Reklama

Górnicy w mieście, seks w bramie

Szacuje się, że w liczącej nieco ponad 2,7 mln ludzi Mongolii jest prawie 19 tys. prostytutek. Statystycznie wypada więc jedna na każdych 140 mieszkańców. Choć ich usługi nie są drogie, to gdy klient nie ma pieniędzy, za seks może zapłacić... benzyną. Nic dziwnego, że liczba zarażonych wirusem HIV dramatycznie rośnie.

Reklama

- 40 tys. tugrików za godzinę - zdradza swoją cenę jedna z 20 prostytutek czekających na klientów w parku położonym naprzeciwko popularnego wśród obcokrajowców hotelu w Ułan Bator, stolicy Mongolii. Młode kobiety świadczące, za równowartość około 30 dolarów, usługi seksualne są cały czas pilnowane przez stojących w pobliżu alfonsów.

Reklama

Z dala od domów

Prostytucja w Mongolii, podobnie zresztą jak w większości krajów Azji, jest zakazana. Lecz to właśnie tam zapotrzebowanie na usługi seksualne jest jednym z największych na świecie i... ciągle rośnie. A to wszystko z powodu rozkwitu górnictwa. Do pracy w ogromnych kopalniach miedzi i węgla ściągnięto z całego kraju tysiące mężczyzn. Panowie w nowym miejscu zamieszkania nie tylko pracują, ale także szukają rozrywek. Seksbiznes od razu wyczuł intratny interes.

UNICEF szacuje, że w tym biednym kraju jest prawie 19 tys. prostytutek. Jak na kraj liczący nieco ponad 2,7 mln mieszkańców, to bardzo duży wynik. Statystycznie jedna prostytutka wypada na każdych 140 Mongołów, wliczając w tę liczbę kobiety, mężczyzn, dzieci i starców.

Zejście do podziemia

- Bieda i bezrobocie pchają kobiety do prostytucji. Rząd powinien się tym zająć - mówi Nyam Ultzii, która prowadzi jedną z nielicznych w Mongolii organizacji pomagających prostytutkom.

Choć park w centrum Ułan Bator w dalszym ciągu pozostaje jednym z najpopularniejszych miejsc do szukania przygodnego seksu, to prostytucja schodzi do podziemia. Coraz częściej bowiem kobiety oferujące na sprzedaż swoje ciało pracują nie na ulicach, lecz w barach karaoke, hotelach, saunach i salonach masażu. To właśnie w tych miejscach organizacja Nyam Ultzii szuka kobiet żyjących z nierządu i umożliwia im m.in. wizytę u lekarza.

Wielka kopalnia, wiele prostytutek

Rozkwit usług seksualnych w Mongolii wiąże się jednakże z bardzo poważnymi zagrożeniami. Kiepska opieka medyczna, ograniczone kampanie informacyjne na temat bezpiecznego seksu a także społeczne potępienie prostytutek doprowadziły do dramatycznego wzrostu zachorowań na choroby przenoszone drogą płciową.

Badania przeprowadzone w ubiegłym roku wśród pracowników olbrzymiej kopali miedzi Oyu Tolgoi, która docelowo ma generować aż 30 proc. PKB Mongolii, wykazały, że choroby przenoszone drogą płciową są jednym z pięciu największych zagrożeń dla życia i zdrowia na południu tego kraju.

Wzrost liczby mężczyzn pracujących w, kierowanych przez kanadyjską firmę Ivanhoe Mines oraz brytyjsko-australijską spółkę Rio Tinto, kopalniach Oyu Tolgoi oraz niedalekiej Tavan Tolgoi, pociągnął za sobą wzrost liczby prostytutek świadczących usługi na tych terenach. To natomiast przełożyło się na zwiększenie liczby zachorowań m.in. na HIV.

"Dieslowe dziewczyny"

Klientami mongolskich prostytutek nie są wyłącznie bogaci obcokrajowcy czy górnicy. Sporą grupę stanowią także kierowcy ciężarówek jadący z towarami w stronę chińskiej granicy.

- Nie mają pieniędzy, więc sprzedają dziewczynom jeden czy dwa litry diesla w zamian za usługi seksualne. Kobiety te nazywane są "dieslowymi dziewczynami" - mówi Ariunna, która, podobnie jak większość Mongołów, posługuje się tylko imieniem. - Nie mogą one liczyć na opiekę medyczną, a z powodu własnego wstydu i hańby, jaką ściągają na rodzinę, unikają jakiejkolwiek pomocy - dodaje dziewczyna.

Nic więc dziwnego, że wzrost zachorowań na AIDS jest jednym z największych problemów rządu w Ułan Bator. W ciągu ostatnich sześciu lat poziom zachorowań wzrósł siedemnastokrotnie, do rekordowych 95 przypadków. Nieoficjalnie pracownicy Krajowej Fundacji ds. AIDS przyznają, że prawdziwa liczba zarażonych może być dużo wyższa.

- Mongolia jest krajem wysokiego ryzyka jeśli chodzi o zarażenie wirusem HIV. Jest to spowodowane relatywnie młodą populacją, dużą mobilnością obywateli, bliskością Rosji i Chin, gdzie liczba nosicieli wirusa ciągle się powiększa oraz bardzo wysokim poziomem dyskryminacji i uprzedzeń mongolskiego społeczeństwa wobec zarażonych wirusem HIV - mówi Altanchimeg Delegchoimbol, lokalny przedstawiciel Programu Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. AIDS - UNAIDS.

Nosiciele mają zakaz

Położone w środkowowschodniej Azji państwo jest jednym z 49 krajów i regionów świata, w których w dalszym ciągu istnieją ograniczenia, co do przemieszczania się osób będących nosicielami HIV/AIDS. Takie zakazy sprawiają, że osoby zarażone, które postanowiły poddać się leczeniu, są narażone na społeczną banicję.

Strach przed zarażeniem się wirusem HIV, a dokładniej przed osobami będącymi jego nosicielami, jest w Mongolii olbrzymi. W 2002 roku doszło nawet do takiego paradoksu, że mąż zabił żonę, po tym, jak lokalna gazeta podała, iż jest ona nosicielem wirusa. Wyniki badań nie potwierdziły jednak medialnych doniesień.

Całkiem niedawno mongolski rząd zapowiedział jednak, że wkrótce zniesie dyskryminujące i szkalujące osoby zarażone wirusem HIV ograniczenia dotyczące wjazdu na teren Mongolii oraz przemieszczania i osiedlania się na terytorium tego kraju.

23 lekarzy na 3 tys. ludzi

Zmiana przepisów nie wpłynie jednakże na poprawę dostępności do opieki medycznej. Szczególnie dotyczy to ubogich terenów wiejskich, gdzie opieka medyczna jest de facto fikcją. Nie ma tam bowiem ani pieniędzy na medykamenty, ani lekarzy.

Olbrzymi wzrost populacji południowych części kraju, dokąd zewsząd za pracą ściągają setki ludzi, już teraz sprawia, że wydolność systemu opieki medycznej jest na skraju załamania. W szpitalu w Khan Bogd, mieście najbliższym kopalni w Oyu Tolgoi, jest tylko 23 lekarzy. Oficjalnie mają oni pod opieką 3 tys. mieszkańców. Nieoficjalnie - dużo więcej.

Swoją drogą, wspominanych 23 lekarzy, to... trochę za dużo powiedziane. Na przykład jedyny ginekolog w zespole nie ma prawa do wykonywania tego zawodu. Zresztą, kto by się przejmował taką "błahostką", jak lekarz bez specjalizacji skoro w szpitalu nie ma nawet... bieżącej wody.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: prostytutek | górnicy | seks | AIDS | HIV | mongolia | opieka medyczna | prostytutka | lekarz | szpital | prostytucja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje