Reklama

Dziecko, o czym ty do mnie rozmawiasz?

W języku współczesnej młodzieży dominują słowa anglojęzyczne, wulgaryzmy i słowa związane z narkotykami. Spora część języka uczniowskiego inspirowana jest... gwarą więzienną.

- Czego tam nypiesz?
- Kabany. Ale chyba nie mam. A przydałaby się jakaś, bo idę dziś na bawim bawim i kupiłbym ze dwie bionafty.
- A będą tam jakieś fajne niunie?
- E tam, jakieś z mojej klasy. Same kabsztyle i maczetki.
- No to padaka...

Reklama

Powyższa rozmowa nie jest prawdziwa. Została ułożona ze słów, które znajdują się w słownikach gwary szkolnej i internetowych słownikach slangu młodzieżowego. Dialog ten pokazywałam młodym ludziom, mieszkańcom krakowskich dzielnic Czyżyny i Podgórze. Na 21 odpytanych osób zaledwie jedna nie potrafiła zrozumieć jego sensu. Kilka nie rozumiało słów "kabsztyle" i "maczetki", które znaczą tyle co "grube, brzydkie dziewczyny".

Nikt jednak nie przyznał, że posługuje się podobnym językiem.

Nie wiesz, o czym mówią? Zajrzyj do słowniczka!

- To, że dzisiejsi uczniowie nie rozumieją języka, którym posługiwali się uczniowie 20 lat temu, jest oczywiste. Język uczniów zmienia się bardzo dynamicznie. Te zmiany dotyczą przede wszystkim zmian cywilizacyjnych, które zachodzą w każdym wymiarze naszego życia, a więc i szkolnym też - mówi profesor Halina Zgółkowa, autorka "Słownika gwary uczniowskiej", która zawodowo zajmuje się badaniem języka uczniów.

- Jednym z przykładów może być to, że uczniowie coraz częściej używają słów pochodzących z języka angielskiego, często je modyfikując, np. lajt, na lajcie, lajcik "bycie na luzie"; elo "powitanie"; niob "człowiek głupi"; sweet "słodki"; co za man "co za człowiek"; eltix "powitanie"; are you fucking kidding me "jaja sobie robisz"; hardcore "odważny".

A jak Anglicyzm, B jak Bauns

- Ja już dawno nie słyszałam, żeby ktoś "przepraszam" mówił - potwierdza 19-letnia Ania, uczennica Liceum Ogólnokształcącego im. K. Baczyńskiego w Krakowie. - Tylko "sorry" raczej.

- No... "sorry", normalne słowo przecież - mówi 18-letni Krzysiek, kolega Ani, również uczący się w liceum im. Baczyńskiego.

- A pewnie, że używają angielskich słów, jakby polskich nie było - potwierdza kasjerka pracująca w jednym z hipermarketów w krakowskiej Nowej Hucie. - Ja to codziennie słyszę "fenks", na przykład. Albo "madafaka" (ang. motherfucker), ale to akurat od syna - dodaje.

Młodzież już od dawna używa słów pochodzących z języka angielskiego. Wielu uważa, że jest to spowodowane chęcią "zaistnienia" w środowisku rówieśników.

Katarzyna Wardzała w pracy "Problemy opisu mody językowej młodzieży na podstawie wpływów angielszczyzny" napisała: "Wielu ludzi, zwłaszcza młodych, sądzi, iż wtrącanie słówek z angielskiego może podnieść ich prestiż w towarzystwie. Niewątpliwie jest to przejaw snobizmu językowego". Według autorki, "snobizm językowy" to "bezmyślne uwielbienie dla słownictwa nieojczystego".

Podobne zdanie można znaleźć w książce Bogdana Walczaka "Między snobizmem i modą, a potrzebami języka, czyli o wyrazach obcego pochodzenia w polszczyźnie", opublikowanej w 1987 roku, gdzie czytamy, że "Taki bezkrytyczny chwalca cudzoziemszczyzny używa wyrazów obcego pochodzenia z wyraźną lubością i wszędzie tam, gdzie tylko jest to możliwe. Wyrazy rodzime wydają mu się pospolite (...)".

Anglicyzmy zamiast rusycyzmów

Inne przyczyny stosowania anglicyzmów podaje prof. Zgółkowa.

- Oczywiście w znacznej większości szkół nauka języka angielskiego jest tak powszechna, że niemal obowiązkowa, więc uczniowie znają ten język także stąd. W słowniku "Słowniku gwary uczniowskiej" wydanym w 1991 r. dominowały słowa pochodzące z języka niemieckiego i rosyjskiego, ponieważ w latach 80. język rosyjski był przedmiotem obowiązkowym. Dziś jego miejsce zajął język angielski, więc zmiana jest zrozumiała - wyjaśnia pani profesor.

Jeszcze inną teorię prezentuje Barbara Kulesza w pracy pt.: "Najnowsze anglicyzmy w języku prasy młodzieżowej" (praca opublikowana w "Kwartalniku językoznawcy"). Autorka przeanalizowała język, którym posługują się redaktorzy m.in. czasopism "Dziewczyna" i "Twist" (analiza wybranych numerów opublikowanych w pierwszych miesiącach 2010 roku).

Redaktorzy piszą "bądź super crazy"

Z badań Kuleszy wynika, że adresatkami wspomnianych magazynów są "super crazy girls", które muszą być zakochane w swoim "boju".

Jeśli "love" przynosi ból, problemów "crazy girl" chętnie wysłucha "frendzia" (ang. friend). Oczywiście, jeśli dziewczyna będzie dbała o "fejs", starała się być szkolną "trendsetterką" i często się "smile", nie powinna mieć problemów z "love" i szybko zostać szkolną "prawdziwą star". Jej "boj" powinien być na szkolnym "topie" (ang. top) i zawsze mieć "cash" na "bauns".

Czy rzeczywiście jest to język młodzieży? Autorka sugeruje, że redaktorzy magazynów przesadzają. "Wojciech Kajtoch [badacz języka mediów z Ośrodka Badań Prasoznawczych UJ - red.] wskazuje wręcz na nadmierne, w stosunku do mówionego języka ludzi młodych, nagromadzenie anglicyzmów w tego typu wydawnictwach (co czyni, według niego, język czasopism młodzieżowych (...) dość dalekim od pożądanego wzorca".

N.Q.A. znaczy "do widzenia"

- Generalnie nie mam problemów ze zrozumieniem syna - mówi cytowana wcześniej kasjerka. - Ale jak mi czasem przyśle "esemesa", to nie rozumiem nic.

Taki "niezrozumiały" sms mógłby wyglądać tak: "Dzwoniłaś? Będę B4 16. A OCB?". Co w wolnym tłumaczeniu znaczy: "Dzwoniłaś? Będę przed 16. A o co biega?".

Prof. Zgółkowa twierdzi, że to właśnie stosowanie skrótów może być cechą charakterystyczną języka młodzieży. Skąd biorą się, często bardzo pomysłowe, skróty?

- Ta zmiana powodowana jest wpływem nowych mediów, a więc maili, czatów, smsów, skype'a. Przejawia się to obecnością charakterystycznych skrótów językowych, zarówno polskich jak i obcojęzycznych. Tych skrótów jest mnóstwo, a dotyczą one komunikacji elektronicznej, ale także komunikacji codziennej, np. NMZC "nie ma za co", ZW "zaraz wracam", OMG "Oh my God [ang. "o mój Boże"] - wylicza prof. Zgółkowa. - NQA "do widzenia" jest przykładem skrótu, który nie sugeruje, co może się pod nim kryć; gz "żal mi ciebie; gg "Gadu-Gadu", Au "ale się urwał"; net "internet", nara "na razie"; SB "sobie"; JP "język polski", pa "cześć" - dodaje pani profesor.

Znajomy nastolatek, poproszony o przygotowanie listy przykładowych skrótów, opracował ich katalog wraz z pochodzeniem.

Co rano BTKSD

"Takie, których często używam, to OCB (o co biega?), BTKSD (buda to kolejny stracony dzień), SWP (starzy w pokoju) - one są polskie. Z angielskiego jest na przykład SNAFU (w wolnym tłumaczeniu: jest jak zwykle, czyli nie za dobrze - przyp.red.). Takie skróty bardziej komórkowe to H8 (ang. hate), B4 (ang. before), B3 (ang. be free)" - wylicza bez zastanowienia.

Uczniowie liceum im. Baczyńskiego zwrócili także uwagę na skróty pochodzące z gier komputerowych. Młody specjalista od języka również je zna. "B2P to znaczy, że można grać za darmo, a mój ulubiony - KIA to killed in action (ang. zabity w akcji)".

Okazuje się jednak, że skróty stosują nie tylko ludzie młodzi.

- Dorośli również przejmują skróty, którymi posługuje się młodzież. Osobiście słyszałam: pochwa "pochwalony", nara "na razie", pozdro "pozdrawiam". Jak widać, ta skrótowość często występuje, nie tylko w gwarze uczniowskiej - potwierdza prof. Zgółkowa.

Szkoła czy więzienie?

Podczas prac nad pierwszym słownikiem gwary uczniowskiej prof. Zgółkowa doszła do interesujących wniosków. Okazało się, że na język młodzieży ma duży wpływ... gwara więzienna.

- Podczas prac nad pierwszym słownikiem obliczyłam, że ok. 49 proc. słownictwa i połączeń wyrazowych uczniowskich miało wiele wspólnego z gwarą więzienną - potwierdza badaczka. - Na przykład kminić "mówić gwarą więzienną", w gwarze uczniowskiej znaczy "rozumieć". Gałgan "tanie wino"; katar "kokaina"; knajówa "nocna nauka"; czy grypsować "mówić językiem tajnym, szkolnym"; ksywa "pseudonim"; git, gicior "dobry człowiek"; kopsnij faję "daj zapalić".

Język więzienny, co w swojej książce pt.: "Słownik tajemnych gwar przestępczych", opublikowanej w 1993 roku w Londynie, podkreślał Klemens Stępniak, jest językiem tajnym, który ma chronić tych, którzy się nim posługują.

- Uważam, że może chodzić właśnie o to, by ukryć treść wiadomości. Zresztą podczas prac nad "Słownikiem gwary uczniowskiej" uczniowie przyznawali się, że nie chcą, by dorośli rozmieli wszystkie wypowiedzi swoich dzieci czy uczniów - wyjaśnia prof. Zgółkowa.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje