Reklama

Zamrozili się, bo wierzą, że odżyją

Wiele mówi się o tym, że śmierć w kulturze zachodniej jest tematem tabu. Nie chcemy oglądać zmarłych, a jeśli już, to wyglądających jak... żywi. Zobacz, do czego jesteśmy zdolni, aby sprostać temu wymogowi

Stosunkowo najprostszym zabiegiem pozwalającym zachować naturalny wygląd zwłok jest tanatopraksja. Polega ona na wstrzykiwaniu do żył zmarłego soli mających usunąć bakterie powodujące gnicie oraz specjalnych płynów, które wypierają krew i mają działanie konserwujące. Podczas zabiegu tanatopraktor masuje ciało, aby płyny równomiernie się rozprzestrzeniły. W efekcie ciało staje się jędrniejsze i odzyskuje naturalny koloryt. Tak przygotowane ciało nie podlega naturalnym procesom rozkładu, ale wysycha. Z tego powodu w kilkunastu krajach tanatopraksja jest wymagana w przypadku transportu zwłok zza granicy.

Reklama

Zamalować śmierć

Jednak powstrzymanie rozkładu zwłok to często pierwszy krok. Ciężkie choroby czy śmierć poniesiona w wypadku często pozostawiają na ciele widoczne ślady. Ich maskowaniem, a także przywracaniem zmarłemu dobrego wyglądu, zajmuje się tanatokosmetyka. Doświadczony specjalista jest w stanie nie tylko wykonać trwały makijaż (oparty na formalinie), ale także odbudować ubytki w ciele np. zrekonstruować uszkodzoną twarz.

Jest to szczególnie ważne dla rodzin, które decydują się na ostatnie pożegnanie ze zmarłym podczas wystawienie zwłok np. w kościele lub salce przykościelnej. Zabieg stosuje się także w przypadku osób, których ciała mają być wystawione na dłuższy widok publiczny lub istnieje podejrzenie, że w przyszłości konieczna będzie ekshumacja.

Regenerujące działanie zimna

Innym sposobem konserwacji ludzkich zwłok jest krionika. Jednak podczas gdy tanatopraksja ma za zadanie jedynie uchronić zwłoki przed rozkładem, podstawowym celem specjalistów od krioniki jest zachowanie ciała zmarłego w nienaruszonym stanie po to, by w przyszłości je wskrzesić. Podczas zabiegu można zachować całe ciało, bądź jego najistotniejszy element - mózg. Za ojca kroniki uważa się Roberta Ettingera, amerykańskiego matematyka i fizyka. Uczony wierzył, podobnie jak wielu jego współczesnych naśladowców, że w ciągu najbliższych 100 lat odmrożenie ludzi, przywrócenie ich do życia oraz wyleczenie z chorób, na które zmarli będzie możliwe.

Najbardziej znane instytucje zajmujące się krioniką to Alcor Life Extension Foundation i Cryonics Institute w Stanach Zjednoczonych oraz rosyjska KrioRus. Zabiegom mogą poddać się wszyscy pod warunkiem, że są członkami powyższych organizacji. Koszt członkostwa to około 400 dolarów rocznie. Cała procedura rozpoczyna się jeszcze za życia poddającego się zabiegowi.

Zanurkuj w ciekłym azocie

Kiedy zbliża się koniec rodzina informuje specjalistów z fundacji, ponieważ pierwsze minuty po śmierci są kluczowe. Po orzeczeniu zgonu pracownicy fundacji mogą podłączyć zmarłego do urządzenia, które podtrzymuje pracę serca i płuc, a tym samym chroni mózg przed uszkodzeniami. Po przewiezieniu do kliniki rozpoczyna się proces chłodzenia ciała, który może trwać około trzech dni.

Żeby zapobiec pękaniu naczyń krwionośnych i tkanek wcześniej wszelkie płyny ciała zastępuje się krioprotektantami, takimi jak glikol etylenowy czy glicerol. Następnie zanurza się ciało w kapsule z ciekłym azotem o temperaturze minus 196 stopni, głową w dół, aby w razie ubytku azotu chronić mózg. Koszt zabiegu i przechowywania ciała waha się od 80 do 150 tys. dolarów. Według miejskiej legendy jednym z pierwszych, który został zamrożony w azocie, był Walt Disney. Pomimo tego, że rodzina ujawniła już miejsce jego spoczynku, wielu wierzy nadal, że kreskówkowy geniusz pewnego dnia powróci do życia.

Z kostnicy na zakupy

Kolejną metodą konserwacji zwłok, tym razem w celach naukowych (i nie tylko), jest plastynacja. Zabieg ten został opatentowany przez sławnego w Polsce i na świecie anatoma Gunthera von Hagensa, znanego także pod pseudonimem Dr Śmierć. W lutym tego roku w jednej z warszawskich galerii handlowych zaprezentowano budzącą wiele kontrowersji wystawę "Body Words", której eksponatami były ludzkie ciała poddane właśnie plastynacji.

Podczas zabiegu zwłoki wkłada się do pojemnika ze schłodzonym do minus 25 stopni acetonem, usuwając w ten sposób wodę z tkanek i tłuszcz. Następnie tkanki nasączane są tworzywami sztucznymi, głownie żywicami polimerowymi, które pozwalają zachować ich naturalny kolor i kształt. Ostatnim krokiem jest utwardzenie zwłok za pomocą podgrzewania lub promieniowania UV. W celach naukowych ( np. wyposażenie akademii medycznych) plastynacji poddawane są zwłoki osób, które za życia podpisały zgodę na zabieg. Jednak przeciwnicy wystawy "Bodies" argumentowali, że ciała prezentowane na wystawie, w większości obywateli Chin, mogą pochodzić z egzekucji.

Katarzyna Pruszkowska

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: zwłoki | zabiegi | ciało | nie żyje

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje