Reklama

Zdrada i zabójstwo w Imielinie

Cicha, niewielka osada Imielin w województwie śląskim zawsze była kojarzona ze spokojem. Mało tu przyjezdnych. Raczej sami rdzenni mieszkańcy. Wszyscy dobrze się znają. Od lat mieszka tu również Tomasz Sęk. Człowiek, zamożny, po pięćdziesiątce. Mieszka? Raczej mieszkał, ponieważ w ostatni weekend listopada został zamordowany.

Historia mogłaby posłużyć za kanwę niejednego filmu sensacyjnego. A było to tak.

Reklama

Sęk miał siostrzeńca Adama. Sympatyczny, spokojny, pochodzący z szanowanej rodziny mężczyzna zajmował się dochodowym biznesem. Co robił? Ludzie z Imielina mówią rozmaite rzeczy. Ale nikt nigdy nie miał do niego pretensji. Biznes był jednak na tyle ryzykowany, że przed dwoma laty część majątku Adam przepisał na swego wuja Tomasza. Sam zaś nadal mieszkał w domku jednorodzinnym wraz z żoną Katarzyną i dwiema córkami.

Adam był człowiekiem zajętym. Wiecznie w rozjazdach. Do żony zaś miał ogromne zaufanie. Nigdy przez myśl mu nawet nie przeszło, że może go zdradzać. I oto, pewnego lipcowego dnia, w mieszkaniu Adama i Katarzyny zadzwonił telefon. Nikogo wówczas nie było w domu poza Adamem. Więc odebrał.
- Jestem Paweł. To panu nic nie mówi. Mam za to dla pana pewne niezwykle cenne informacje. Będą kosztowały 15 tysięcy złotych. Proszę przyjechać do baru na stacji benzynowej pod Mysłowicami - zaproponował głos w słuchawce.

Adam był zaszokowany, lecz z drugiej strony niezwykle ciekawy tego, jakie też cenne informacje ma mu do sprzedania ów Paweł. Może chodzi o jakiś konkurencyjny biznes - pomyślał. Zagadka nie dawała mu spokoju. Więc wybrał się na spotkanie. Jednak nie sam, a w towarzystwie ojca. Na wszelki wypadek zabrali z sobą aparat fotograficzny. Rodziciel postanowił z ukrycia fotografować nieznajomego.

Niski blondyn czekał już w umówionym miejscu. Od razu powiedział, o co chodzi.
- O życie - przekonywał. - Otóż pana żona Katarzyna jest od roku kochanką pana wuja. Nic pan o tym nie wie, prawda?- zapytał.
Adam patrzył weń osłupiały.
- Naturalnie, że nie - wyjąkał.
- No widzi pan. A ja dostałem zlecenie, żeby pana unieszkodliwić. Zgarnąłem nawet kasę. Ale powiem prawdę. Nie mam zamiaru. Dlatego oświadczam panu raz jeszcze, ci ludzie wraz z pańską żoną pana nienawidzą. Czy jest zrozumiałe to, co powiedziałem? Jeśli tak to cash na stół i spadam! - oświadczył krótko tajemniczy rozmówca.

Adam wypłacił pieniądze i obaj z ojcem wrócili do samochodu.
- No i co mówił, co?- pytał Adama ojciec.
Ten jednak postanowił pójść w zaparte. - Byle co, chodzi im o jakiś biznes. Chyba naciągacze - odparł Adam zmieniając temat.
I tak obaj mężczyźni wrócili do swych domów.

MWMedia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje