Reklama

Nierozwikłana tajemnica internetu. Kim jest Technoviking?

Jest tajemniczy i demoniczny, a dla niektórych nawet nieco przerażający. W internecie żyje już od dobrych kilkunastu lat, a wciąż stanowi nieodgadnioną zagadkę sieci. Jego historia to znacznie więcej niedopowiedzeń i znaków zapytania, niż faktów. Poznajcie TechnoVikinga. Mrocznego rycerza muzyki techno.

Reklama

Internet pełen jest dziwactw i osobliwości. Sieciowe wirale pojawiają się i znikają. Po kilku tygodniach nikt już o nich nie pamięta. Przypadek, który opisujemy jest jednak inny. Technoviking w świadomości internautów żyje bowiem od lat. Dokładnie od roku 2001, gdy w sieci po raz pierwszy pojawił się filmik z jego udziałem. Przedstawia on wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę o nordyckiej urodzie, tańczącego w rytm muzyki techno podczas berlińskiej demonstracji "Fuckparade".

Blondwłosy bohater pojawia się nagle w 39 sekundzie filmu nakręconego podczas demonstracji. Ratuje z opresji dziewczynę, do której przyczepia się natrętny facet. Wiking chwyta go za ręce i zdecydowanym gestem nakazuje natychmiastowe oddalenie się. Następnie zaczyna iść przed siebie, a tłum podąża za nim. Nie wiedzieć czemu, tłum uznaje potężnie zbudowanego mężczyznę nieformalnym przywódcą i liderem pochodu.

Wiking kontynuuje swój taneczny przemarsz berlińską ulicą aż do momentu, gdy podbiega do niego bliżej niezidentyfikowany mężczyzna i odciąga z czoła pochodu. Niestety nie dowiadujemy się, co następuje dalej, gdyż w tym momencie kończy się wideo nagrane w 2000 roku przez Matthiasa Fritscha.

Wideo, które jak już wspomnieliśmy znalazło się w sieci 12 lat temu, prawdziwą furorę zrobiło dopiero w 2007 roku, dzięki amerykańskiej stronie... pornograficznej, gdzie zostało udostępnione. Rozpoczęło się prawdziwe szaleństwo. We wrześniu 2007 roku Technovikinga oglądał milion osób dziennie. Łącznie film zgromadził 20-milionową publikę na samym YouTube.

Reklama

Nordycki samiec alfa z dnia na dzień stał się fenomenem i jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci internetu. Zyskał fanów na całym świecie, którzy na własną rękę produkowali nieoficjalne gadżety z jego wizerunkiem. Pojawiły się koszulki, wlepki, plakaty z jego podobizną, a w pewnym momencie nawet zabawkowe figurki! Nie mówiąc już o tym, że na stałe wpisał się do internetowej encyklopedii memów "Know Your Meme", Nonsensopedii, a także Wikipedii.

"Technoviking nie tańczy w rytm muzyki, to muzyka gra do rytmu tańca Technovikinga" - zapewniają jego najwierniejsi fani, dodając, że Viking to jedyna osoba na świecie mogąca pokonać Chucka Norrisa.

Jaki jest sekret wielkiego sukcesu "Technovikinga"? Wydaje się, że klucz tkwi w nietypowym, choć całkiem przypadkowym doborze składników filmu. Mamy tu wartką akcję, element zaskoczenia, odrobinę humoru, abstrakcji, a przede wszystkim niezwykle wyrazistego i charyzmatycznego bohatera. Zimny wyraz twarzy i "dominujący" gest to coś, co od razu rzuca się w oczy. Oglądając film, odnosimy wrażenie, że mamy do czynienia z kimś, kto nie uznaje "miękkiej gry". To prawdziwy wojownik, żywcem zabrany z czasów, gdy Wikingowie podejmowali swoje wyprawy, by rabować, gwałcić i zabijać.

Jest jeszcze jedna rzecz, która stanowi niezwykle ważny element wizerunku Technovikinga. To fakt, że jego osobę od lat spowija aura tajemniczości. Wielu próbowało odnaleźć go na własną rękę, bądź chociaż dowiedzieć się przynajmniej, kim jest naprawdę. Bezskutecznie. Nie udało się to nawet firmom, pragnących pozyskać oficjalną licencję na produkcję gadżetów z wizerunkiem Vikinga. Owszem, pojawiały się różne podejrzenia, lecz żadna z plotek nie okazała się prawdziwa.

Szansa na ustalenie tożsamości Technovikinga pojawiła się, gdy w grudniu 2009 roku wniósł on sprawę do sądu przeciw Fritschowi, za "naruszenie dóbr osobistych". Mężczyzna twierdził, że od momentu umieszczenia filmu w internecie ma kłopot z utrzymaniem stałej pracy, ponadto jest nieustannie zaczepiany przez osoby reprezentujące skrajnie prawicowe poglądy. Pokrzywdzony domaga się 250 tysięcy euro odszkodowania oraz usunięcia filmów z internetu. Proces rozpoczął się w styczniu tego roku, jednak berliński artysta nawet wówczas zgodził się na ujawnienie tożsamości głównego bohatera jego filmu.

Trudno przewidzieć, jak zakończy się głośny proces i czy w końcu dowiemy się, kim tak naprawdę jest "nordycki samiec alfa". Najważniejsze, że dopóki trwa batalia sądowa, wierni fani wciąż mogą bez większych przeszkód podziwiać swojego bohatera na YouTube'owym szlagierze i nabijać kolejne odsłony. Tak właściwie, to nawet lepiej, że zagadka wciąż nie została rozwikłana, bo prawda poszukiwana od lat, mogłaby się okazać banalna i poważnie nadszarpnąć legendę. Bo czy wyobrażacie sobie na przykład Technovikinga w roli kierowcy wózka widłowego? No właśnie... my też nie.  I mocno trzymamy kciuki za to, by mroczny rycerz z berlińskiej parady na zawsze pozostał tajemniczym mścicielem. "All hail the mighty Technoviking!".



INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Technoviking | parada | Berlin | gestykulacja | tajemnica | zabawka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje