do ostatniej chwili, pobierz za darmo program PIT 2020 lub rozlicz się online już teraz! 

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Bieszczady | hobby | Pasja | Pasjonaci

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje