Reklama

Hellboy - chłopiec o nadludzkiej sile

Czy człowiek o nadludzkiej sile istnieje? Ależ oczywiście - nazywa się Matthias Schlitte ma 27 lat i pochodzi z małego miasteczka w Saksonii. Niezwykle rzadki genetyczny defekt sprawił, że posiadł supermoc. Ale tylko w jednej ręce...

Jest rok 1987. W dziewiętnastotysięcznym Haldensleben na świat przychodzi chłopiec. Nie wygląda jednak do końca tak, jak inne noworodki. Jego prawe ramię jest znacznie większe od lewego. Za kilkanaście lat ma się okazać, że to właśnie ten wrodzony "defekt" okaże się jego atutem i przysporzy światowej sławy.

Matthias wychowywany jak normalny dzieciak. Jego rodzina nie docieka, skąd wzięła się u niego dziwna dysproporcja. Ta zaczyna dawać o sobie znać, gdy chłopiec kończy trzy lata i nieoczekiwanie wyręcza swoją matkę w domowych obowiązkach. Po prostu bierze do ręki załadowane węglem wiadro ku zdziwieniu otoczenia, bez większego wysiłku wnosi je do domu. Niespotykane, jak na trzylatka, nieprawdaż?

Czternaście lat później ma miejsce zdarzenie, które na zawsze odmienia życie Matthiasa. W jego rodzinnej miejscowości odbywają się zawody w siłowaniu na rękę. Do małego baru ściągają najwięksi okoliczni strongmani. Przypadkowo trafia tam i nasz bohater. Ma 16 lat i do zawodów przystępuje z marszu, bez żadnego przygotowania.

"Moja mama znalazła na stacji benzynowej z informacją o zawodach. Miałem 16 lat i wystartowałem w kategorii do 90 kilogramów, podczas gdy sam ważyłem jedynie 65" - wspomina Schlitte. Uśmiech politowania, jakim obdarzali go przeciwnicy szybko jednak znikał z ich twarzy, gdy niepozorny nastolatek kładł na rękę jednego rywala po drugim.  

"Najpierw były żarty i szyderstwa, następnie grymas bólu, a potem szczęka opadnięta aż do podłogi" - wspomina jeden z kibiców, który tamtego dnia obserwował zmagania armwrestlerów. Dnia, w którym narodził się "Hellboy".

Reklama

"Piekielny chłopiec" - taki pseudonim przybrał Matthias gdy stwierdził, że nareszcie odnalazł w życiu odpowiednie zajęcie dla siebie. W armwrestlingu nie potrzebował przecież proporcjonalnej budowy. Wystarczyło, że w jego prawym ramieniu drzemała potężna moc.

Z pomocą Billa Franka, trenera z VfL Wolfsburg, który zauważył zmagania Matthiasa w małym barze w Haldensleben, chłopak trafił do sekcji siłaczy "Wilków". I chyba lepiej trafić nie mógł. Wkrótce nad rozwojem jego naturalnego talentu oprócz wspomnianego już wicemistrza świata Billa Franka i mogącego pochwalić się tym samym tytułem Dirka Schenkera, czuwał także trener niemieckiej kadry narodowej - Olaf Koeppen.

Sukcesy przyszły niemal z marszu. W kwietniu 2004 roku "Hellboy" wygrał w swoim pierwszym poważnym turnieju - mistrzostwach Niemiec do lat 17.  Jeszcze tego samego roku Matthias udaje się na międzynarodowe zawody seniorów do Gdyni. W stawce doświadczonych siłaczy jest nowicjuszem, ale udaje mu się zająć wysokie, 5. miejsce.

Jego kariera zaczyna nabierać oszałamiającego tempa. Wkrótce pseudonim "Hellboy" znają już wszyscy liczący się w branży zawodnicy. Nikt nie śmie lekceważyć blondwłosego nastolatka. Na przestrzeni lat do kolekcji Matthiasa dołączają kolejne tytuły. Dziś na koncie ma 7 mistrzostw Niemiec, trzy Grand Prix Niemiec, a także niezliczoną ilość pomniejszych triumfów. Najważniejsze dla niego jest jednak wicemistrzostwo świata, które wywalczył w 2013 roku podczas zawodów w Warszawie. 

"To był najpiękniejszy moment mojej kariery. Czułem się wspaniale uzyskując tak znakomity wynik w Polsce. Wynagrodziło mi to wiele lat ciężkiej pracy" - przyznaje dziś i zapewnia, że nawet gdyby mógł, nie zmieniłby w sobie absolutnie nic.

"Spędziłem 10 lat podróżując po świecie, robiąc to, co kocham najbardziej. Każdy ma w życiu jakieś wyzwanie. Nie jestem specjalnie religijny, lecz uważam, że otrzymałem dar od siły wyższej i żyję zgodnie ze swoim przeznaczeniem" - zapewnia z uśmiechem "Hellboy".

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje