Reklama

Dwie dekady ze sztucznym biustem. Historia Briana Zembica

Ten koleś to hazardzista pełną... piersią. Prawie dwadzieścia lat temu założył się o sto tysięcy dolarów, że zafunduje sobie okazały, silikonowy biust. Zakład wygrał, skasował pieniądze, lecz przy okazji zyskał sławę, której chyba nie zazdrości mu żaden facet. W końcu, po dwóch dekadach, podjął decyzję o usunięciu implantów. Cóż, jak głosi powiedzenie: "Głupich nie sieją, sami się rodzą"...

Kanadyjczyk Brian Zembic to zawodowy hazardzista i magik. Znany jest ze swoich sztuczek oraz z tego, że zawiera naprawdę szalone zakłady. 55-letni dziś mężczyzna w przeszłości mieszkał przez miesiąc w łazience u kolegi (za co zarobił 7 tysięcy dolarów) czy też spał przez tydzień pod mostem z dwudziestoma tysiącami dolarów przywiązanymi do kostki. Jednak nic nie przebije numeru, jaki wywinął w 1997 roku.

Reklama

"Byłem w restauracji w Europie z dwoma kolegami i jedną dziewczyną, która bez przerwy eksponowała swoje wielkie piersi. Powiedziałem kumplowi na ucho, że gdybym miał takie cycki, to też zwracałbym na siebie uwagę"- wspomina Zembic.

Od słowa do słowa narodziła się idea zakładu. Niewiadomą była tylko stawka. Po długich negocjacjach stanęło na stu tysiącach dolarów. Panowie zdecydowali również, że nagroda zostanie wypłacona, jeśli Brianowi uda się powiększyć piersi za darmo.

To było trudne, lecz nie niewykonalne. Zembic przypomniał sobie, że zna dobrego chirurga plastycznego w Nowym Jorku, również zapalonego hazardzistę. Udał się więc do jego gabinetu i wprost zapytał, czy ten podejmie się darmowej operacji.

"To jakiś zakład, prawda?" - zapytał tylko chirurg. Zembic przytaknął i zaproponował mu grę w Backgammon (Tryktrak - przyp. red.). Lekarz nie miał szczęścia. W godzinę przegrał 5000 dolarów i wykonanie darmowej operacji, a Zembic następnego dnia obudził się z silikonowymi piersiami.

Na początku kanadyjski hazardzista czuł się obco z nowymi partiami ciała, podkreślał, że zrobił to tylko dla pieniędzy. Z czasem zaczął się nimi chwalić. "Wyglądały naprawdę ładnie i zrozumiałem, dlaczego kobiety stroją pozy, ściskają swoje piersi razem i układają w różnych konfiguracjach, żeby tak wyglądały" - przyznaje po latach.

Sztuczne piersi miał nosić przez rok, choć jego przyjaciel oferował wcześniejsze "wykupienie" zakładu za 50 tysięcy dolarów. Zembic jednak odmówił i po dwunastu miesiącach zaksięgował na swoim szwajcarskim koncie okrągłe sto tysięcy.

Kasa przyszła, jednak Zembic ociągał się z usunięciem implantów. Jak sam przyznaje, był leniwy, zajęty hazardem, a w końcu przyzwyczaił się do sztucznych piersi "Przyrosły do mnie na dobre" - przyznaje. W międzyczasie odrzucił propozycję powiększenia ich o jeden rozmiar, za którą miał skasować 50 tysięcy "zielonych".

Przez niemal dwie dekady Kanadyjczyk nie ukrywał swoich sztucznych piersi na męskim ciele. Z chęcią godził się na telewizyjne występy, czy udział w filmach dokumentalnych. Przystał także na propozycję fotografa Helmuta Nelsona, który sfotografował Zembica i zrobił bohaterem książki "Mężczyzna z biustem za 100 tysięcy $".

Brian Zembic nigdy oficjalnie nie przyznał, że żałuje swojej decyzji. Za każdym razem powtarza, że operacja powiększenia piersi była dla niego świetną inwestycją i oprócz stawki za wygrany zakład, silikonowe implanty przyniosły mu dotychczas ponad pół miliona dolarów.

Zaznacza również, że nietypowy wygląd klatki piersiowej nie zmniejszył jego powodzenia u kobiet: "G***no je to obchodziło", więc w końcu przeżył z miseczką 38c ponad 19 lat.

"Moje piersi intrygowały płeć piękną. Musiałem tylko pamiętać o tym, aby zawsze golić klatkę piersiową. Dziewczyny wolały, jak jest gładko. Przez dwie dekady chodzenia w staniku zrozumiałem też po części, jak to jest być kobietą i jakimi świniami potrafią być faceci, gdy mówią o cyckach" - wyznaje.

Bracia i ojciec Briana nigdy nie powiedzieli mu złego słowa na temat skutków szalonego zakładu. Co więcej - sami zapewniali go, że za taką kasę zrobiliby dokładnie to samo. "Nawet moja mama żartowała, że jestem córką, której nigdy nie miała" - puszcza oko szalony hazardzista.

Sam Zembic jednak ma córkę i tak się składa, że to właśnie ona poprosiła tatę o usunięcie implantów. Zamierza to zrobić w Los Angeles i spełnić prośbę nastoletniej Miki. "Bycie ojcem bardzo mnie zmieniło. Nie zawsze pieniądze są najważniejsze" - przyznaje.

I my przyznajemy mu rację, dodając przy okazji, że ojciec to ten z rodziców, który powinien nosić spodnie, nie stanik.

RW

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje