Reklama

Bateria elektryka – ile można na niej przejechać?

Na temat pojemności baterii montowanych w samochodach elektrycznych krąży wiele mitów – zwykle, niestety, bardzo niesprawiedliwych i krzywdzących. Znajdziemy wśród nich m.in. przekonanie o niskiej sprawności baterii elektrycznych, uniemożliwiającej np. jeżdżenie w dłuższe trasy. Rzeczywistość wygląda tymczasem zgoła inaczej niż starają się ją prezentować przeciwnicy elektromobilności. Sprawdźmy zatem, jaki dystans można naprawdę pokonać samochodem elektrycznym.

1600 km na jednym ładowaniu?

Że przed nowoczesnymi elektrykami roztaczają się wprost zawrotne perspektywy, dowiódł przed dwoma laty Eric Lundgren, prezes zarządu amerykańskiej firmy It Asset Partners. Wraz z zespołem inżynierów udało mu się zbudować samochód elektryczny o nazwie "The Phoenix", który na jednym ładowaniu zdołał przejechać rekordowe 1608,54 km (wszystko odbyło się 16 października 2017 r. na torze Auto Club Motor Speedway w kalifornijskiej Fontanie). Imponujący wynik prędko trafił do Księgi Rekordów Guinessa i nadal nie zanosi się na to, że w najbliższym czasie komuś uda się go poprawić.

Reklama

Wyczyn Lundgrena - mimo że na razie odosobniony - pozwala mieć nadzieję, że za kilka lub kilkanaście lat pojawią się wreszcie na rynku elektryczne krążowniki zdolne jednorazowo pokonywać trasy idące już nie w setki, ale raczej w tysiące kilometrów (to wynik właściwie nieosiągalny dla aut wyposażonych w konwencjonalne silniki spalinowe, które wymagają przecież tankowania co kilkaset kilometrów). A to wszystko, rzecz jasna, w kompletnej ciszy, którą zaoferować mogą jedynie samochody elektryczne.

Elektrykiem w długą trasę

Z drugiej jednak strony, już teraz znajdziemy na rynku samochody elektryczne, które pozwalają na jednym ładowaniu przejechać Polskę wzdłuż i wszerz, nie martwiąc się przy tym o dostępność czy rozmieszczenie stacji ładowania. A jeśli z jakichś powodów zasięg zacznie się kurczyć, dzięki rozwiązaniom typu quick charge poziom naładowania baterii będzie można w błyskawicznym tempie i za niewielkie pieniądze uzupełnić. Często nawet, jak ma to miejsce w przypadku elektryków ze stajni Volkswagena, zupełnie za darmo (kupując w pełni elektryczny model ID.3, który zadebiutuje już w przyszłym roku, otrzymamy bezpłatny, 12-miesięczny dostęp do stacji ładowania Ionity należących do koncernu VW).

Gwoli buchalteryjnej skrupulatności warto zauważyć, że zasięg samochodów elektrycznych zależy od wielu czynników - w tym zwłaszcza warunków pogodowych, temperatury otoczenia (nie jest żadną tajemnicą, że sprawność i efektywna pojemność ogniw elektrycznych obniża się wraz ze spadkiem temperatury), a także od sposobu, w jaki kierowca korzysta z rozmaitych pokładowych systemów i udogodnień: multimediów, ogrzewania czy klimatyzacji. O tym, że uruchomienie nawiewów bywa niekiedy przyczyną zauważalnego spadku poziomu naładowania baterii, dziennikarze motoryzacyjni wspominają przecież raz po raz.

Gwałtowny rozwój technologii i wysiłki inżynierów dążących do udoskonalenia dostępnych dziś na rynku ogniw elektrycznych pozwalają jednak sądzić, że prędzej czy później ograniczenie w postaci baterii podatnych na wpływ czynników zewnętrznych uda się wreszcie usunąć.

Samochód nie tylko na zakupy

Choć średni zasięg najmniejszych i najpopularniejszych miejskich elektryków wynosi ok. 100-200 km, to znajdziemy też na rynku modele zdolne pokonywać na jednym ładowaniu zdecydowanie większe odległości. Za przykład posłużyć może choćby wspomniany już Volkswagen ID.3, którego premiera planowana jest na 2020 r. Pod względem maksymalnego zasięgu (przy baterii o pojemności 77 kWh wynoszącego nawet 550 km) zdaje się on dystansować resztę rynkowej stawki o co najmniej kilka długości.

Jest przy tym warte odnotowania, że Volkswagen daje kierowcom wolność wyboru i nie zmusza ich do zakupu najmocniejszej wersji modelu ID.3. Potencjalni nabywcy znajdą też w katalogu egzemplarze wyposażone w baterie o pojemności 45 kWh, charakteryzujące się zasięgiem na poziomie 330 km, oraz 58 kWh. Jeśli wziąć pod uwagę, że niemiecki producent oplata już od jakiegoś czasu całą Europę siecią własnych stacji ładowania, godne uwagi wydadzą się nawet egzemplarze wyposażone w najmniejsze z dostępnych baterii. Szczególnie że wszystkie modele ID.3 - inaczej niż klasyczne spalinówki, które dla uzyskania deklarowanej mocy trzeba zwykle "wkręcać" na wysokie obroty - zaoferują nabywcom stałe, dynamiczne przyspieszenie oraz pełną dostępność momentu obrotowego przy każdym nadepnięciu na pedał gazu.

Zbliżający się coraz większymi krokami elektryczny kompakt Volkswagena dowodzi niezbicie, że niewielkie, miejskie elektryki nie muszą się nadawać wyłącznie do jeżdżenia na zakupy czy pokonywania względnie krótkich dystansów (z domu do pracy i z powrotem).  Czy zakup takiego samochodu się jednak opłaca? Zdecydowanie. Specjaliści z niemieckiego ADAC obliczyli, że w przypadku krewniaka modelu ID.3, Volkswagena e-Golfa, przejechanie 100-kilometrowej trasy kosztuje 9,52 zł. Dla porównania: pokonanie tej samej trasy na pokładzie hybrydy kosztuje ok. 24,50 zł (kwota ta rośnie w przypadku benzynowych osobówki - przekraczając próg 26 zł).

Wygląda więc na to, że nowy kompakt Volkswagena może nieco namieszać na rynku, zwłaszcza że w najtańszej wersji ma kosztować ok. 130 tys. zł, co - jak na dobrze wyposażony samochód o nowoczesnym designie - wydaje się ceną naprawdę atrakcyjną.

Korzyści z elektromobilności

Zakup samochodu elektrycznego to jednak nie tylko spore oszczędności i - dzięki zerowej emisji spalin - inwestycja w lepsze, zdrowsze jutro (wolne od smogu, hałasu i spalin). To również szereg korzyści i wartości dodanych, o jakich kierowcy konwencjonalnych, benzynowych osobówek mogą jedynie pomarzyć.

Właściciele nowego ID.3 będą wszak mogli bez żadnych ograniczeń korzystać z buspasów, a także parkować na wydzielonych miejscach zarezerwowanych wyłącznie dla posiadaczy aut elektrycznych i wjeżdżać do stref zamkniętych dla samochodów spalinowych, co przede wszystkim z punktu widzenia turystyki wydać się może kuszące. Do wielu europejskich miast położonych na zachodzie i północy naszego kontynentu nie wjedziemy dziś przecież samochodem wyposażonym w silnik wysokoprężny czy benzynowy.

Tania będzie również sama jego eksploatacja. Warto bowiem pamiętać, że w samochodzie o napędzie elektrycznym nie znajdziemy m.in. sprzęgła, skrzyni biegów, wału napędowego, koła dwumasowego, turbosprężarki czy wielu innych systemów i podzespołów, które wymagają nierzadko przeprowadzania regularnych przeglądów i kosztownych prac serwisowych. Wszyscy, którzy rozważają zakup samochodu elektrycznego, powinni to koniecznie uwzględnić w swoich kalkulacjach.

 

Artykuł powstał we współpracy z firmą Volkswagen.

materiały promocyjne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje