Reklama

Fortuna fanatycznego kolekcjonera. Zostawił po sobie "śmieci" warte ponad pięć milionów

Na pierwszy rzut oka wygląda jak góra śmieci. Tak naprawdę to kilkunastoletnia kolekcja warta krocie /YouTube

Każdemu z nas zdarza się od czasu do czasu zachować jakąś rzecz, w razie gdyby miała się kiedyś przydać albo coś, czego po prostu żal wyrzucić. Stara koszulka, golarka, która "działa, tylko trzeba coś wymienić" czy tablica do notatek, którą mieliśmy powiesić dawno temu. Nie wspominając już o książkach, kasetach i płytach. Są tacy, którzy ze zbierania uczynili sposób na życie i zdołali zgromadzić prawdziwe skarby.

Kiedy 64-letni Ramann Shukla z Nottingham w Anglii odszedł nagle z tego świata z powodu zawału serca, jego rodzina rozpoczęła procedury związane z pochówkiem i przejęciem majątku zmarłego. Nie wiedzieli, że za kilka dni odkryją dziwaczny sekret swojego krewnego. Sekret, dzięki któremu w najbliższym czasie mogą sporo zarobić.

Reklama

Kiedy brat Shukli, wszedł do jego domu, ujrzał niepokojący widok. Wszystkie pomieszczenia były po sufit zawalone ogromnymi stertami... wszystkiego. Niczym smoki z powieści gatunku fantasy, Brytyjczyk gromadził przez całe swoje życie wszystko, co tylko wydało mu się przedstawiać jakąś wartość. 

Pomimo tego iż Shukli w pewnym momencie skończyło się miejsce w domu, jego "pasja" nie ustąpiła. Zaczął więc składować swoją niekończącą się kolekcję w 24 kontenerach, które postawił przed domem. Gdy i to nie wystarczyło, wynajął małe mieszkanie i dwa garaże. Te również zapchał całkowicie przeróżnymi przedmiotami. W ostatnim roku swojego życia przeprowadził się do hotelu, żeby zrobić miejsce w swoich "magazynach"

W zbiorach 64-latka przeważają memorabilia związane z popkulturą. Wśród jego skarbów znalazło się ponad 6 tys. komiksów, 4 tys. książek, gadżety, płyty i albumy, ale także 12 gitar elektrycznych Rickenbacker z lat 60. i 70. czy zdjęcia i listy podpisane przez Johna F. Kenndy’ego, Winstona Churchilla, Mahatmę Ghandiego, Elvisa Presleya i członków The Beatles. Odgruzowanie domu, mieszkania i garaży oraz poukładanie i policzenie tego wszystkiego zajęło 18 osobom prawie cztery tygodnie.

Imponujący zbiór może przypominać domy osób cierpiących na syllogomanię. Syllogomania to zespół zbieractwa, coraz częściej określany przez ekspertów jako choroba, przejawiający się trudnością z pozbywaniem się przedmiotów bądź kompulsywnym gromadzeniem ich. Charakterystyczną cechą syllogomanów jest zbieranie rzeczy, które nie mają kompletnie żadnej wartości.

Czy można powiedzieć, iż Shukla zmagał się z chorobliwym zbieractwem? Niekoniecznie, bo jego zbiory - łącznie ponad 60 tys. przedmiotów - różnią się od typowych gór śmieci, widywanych w takich przypadkach. Różnica ta wynosi prawie... pięć i pół miliona dolarów, bo na tyle wyceniana jest jego potężna kolekcja.

Mało tego, pan Shukla był bardzo przedsiębiorczym człowiekiem. A przynajmniej za takiego siebie uważał. Zbieranie fantów było bowiem jego sposobem na... dostatnią emeryturę. 64-latek chciał sprzedać cały swój skarb po to, by zapewnić sobie wygodne życie na starość. Pech jednak chciał, że zanim zdołał to uczynić, jego organizm odmówił współpracy. 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje