Reklama

Zanim wyjedziesz w Bieszczady: Gdzie znajduje się raj na ziemi?

Magia Bieszczad to nie tylko górskie szczyty. Swoje tajemnice ma również Jezioro Solińskie /fot. Rafał Borcz /materiały prasowe

Umowa była taka, że odwożę Rafała do Chrewtu, jadę załatwić swoje sprawy, wracam po dwóch dniach i wtedy zaczynamy na całego poznawanie jeziora. Gdy dotarliśmy do celu, wyłączyłem silnik. Światła samochodu zgasły i momentalnie zrobiło się ciemno. Zaczęliśmy wypakowywać ekwipunek na mulisty brzeg. Trzeba było także odpiąć i przeciągnąć w stronę wody dwie łodzie zdeponowane pod drzewem. Rafał musiał jeszcze dopłynąć na nich w ten listopadowy wieczór na odległy brzeg jeziora. (...)

Na jeziorze miary czasu i odległości tracą swoją moc. Jeszcze jako tako działają na brzegu. Ale gdy tylko wsiądzie się do łodzi, rozpuszczają się w wodzie. Jak cukier. Gdy po dłuższej chwili obserwowany przeze mnie niezidentyfikowany obiekt pływający zaczął przyjmować konkretne kształty, okazało się, że łódź, faktycznie prowadzona przez Rafała, jest jakaś... inna, niż ją zapamiętałem. Bardziej obszerna. Wygodna. Kawałek pokładu. Kabina. Omega, ale przerobiona na łódź motorową. Szybko się wyjaśniło, że ten prawie jacht to własność Włodka. Włodka przez "o".

Uznał, że nie godzi się przyjmować nowego gościa na jeziorze w małej łódce Rafała. Zaoferował swoją. To wersja oficjalna, którą usłyszę później od Włodka. A ta mniej oficjalna jest taka, że posprzątali we dwójkę okolicę po letnich turystach. Zebrało się kilka worków śmieci, jakieś pordzewiałe rurki, emaliowane stelaże. To był odpowiedni moment, żeby się tym badziewiem zaopiekować, a tylko Włodkowa łódź była w stanie pomieścić taki urobek. Dlatego zanim wyruszymy na jezioro, najpierw zwiedzamy w Olchowcu śmietnik zgrzytający metalowymi drzwiami. 

Reklama

Teraz popłyniemy do Włodka, ale będziemy nocować w Zatoce Victoriniego. - Taki plan na resztę dnia wymyślił Rafał. Gdy odbijamy od brzegu, słyszę już tylko delikatne brzęczenie elektrycznego silnika i szemranie wody. Brzmi to podobnie jak filtry montowane w akwariach z rybkami ozdobnymi. 

Na jeziorze ustanowiono strefę ciszy. Silniki spalinowe nie mają tu prawa bytu pod groźbą mandatu. W sumie cieszę się z tego rozwiązania, bo efekt spowolnienia czasu jest dzięki temu wyraźniej odczuwalny. Od razu udziela mi się ten wszechogarniający spokój.  Nie tylko łódź, ale i Rafał jest tego dnia odmieniony. Z początku nie skupiam się na tym, ale przelotne spojrzenie pozwala mi szybko wyłapać różnice. Zniknęły jeansy i czarny podkoszulek. Teraz Rafał ma na sobie spodnie moro kończące się poniżej kolan, ciemnozielony polar, na nogach beżowe sznurowane wysoko buty, a na głowie skórzany, dość leciwy, kapelusz. 

Fragment książki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje