Reklama

Życie z dwiema zjawami

Lokalna gazeta "Tyler Star", wychodząca w stanie Ohio, opublikowała pod koniec października 2008 r. zdjęcie ducha i opisała związane z nim przypadki rodziny Eckle.

Zjawę sfotografowała swoim telefonem komórkowym Samantha, nastoletnia córka Becky i Toma Eckle.

Reklama

Becky i Tom kupili dom w Tyler w roku 2000. Budynek jest stary, jak na amerykańskie normy, to wręcz zabytek klasy 0, bo zbudowano go w latach 70. XIX wieku. Początkowo Eckle'owie byli dumni z nabytku, gdzie zamieszkali ze swymi dziećmi, Samanthą i Krisem. Przez trzy lata panował spokój, jednak z czasem zaczęły dawać o sobie znać

tajemnicze siły

i w domu dochodziło do paranormalnych zajść. Do przełomu doszło, gdy Eckle'owie zaczęli daleko idące przeróbki wnętrza budynku.

- Zaczęliśmy przebudowywać sypialnię - relacjonuje dziennikarzowi Tyler Star Becky Eckle. - Kładliśmy deski na suficie, prowadziliśmy też remont kapitalny łazienki. Którejś nocy mąż do późna pracował przy zmianach w pokoju dziennym i był tak zmęczony, że położył się tam i usnął na tapczanie ustawionym na środku pomieszczenia. Wcześniej, wieczorem, Samantha, trochę bawiąc się, a trochę chcąc nam pomagać, ułożyła w remontowanej sypialni stos desek na boazerię. Rano, gdy mąż się obudził zobaczył, że deski z sypialni w nieznany sposób trafiły do pokoju dziennego i leżą bezładnie rozrzucona wokół tapczanu.

Becky Eckle podkreśla, że kilka lat temu Samantha była jeszcze dzieckiem i nie mogła mieć nic wspólnego z tym incydentem. Do tego właśnie córka jako pierwsza z Eckle'ów

zobaczyła zjawę.

- Do Samanthy przyszło kilkoro koleżanek i kolegów ze szkoły - wspomina pani Eckle. - Gdy dzieci już poszły, moja córka spytała mnie kim jest ten chłopczyk, co stał w korytarzu. Tylko na nich patrzył i nie chciał się bawić. Byłam zaskoczona. Spytałam jak ten chłopiec wyglądał. Samantha powiedziała, że miał rude włosy i zieloną koszulę. Becky w trakcie rozmowy z córka ustaliła, że chłopiec mógł mieć około trzech lat. I że zniknął.

Wkrótce także pani Eckle zobaczyła chłopczyka. Okazało się też, że nie jest on jedynym duchem nawiedzającym budynek. Bo widywano jeszcze drugą zjawę, wysokiego mężczyzny. Z tymi tajemniczymi postaciami państwo Eckle wiążą różne

niewytłumaczalne incydenty.

W domu bowiem wciąż słychać jakieś hałasy, jakby przewracało się coś ciężkiego. Podłogi skrzypią w pomieszczeniach, gdzie akurat nie ma nikogo z domowników. Przemieszczają się też rozmaite przedmioty. Do domu państwa Eckle zaczęli zjeżdżać badacze zjawisk paranormalnych, w tym ekipy The Atlantic Paranormal Society (T.A.P.S.) oraz Mid Ohio Valley Ghosthunters. Wielokrotnie analizowano paranormalną aktywność w budynku. Czy eksperci będą w stanie

pomóc rodzinie z nawiedzonego domu?

Dziś można odnieść wrażenie, że taka pomoc nie będzie już potrzebna.

- Minęło kilka lat i te zjawiska właściwie przestały nas już przerażać. Stały się czymś normalnym, rutynowym, jak sprzątanie domu - wyznaje Becky Eckle. - Zdałam sobie z tego sprawę jakiś czas temu, gdy robiłam duże pranie i wieszałam odzież w suszarni. Zobaczyłam wtedy z boku jakiś cień. I choć wiedziałam, że to nie jest mój cień, nie tylko nie przestraszyłam się, ale potraktowałam to jako coś zwyczajnego. Bo te duchy, czy czym te postaci są, nie wydają się być szkodliwe. Od czasu do czasu czuję, że coś niewidzialnego dotyka mojego ramienia. I tyle. Myślę, że możemy tu mieszkać razem, w końcu oni tutaj żyli i umarli przed nami.

Tadeusz Oszubski

MWMedia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje