Reklama

Ostatni drink prawdziwego muszkietera

Oliver Reed został gwiazdą filmową z przypadku. Stał się znany z roli niepokornego Atosa w "Trzech muszkieterach". Jednak najbardziej słynął ze swego hulaszczego trybu życia, które skończyło się w jego stylu: ze szklaneczką whisky w dłoni i kobietą u boku...

W młodości nie rokował zbyt dobrze - młody Ollie wylatywał z kolejnych prywatnych szkół, w których umieszczał go jego ojciec, znany dziennikarz Peter Reed. Zresztą praca też za bardzo się go nie trzymała. Bardzo lubił wypady z kolegami do centrum Londynu, gdzie stał się sławny z alkoholowych ekscesów.

Reklama

W końcu, namówiony przez swego wuja, Carola Reeda, znanego wówczas brytyjskiego reżysera, wybrał się na casting. I to było to! Okazało się, że chłopak, który sprawiał kłopoty, z ledwością skończył szkołę i nie mógł utrzymać się dłużej w żadnej pracy, ma niesamowity talent aktorski.

Pierwsze większe role zaczął dostawać w pod koniec lat 60. XX wieku w filmach wytwórni Hammer: "Sword of Sherwood Forest" i "The Two Faces of Dr. Jekyll". Później już tylko piął się na szczyt. W 1964 r. wystąpił w "The System", pierwszym z sześciu filmów Michaela Winnera, a rok później po raz pierwszy współpracował z Kenem Russelem przy "The Debussy Film". W 1968 r. w "Oliverze", w reżyserii wuja, Carola Reeda, zagrał jedną ze swoich słynniejszych ról, złowieszczego Billa Sykesa, która przyniosła mu międzynarodową sławę.

Kolejne filmy ugruntowały już tylko jego pozycję. Na szczycie znalazł się po ekranizacji powieści Dumasa jako niezapomniany Atos w "Trzech muszkieterach" z 1973 r., "Czterech muszkieterach" z 1974 i dużo późniejszym  "Powrocie muszkieterów" z 1989. Rok później wystąpił w kolejnym hicie, w "Wyspie Skarbów".

Męskie życie

Oliver Reed znany był ze swego uwielbienia do dobrych samochodów, drogich gadżetów, a przede wszystkim do dobrej whisky i pięknych kobiet. Jedna z anegdot mówi, że przymierzano go do roli Jamesa Bonda, ponieważ mógłby zagrać samego siebie, jeśli dałoby mu się mniej alkoholu. Po jego śmierci uznano, że niezaproponowanie mu roli agenta było największym błędem producentów serii.

Mimo tego, że stał się gwiazdą, nie stronił od życia, które prowadził wcześniej. Prawdziwie męskiego życia. Uwielbiał weekendowe wypady z kolegami  do rozrywkowych dzielnic wszelkich miast, w których się znalazł. Lubił pić alkohol z rugbystami i marynarzami, ponieważ uważał, że tylko oni są w stanie mu dorównać.

Jego życie osobiste było co najmniej burzliwe. Miał w sumie trzy żony, z których ostatnią poślubił prawdopodobnie w czasie mocno zakrapianej alkoholem imprezy, a także wiele kochanek. Najlepiej czuł się wśród marynarzy. Sam był jak marynarz - miał dziewczynę w każdym porcie... Śmiano się, że świetnie dogadałby się z Ernestem Hemingwayem.

Męska śmierć

Można powiedzieć, że do grobu doprowadził go tryb życia, jaki wiódł: alkohol, papierosy i kobiety. Jednak sam powtarzał, że lubi takie życie, ponieważ sam jest prostym człowiekiem.

Oliver Reed zmarł na Malcie, w knajpie o nazwie "The Pub". Podczas kręcenia słynnego "Gladiatora" Ridleya Scotta, w którym grał Proximo, wybrał się na wieczornego drinka. Po kilku głębszych i wygraniu zawodów w siłowaniu na rękę z pięcioma brytyjskimi marynarzami, usiadł przy barze, zamówił whisky, pociągnął łyka i dostał zawału serca. Zmarł właściwie natychmiast.

"The Pub"

Od 1999 roku niewiele się w tym pubie zmieniło. Dziś też przychodzą tu marynarze brytyjskiej Royal Navy i zostawiają na pamiątkę szarfy z nazwami okrętów, które właściciel przybija do ścian. Pub stoi przy Archbishop Street, a jedna z jego ścian została przeznaczona na pamiątki po aktorze.

Do dziś co roku, w rocznicę śmierci Reeda, jego fani zbierają się w "The Pub", żeby napić się whisky...

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje