Sekunda między życiem a śmiercią. Dlaczego używanie telefonu podczas jazdy jest groźne?

Według ostatnich szacunków Instytutu Transportu Samochodowego, nawet co czwarty wypadek samochodowy, do którego dochodzi na polskich drogach, może być spowodowany korzystaniem z telefonu podczas jazdy. Skala zjawiska jest więc ogromna. Niektóre statystyki mówią nawet o 10 tys. incydentów spowodowanych przez osoby, które za kierownicą pisały SMS-y czy przeglądały strony internetowe. – Problem zamiast maleć, rośnie – potwierdza inspektor Mariusz Ciarka. – Życia nam i naszym bliskim nikt nie wróci. To powinna być największa przestroga – apeluje policjant.

Nawyki niezgodne z prawem

Żona dzwoni do męża, który prowadzi auto. Odwraca jego uwagę. Dochodzi do wypadku. Kobieta słyszy w telefonie, jak jej mąż ginie. Podobne tragedie stają się codziennością na drogach w Polsce.

 - Kobieta słyszała cały wypadek do końca. To straszne przeżycie, gdy prowadzimy oględziny na miejscu wypadku, a telefon cały czas wibruje, z kolejnymi SMS-ami od kochanej żony, która pisze, że się zamartwia - opowiada inspektor Mariusz Ciarka z Komendy Głównej Policji. Ze swojej pracy zna wiele podobnych tragedii. - Kobieta chciała odpisać na SMS. Zjechała na przeciwległy pas ruchu. Spowodowała wypadek, w którym zginęły trzy osoby - przywołuje inną historię.

Statystyki są alarmujące: aż jedna trzecia kierowców poruszających się po polskich drogach jest zdania, że korzystanie z telefonu podczas jazdy nie wpływa negatywnie na ich koncentrację czy bezpieczeństwo. To przerażające deklaracje: uzmysławiają bowiem, że nad Wisłą wciąż, niestety, panuje przyzwolenie na zachowania, które są po prostu niezgodne z prawem.

Przypomnijmy, że w kwestii przepisów nic się do tej pory w naszym kraju nie zmieniło i kierującym pojazdami nadal nie wolno korzystać w czasie jazdy z telefonu wymagającego trzymania słuchawki lub mikrofonu w ręku (stanowi tak art. 45 ust. 2 pkt 1 Prawa o ruchu drogowym). Oznacza to, iż zakazane jest również pisanie SMS-ów (lub innych wiadomości tekstowych) oraz przeglądanie internetu, robienie zdjęć czy nagrywanie filmów. Więcej: karalne może być już nawet na pozór niewinne sięganie po smartfon, po to tylko, żeby sprawdzić godzinę czy powiadomienia. Zakaz obejmuje nie tylko kierujących samochodami osobowymi, ale także motorniczych, kierowców autobusów czy rowerzystów. Wszyscy oni - jako użytkownicy dróg - powinni się wobec tego stosować do obowiązujących w Polsce przepisów.

"Prowadzisz? Odłóż telefon"

W obliczu wszystkich przytoczonych statystyk staje się jasne, że podjęcie odpowiednich działań mających na celu poprawę bezpieczeństwa na polskich drogach jest koniecznością. Jako pierwszy zareagował w tej sytuacji Powszechny Zakład Ubezpieczeń. Inicjując nową kampanię społeczną, realizowaną pod hasłem "Prowadzisz? Odłóż telefon", PZU pragnie dotrzeć do każdego z nas, a nie tylko do wąskiej grupy Polaków (czyli - na przykład - do kierowców lub rowerzystów), bo też każdy z nas ma na sumieniu większe lub mniejsze grzeszki spowodowane korzystaniem ze smartfonu. Na niebezpieczeństwo narażamy się przecież za każdym razem, gdy decydujemy się choćby przejść przez ulicę z telefonem przy uchu, zaaferowani rozmową.

Skąd pomysł, aby ruszyć z taką kampanią? - Nie chcemy być ubezpieczycielem, który przygląda się tylko statystykom wypadków. Przeciwnie. Chcemy im także zapobiegać. Dlatego zaangażowaliśmy się w całą serię działań, które mają podnieść świadomość wszystkich Polaków, a nie tylko naszych klientów - tłumaczy prezes PZU, Paweł Surówka.

Gadżet, który uzależnia

Trzeba przyznać uczciwie, że uzależnienie od telefonu nie jest niczym nowym, ani - tym bardziej - specyficznie polskim. Wielu specjalistów jest dziś zdania, iż używanie komórki podczas jazdy samochodem jest równie niebezpieczne, jak wsiadanie za kierownicę po konsumpcji alkoholu czy środków odurzających.

Potwierdzają to m.in. eksperymenty przeprowadzone niedawno przez fachowców współpracujących z Powszechnym Zakładem Ubezpieczeń. Udowodniły one, że aż do 75 proc. wszystkich wypadków drogowych odnotowywanych w Polsce może dochodzić właśnie przez nałogowe sięganie po telefon w trakcie jazdy. Wyniki jazd testowych organizowanych przez PZU dowodzą, że nawet ukradkowe zerkanie na ekran smartfonu może być przyczyną dekoncentracji oraz powodem, dla którego wielu z nas zachowuje się za kierownicą zbyt opieszale lub, przeciwnie, zanadto impulsywnie. Jest też o wiele bardziej prawdopodobne, że osoba korzystająca z telefonu podczas jazdy będzie skłonna częściej podejmować za kółkiem decyzje pochopne, nietrafne czy nieuzasadnione. Musimy zdać sobie sprawę, że każda sekunda nieuwagi może zadecydować o czyimś życiu lub śmierci. Wspomniana jedna sekunda przy prędkości 50 km/h to 13 przejechanych metrów, przy prędkości 70 km/h: 19 metrów, a przy 100km/h - aż 27 metrów!

- Trzeba pamiętać, że mówimy w tym wypadku o eksperymencie i wszyscy jego uczestnicy zdawali sobie sprawę, w jakim przedsięwzięciu biorą udział. Na co dzień nasza uwaga jest jednak jeszcze mniej skupiona. Stąd oczywisty wniosek, że liczby, które uzyskaliśmy, mogą być wyraźnie zaniżone w stosunku do rzeczywistości - komentuje Grzegorz Juszczyk, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Instytutu Higieny.

Nie mniej niepokojący jest również fakt, że prawie połowa respondentów stwierdziła, iż nie stwarza jakiegokolwiek niebezpieczeństwa ten, kto sięga po telefon, poruszając się na przykład w korku.

Z życia wzięte

Jak tragicznie może skończyć się bagatelizowanie zagrożenia powodowanego przez używanie smartfonu, pokazują niestety rzeczywiste przykłady, o których możemy usłyszeć w serwisach informacyjnych. W kwietniu tego roku na przejściu dla pieszych w Olbięcinie (woj. lubelskie) zostały potrącone dwie osoby, 18-letnia dziewczyna i jej 19-letni kolega. Choć winę za zdarzenie niewątpliwie ponosi kierująca pojazdem, która nie ustąpiła pierwszeństwa pieszym na pasach, to gdyby nie zaabsorbowanie smartfonem, ten dzień być może nie zakończyłby się dla młodych ludzi w szpitalu. Podobna sytuacja miała miejsce w maju pod Wrocławiem: 17-latka zapatrzona w ekran telefonu weszła wprost pod nadjeżdżające auto (w tym wypadku skończyło się "jedynie" na złamanej ręce).

Wspomniane przypadki wiążą się z używaniem smartfonu przez pieszych. Czy oznacza to, że problem jednak nie dotyczy kierowców? Zdecydowanie nie: w takiej sytuacji trudniej po prostu o jednoznaczne dowody, co było przyczyną kolizji. Być może jednak wkrótce się to zmieni: w Stanach Zjednoczonych trwają już pierwsze testy urządzenia o nazwie Textalyzer, które sprawdzi, czy kierujący tuż przed stłuczką nie używał telefonu. Narzędzie, podłączone do aparatu kierowcy podejrzanego o korzystanie z niego w czasie jazdy, ma sprawdzać historię połączeń, wiadomości i przeglądarki internetowej. Wprowadzenie urządzenia do użytku (na wzór powszechnie stosowanych alkomatów) z pewnością przełożyłoby się na zwiększenie ostrożności wśród kierowców. Nim to nastąpi, musimy zdać się na zdrowy rozsądek i wsiadając za kierownicę zawsze mieć na uwadze, że kilka sekund rozproszenia może zadecydować o czyimś życiu.

Artykuł powstał we współpracy z PZU.

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje