Reklama

Tandemem na koniec świata. Zimowa wyprawa dookoła Bałtyku

Takiego wyczynu przed Krzysztofem i Klaudią nie dokonał zapewne nikt /Tandemowe Trip Love /materiał zewnętrzny

Niewielu jest śmiałków, którzy decydują się na objechanie Morza Bałtyckiego dookoła. Zwłaszcza zimą, kiedy drogi są zasypane śniegiem, mrozy na dalekiej Północy sięgają do kilkudziesięciu stopni poniżej zera, a w razie jakiejkolwiek awarii jesteśmy zdani tylko na samych siebie. Jednak to, czego dokonała ta dwójka ludzi – nie zrobił nikt inny. Klaudia Jadwiszczyk oraz Krzysztof Lewicki wraz ze swoim psem alaskan malamutem o imieniu Kadlook objechali nie tylko sam Bałtyk, ale również dotarli na sam kraniec Europy – Nordkapp. A wszystkiego dokonali zimą, poruszając się na tandemie z przyczepką!

On - Warszawiak, ona ze Śląska. Połączyło ich zamiłowanie do przyrody, przede wszystkim tej surowej i nieokiełznanej, jaką spotkamy na dalekiej północy. Jesienią 2016 roku ruszyli w swoją dziewięciomiesięczną podróż na tandemie. Kierunek był jeden - północ, a dokładnie Nordkapp. Środek transportu? Tandem z przyczepką, na której podróżował pies.

Jak wyglądała trasa ich wyprawy? Wyruszyli z Polski w kierunku Litwy, Łotwy i Estonii. Następnie po pokonaniu państw bałtyckich promem przedostali się do stolicy Finlandii, Helsinek, skąd dalej ruszyli na północ do Laponii. Tam spędzili najwięcej czasu, obcując z dziką przyrodą, poznając kulturę i zwyczaje Saamów i ucząc się sztuki przetrwania w trudnych, zimowych warunkach.

Reklama

Na najdalej wysunięty na północ punkt Europy dotarli późną wiosną. Stamtąd zaczęli już powoli wracać na południe, ale po drugiej stronie Morza Bałtyckiego. Przemierzając po kolei Norwegię i Szwecję dotarli w okolice Sztokholmu, skąd promem przeprawili się do Polski. Cała wyprawa, jak policzyli Krzysztof i Klaudia, trwała 293 dni. Niespełna 200 dni przypadło na okres zimy, która w sezonie 2016/17 okazała się nadzwyczaj surowa.

Czego można doświadczyć podczas tak wyjątkowej podróży liczącej 7500 kilometrów? Na pewno skrajnych temperatur. Podczas najtęższych mrozów potrafiło być nawet -35 stopni. Natomiast pod koniec podróży, która przypadała na lato, nasi bohaterowie spotkali się z upałami sięgającymi podobnych wartości, tylko na plusie.

Klaudia, Krzysztof i Kadlook na tandemie ważyli łącznie 400 kilogramów. Ich pojazd nie należał do najlżejszych. Ponadto przyczepka, na której podróżował pies, została zbudowana własnoręcznie przez podróżników, ponieważ musiała ona być dostosowana nie tylko do rozmiarów Kadlooka, ale także by mogła służyć jako niewielki schowek dla ekwipunku. Dwójka "tandemistów" musiała ze sobą zabrać kilkadziesiąt kilogramów specjalnie przygotowanych racji żywnościowych, które będą dawać spory zapas energii na tak wymagającej trasie.

Tak ambitna wyprawa kosztowała Krzysztofa i Klaudię wiele miesięcy przygotowań. O każdy techniczny aspekt trzeba było dokładnie zadbać. W warunkach zimowych na dalekiej północy nie mogło być miejsca na żaden błąd. Jednak, jak to w życiu, podróż nie obyła się bez kryzysów i chwil zwątpienia. Która sytuacja w trakcie dziewięciu miesięcy była dla nich najtrudniejsza?

- Najtrudniejszy moment związany z pogodą, trudem podróży i zmęczeniem fizycznym był w Norwegii, po zdobyciu Nordkappu. Wracaliśmy, kierując się z Olderfjordu na Altę. Tam musieliśmy wjechać na płaskowyż, mocno pod górę i długo czekać na okno pogodowe. To był już dzień polarny - druga połowa czerwca. Mogliśmy sobie spokojnie w nocy jechać, ponieważ było jasno, było mniej samochodów i pogoda była bardziej stabilna, nie wiał wiatr tak potężny, jak w środku dnia - opowiadają Klaudia i Krzysiek.

- Mimo że sprawdzaliśmy regularnie prognozy na różnych stacjach, podczas jazdy pod górę zaczęło się apogeum: wichura, deszcz, śnieg, mgła, dosłownie wszystko, co tylko najgorsze. Nie wiedzieliśmy, co zrobić, GPS wariował. Nie chcieliśmy się wracać, bo pokonanie każdego kilometra jest na wagę złota. Jedynym rozwiązaniem była jazda dalej lub zatrzymanie się, co było niemożliwe o tyle, że nie mieliśmy na tamtym terenie miejsca, w którym moglibyśmy postawić namiot. Postanowiliśmy jechać dalej. Była olbrzymia wilgoć, wiatr wiał nam w twarz i ciężko było oddychać.

Krzysztof miał kłopot z utrzymaniem całego pojazdu, który ważył kilkaset kilogramów. Był moment, że łzy płynęły mu do oczu. Wiedział doskonale, że najdrobniejszy błąd może doprowadzić do tragedii. Ostatecznie tamtego dnia zatrzymali się po 30 kilometrach w najbliższej miejscowości. Musieli tam odpocząć dłuższy czas i dojść do siebie. Ta droga była dla nich wielkim koszmarem i potężnym wysiłkiem fizycznym. Pomimo olbrzymich przeciwności, podołali wyzwaniu!

Pomimo przeszkód, Krzysztofa i Klaudię spotykało wiele magicznych chwil, które lubią wspominać do dzisiaj. Spełnienie i spokój ducha jaki dawało obcowanie z dziką przyrodą północy jest tylko namiastką wrażeń z wyprawy. Klaudia lubi wspominać dzień, kiedy Krzysiek został przy rowerze, a ona poszła sprawdzić miejsce na nocleg. To był czas, kiedy wiosnę było widać coraz bardziej. Poszła do lasu, który okazał się niezwykle magiczny - był to otwarty las sosnowy, drzewa bardzo rzadko obok siebie występowały. Słońce było nisko położone, zrobiło się tam wyjątkowo pomarańczowo w tym lesie.

- Szłam i szukałam miejsca ogniskowego i nagle zobaczyłam grupę 4 reniferów, która postanowiła dotrzymywać mi kroku - mówi Klaudia - kiedy szłam, one podskakiwały obok, kiedy się zatrzymywałam, one również. To bajkowe, niezwykłe otoczenie i światło zachodzącego słońca sprawiło, że poczułam się, jakbym była w mojej własnej Narnii

W tym roku minie pięć lat odkąd nasza trójka bohaterów wyruszyła na największą przygodę swojego życia. Czy ich dziewięciomiesięczna podróż wpłynęła znacząco na ich życie? Kiedy wrócili do Polski lokalne media zaczęły się nimi interesować - Klaudia, Krzysiek i Kadlook zaczęli być zapraszani na coraz to bardziej prestiżowe festiwale podróżnicze, na których opowiadali o swojej wyprawie. Wyjątkowość ich podróży doceniło nawet National Geographic Polska, które nominowało ich do nagrody Travelerów w kategorii Podróż Roku.

Swoją przygodę na bieżąco relacjonowali na swoim facebookowym profilu Tandemowe Trip Love. Zimowe krajobrazy i autentyczność przekazu sprawiły, że zaczęły obserwować ich tysiące ludzi.

Przez kolejne lata Klaudia i Krzysiek w miarę możliwości starali się wracać do swojej ukochanej Laponii. Obecnie Kadlooka już nie ma wśród nas, ale jak wspominają jego właściciele, do końca swoich dni był szczęśliwym, radosnym psem.

Klaudia i Krzysztof od kilku lat prowadzą działalność edukacyjną o nazwie "Dzika Droga", ucząc młode pokolenia sztuki przetrwania w dzikich warunkach. Swoje działania z młodzieżą relacjonują na bieżąco w internecie. Kiedy kolejny raz pojadą na daleką północ? Możemy przypuszczać, że niedługo, ponieważ ich ulubiona pora roku - zima - wkrótce się zacznie i na pewno przyciągnie ich znowu surowość klimatu, dzikość przyrody i możliwość kontaktu z lokalną kulturą.

Przeczytaj też:

Łukasz Kocewiak o zdobywaniu gór "po swojemu"

Płetwal błękitny powraca na hiszpańskie wybrzeże Atlantyku. Po 40 latach nieobecności!

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: styl życia | Laponia | Alaskan Malamute

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje