Reklama

"Krokodyl" Polakom rąk (raczej) nie odgryzie

Rosję zalewa tani, wyjątkowo niebezpieczny narkotyk. Specyfik, kilkukrotnie silniejszy niż heroina, zabija w ciągu dwóch-trzech lat od momentu wzięcia pierwszej dawki.

"Krokodyl", znany również jako "maładiec" czy "ruska heroina", to dezomorfina otrzymywana domowym sposobem z kodeiny, leku dostępnego także w polskich aptekach bez recepty. Wyjątkowo groźna dla zdrowia jest nie tyle sama substancja odurzająca, co powstałe na skutek chałupniczych metod produkcji narkotyku toksyczne i żrące zanieczyszczenia w nim zawarte. - Właśnie one powodują, przy częstym stosowaniu narkotyku w iniekcjach, tak poważne konsekwencje jak uszkodzenie i obumieranie tkanek, zapalenie żył, gangrenę i w konsekwencji konieczność amputacji kończyn czy, w skrajnych przypadkach, zgon - mówi Michał Kidawa z Centrum Informacji o Narkotykach i Narkomanii Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii.

Reklama

Odgryza ręce i nogi

Dezomorfina jest narkotykiem o działaniu podobnym do morfiny. Jest jednak od niej kilka razy silniejsza, choć działa znacznie krócej. - Za to objawy odstawienne (tzw. głód narkotykowy) są ponoć bardziej dokuczliwe i trwają dłużej niż w przypadku morfiny czy heroiny - opisuje Grzegorz Wodowski, kierownik krakowskiego Monaru.

Osoby biorące coraz większe dawki "krokodyla", szybko przekonują się o tragicznych dla zdrowia skutkach wstrzykiwania narkotyku. Wykorzystane do syntezy kodeiny chemikalia (głównie kwas solny i fosfor) powodują pojawienie się w miejscach iniekcji martwiczych, zielonkawych plam przypominających skórę krokodyla. To właśnie im narkotyk zawdzięcza swoją nazwę. I, jak na ironię, tak samo jak gad, "odgryza" ręce i nogi. "Ruska heroina" uśmierciła już około 30 tys. narkomanów.

By zapobiec kolejny ofiarom, rosyjskie władze zapowiedziały, że od czerwca leki z kodeiną będą sprzedawane wyłącznie na receptę. Uzależnieni zdają się zupełnie nie przejmować zmianą przepisów. - I tak będziemy kupować to lekarstwo, a jeśli nam się to nie uda, to znajdziemy sobie do wstrzykiwania coś innego - powiedział, cytowany przez telewizję Russia Today, jeden z moskiewskich narkomanów.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat narkotyków i innych używek, wejdź na CZATa i zapytaj ekspertów z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie!

W Polsce "krokodyla" (oficjalnie) nie ma...

Szacuje się, że w Rosji uzależnionych od dezomorfiny może być nawet ćwierć miliona osób. Tam narkotyk jest produkowany i zażywany masowo od około trzech lat. Popularnością cieszy się także na Ukrainie. Pojedyncze przypadki szprycowania się "krokodylem" potwierdzono w Niemczech, Francji i Czechach. W Polsce ani Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii, ani Monar, ani policja nie odnotowały jak do tej pory żadnego przypadku pojawienia się "ruskiej heroiny".

- Cały czas monitorujemy czarny rynek narkotykowy w Polsce. Na razie nie stwierdziliśmy obecności "krokodyla" w naszym kraju. Rosjanie już wiele miesięcy temu informowali nas o tym zagrożeniu. W ramach polskiej prezydencji w Unii Europejskiej przekazaliśmy informację o nim policjom w pozostałych krajach członkowskich - mówi podinspektor Krzysztof Hajdas z Komendy Głównej Policji.

...i raczej nie będzie

"Krokodyl" produkowany jest w zdecydowanej większości, o ile nie zupełnie, przez samych uzależnionych - jak uważa Wodowski - "heroinistów, dla których heroina jest za droga lub trudno dostępna". Przede wszystkim dlatego, że w Rosji nie istnieje leczenie uzależnionych od heroiny metadonem. Dezomorfina natomiast nie dość, że tania (kosztuje mniej niż puszka piwa), to jeszcze jest dystrybuowana na zasadach podobnych do polskiego kompotu (tzw. "polskiej heroiny", otrzymywanej z łodyg maku): jeden uzależniony odsprzedaje trochę swojego towaru drugiemu.

Tym samym, mało prawdopodobne jest, by wprowadzeniem "krokodyla" na polski rynek były zainteresowane zorganizowane grupy przestępcze z Rosji, o czym kilkanaście dni temu informowały ogólnopolskie media.

Warto również zwrócić uwagę, że przypadki zażywania dezomorfiny w Niemczech miały miejsce w miastach Zagłębia Rury. Mieszka tam wielu rosyjskich emigrantów i ich potomków, a spora część młodzieży zażywa narkotyki. - Pojawienie się właśnie tam "krokodyla" mogło być nie tyle przykładem przemytu narkotyku, co "przemytu technologii" - uważa kierownik krakowskiej poradni.

"Krokodyl" kariery w Polsce nie zrobi

- Oczywiście, dezomorfina może pojawić się w Polsce, ale nie wróżę jej tu kariery - zastrzega Wodowski. - Jest to produkt dla grupy najbardziej uzależnionych, bądź najbardziej podatnych na uzależnienie, a ci mają w alternatywie np. leczenie substytucyjne metadonem. A jeśli chcieliby czegoś więcej, to istnieje w Polsce dużo innych ofert leczniczych - mówi specjalista z Monaru.

Również Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii jest zdania, że "ruska heroina", jeśli w ogóle trafi do Polski, nie znajdzie wielu amatorów. - "Krokodyl" w Rosji jest tanim zastępnikiem heroiny na rynku nielegalnym. W Polsce funkcje tę pełni nasz tradycyjny kompot. Jest on daleko mniej toksyczny niż dezomorfina otrzymywana domowym sposobem. Z punktu widzenia użytkownika, przyjmowanie toksycznego i krótko działającego "krokodyla" wydaje się zbędnym ryzykiem - uważa Kidawa.

- Nie można jednak wykluczyć możliwości pojawienia się tego typu produktów w Polsce. W ostatnim czasie scena narkotykowa jest bardzo dynamiczna, a zachodzące na niej zmiany są trudne do przewidzenia - podkreśla pracownik Centrum Informacji o Narkotykach i Narkomanii.

Można ograniczyć, ale nie da się wyeliminować

Tylko w ubiegłym roku, jak wynika z danych Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii oraz Europolu, na Starym Kontynencie pojawiło się 41 nowych narkotyków (czyli substancji o działaniu podobnym do specyfików kontrolowanych na podstawie prawa narkotykowego). O 17 więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego.

- Na polskim rynku narkotykowym rzadko jednak pojawiają się nowe środki odurzające - zarówno te, które dopiero co powstały, jak i te które są znane od lat - uważa podinspektor Hajdas. - Tak było na przykład z metamfetaminą, która pojawiała się w niewielkich ilościach, zwłaszcza na terenach położonych przy południowej granicy kraju, ale nigdy nie zagościła na stałe na czarnym narkotykowym rynku w jakichś znaczących ilościach - wyjaśnia policjant.

Opinię tę podziela Michał Kidawa przypominając, że problem nowych narkotyków został zdecydowanie ograniczony przez tzw. "ustawę antydopalaczową". - Ale nie oznacza to, że zniknął - podkreśla ekspert Centrum Informacji o Narkotykach i Narkomanii.

Dwie tony skonfiskowanych narkotyków

Narkotyki są w dalszym ciągu głównym źródłem zarobku zorganizowanych grup przestępczych. Z raportu Centralnego Biura Śledczego wynika, że z blisko 550 gangów działających w Polsce w 2010 r., aż 213 zajmowało się przestępstwami narkotykowymi. To dokładnie o 46 grup więcej niż w 2009 r.

Z roku na rok coraz więcej narkotyków jest także wykrywanych i niszczonych przez policję. Tylko w 2010 r. policjanci zabezpieczyli łącznie ponad 2 tony środków odurzających: 1325 kg marihuany, 518 kg amfetaminy, 111 kg kokainy, 85 kg haszyszu, 25 kg heroiny, prawie 270 tys. sztuk tabletek ecstasy i dokładnie 803 sztuki LSD. Wykryto i zlikwidowano także 13 laboratoriów produkujących narkotyki. Wszczęto również prawie 21 tys. postępowań (o 3 proc. więcej niż w 2009 r.) wobec prawie 27 tys. podejrzanych o przestępstwa narkotykowe.

- Jest to wynik coraz większej skuteczności policjantów. Zarówno tych z Centralnego Biura Śledczego, którzy zajmują się zorganizowaną przestępczością, jak i tych z jednostek terenowych, którzy walczą z narkotykami na niższych szczeblach, do pojedynczych dilerów włącznie - podkreśla podinspektor Hajdas. Zdaniem ekspertów policja w najbliższych będzie miała jednak co robić.

Bierzemy okazjonalnie, ale coraz więcej

Biznes narkotykowy to przedsięwzięcie międzynarodowe. Część ze skonfiskowanych w Polsce narkotyków pochodzi z zagranicy (kokaina z Ameryki Południowej, heroina z Afganistanu, a mefedron najprawdopodobniej z Chin), jednak coraz więcej jest wytwarzanych w kraju. - Z roku na rok będziemy mieli coraz większą produkcję narkotyków na miejscu. Związane jest to z tym, że nowe narkotyki to substancje syntetyczne i nie ma potrzeby korzystania z upraw żadnych roślin - mówi Wodowski. Już teraz Polska należy do znaczących producentów jednego z nich - amfetaminy.

Obecnie najpopularniejszym narkotykiem nad Wisłą jest marihuana (choć i tak w statystykach znajduje się daleko w tyle za najczęściej stosowanym przez Polaków środkiem odurzającym - alkoholem). Popularne "zioło" także w większości jest wytwarzane w kraju. Cieszy się ono niesłabnącym zainteresowaniem, ale - jak podkreślają eksperci - spożycie narkotyków w Polsce w dalszym ciągu jest okazjonalne i poniżej średniej europejskiej. Kierownik krakowskiego Monaru dodaje, że zatwardziali narkomanie - heroiści to "mały margines konsumpcji narkotyków w Polsce" i szacuje ich populacje na mniej niż 20 tys.

A co będą brać Polacy w najbliższych latach? - Odsyłam do wróżki - mówi Wodowski.

Marcin Wójcik

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje