Reklama

Boxwars - wojna, jakiej nie znała ludzkość

To wojna, jakiej ludzkość jeszcze nie znała. Uzbrojenie, o jakim nie śnili generałowie i potyczki, których stawką nie jest jest życie i honor lecz... dobra zabawa. Witaj w świecie Boxwars, gdzie stal, kevlar i ołów zastępuje, najzwyklejszy karton.

Boxwars to najnowszy rodzaj militarnych rekonstrukcji, który przenosi dziecięce zabawy w wojnę na kompletnie nowy poziom. Uczestnicy potyczki do walki wykorzystują jedynie niepotrzebne kartonowe pudła, z których wyczarowują wszystko, co może im być potrzebne na polu bitwy.

Tydzień temu pisaliśmy o Ukraińcu, który z kartonu zbudował sobie czołg. Rozmach zwolenników Boxwars jest o wiele większy. Dysponują oni kartonowymi mieczami, halabardami, tarczami, kompletnymi zbrojami, a także znacznie bardziej nowoczesnym ekwipunkiem. Są zatem strzelby, karabiny i opancerzone wozy, a nawet dwupłatowce! Dobór sprzętu zależy oczywiście od tła historycznego bitwy, która jest rekonstruowana.

Jak wszystko się zaczęło? Twórcy całej zabawy - dwaj kumple Hoss Siegel i Ross Koger na pomysł wpadli kilkanaście lat temu podczas luźnej rozmowy toczonej po wychyleniu paru głębszych.

"Tak, wszystko zaczęło się od mocnego picia. Wtedy wyobraziliśmy sobie taką koncepcję, a potem postanowiliśmy ją zrealizować. Po pierwszej zabawie stwierdziliśmy, że to koniecznie trzeba powtórzyć" - opowiada Ross Koger.

Reklama

Z każdą kolejną powtórką kartonowych wojen wyposażenie było coraz to bardziej zaawansowane. W końcu przydomowy ogródek stał się stanowczo za mały, jak na pole tak poważnej bitwy. Żołnierze wylegli więc do parku. Był drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, wokół wszyscy grillowali i odpoczywali. Lecz, gdy rozpoczęła się walka, nagle zapomnieli o swoich stekach.

Hoss i Ross zrozumieli wówczas, że pomysł, na który wpadli po paru drinkach ma ogromny rozrywkowy potencjał. Wtedy też narodziła się nazwa Boxwars, dobrze komponująca się z dniem 26 grudnia, nazywanym w Australii (i nie tylko tam) Boxing Day.

"Sztuka destrukcji" - tak o corocznym wydarzeniu piszą na swojej stronie internetowej pomysłodawcy kartonowych wojen. Lecz to przecież nie do końca prawda, bo zanim coś się zniszczy, trzeba to najpierw zbudować. Misterne cięcie, klejenie, wyginanie kartonów trwa więc cały rok. Tak, aby pod koniec grudnia oręż prezentował się jak najefektowniej.

Ale Boxwars to nie tylko świąteczne rekonstrukcje historyczne. Zabawa stała się tak modna, że dziś Hoss i Ross otrzymują zlecenia przez cały rok. Odgrywają więc swoje kartonowe scenki przy okazji festiwali, rocznic i najprzeróżniejszych innych okazji.

"Na Stereosonic zbudowaliśmy ogromne roboty ze światłami, które zawisły nad publicznością. W tym roku na Sydney Festival odtworzyliśmy motyw z Mad Maksa. Zamknęliśmy główną ulicę miasta i przejechaliśmy po niej kartonowymi pustynnymi łazikami. Z kolei na festiwal muzyczny Down on the Farm w Victorii powstało pole bitwy, na którym wojownicy ubrani byli w kostiumy gigantycznych kangurów" - opowiada Koger.

Dziś w ślady Siegera i Kogla idą legiony fanów z całej Australii, a także innych kontynentów. Twórcy zabawy podkreślają, że ich głównym celem jest uświadomienie, jak duży potencjał jako budulec ma zwykły karton.

"Limity niesamowitości, jeśli chodzi o kreowanie rzeczy z kartonu przesuwały nam się coraz dalej i dalej w miarę, jak poznawaliśmy możliwości budulca i rozwijaliśmy własne umiejętności".

"Nasza koncepcja rozprzestrzeniła się nawet w Europie. Są kartonowi fani w Edynburgu, w Holandii, a nawet w Rosji. Tak naprawdę, to zabawa, która przyjmie sie wszędzie. Jesteśmy strasznie szczęśliwi, że ludzie na całym świecie identyfikują się z czymś, co powstało w Melbourne" - mówi Koger.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje