Reklama

Yonaguni: Zagadka japońskiej Atlantydy

Szerokie, równe platformy pokryte zdobieniami z prostokątów i rombów przechodziły w wymyślne tarasy, od których biegły w dół duże schody /Wikimedia Commons /domena publiczna

Historia niesamowitych znalezisk archeologicznych zna przypadki, kiedy to oczom zdumionych odkrywców ukazywały się rzeczy, których nie spodziewali się ujrzeć nawet w snach. Właśnie tak stało się wiosną 1985 roku, gdy instruktor podwodnego pływania Kihachiro Aratake zanurkował w pobliżu niewielkiej japońskiej wyspy Yonaguni.

Reklama

Niedaleko brzegu, na głębokości 15 metrów, mężczyzna zauważył ogromny kamienny płaskowyż. Szerokie, równe platformy pokryte zdobieniami z prostokątów i rombów przechodziły w wymyślne tarasy, od których biegły w dół duże schody. Skraj obiektu stanowiła pionowa ściana. Jej dolna krawędź sięgała samego dna znajdującego się na głębokości 27 metrów.

Aratake opowiedział o swoim odkryciu profesorowi Masaaki Kimurze, specjaliście w dziedzinie geologii morskiej oraz sejsmologii na Uniwersytecie Riukiu. Uczony zainteresował się niecodziennym znaleziskiem, choć większość jego akademickich kolegów odniosło się do sprawy dość sceptycznie.

Kimura nałożył więc skafander, zanurzył się w morzu, po czym osobiście obejrzał zagadkowe kamienne struktury. Od tamtego czasu ponad sto razy zszedł pod wodę i stał się głównym ekspertem do spraw tajemniczego obiektu. Wkrótce profesor zorganizował konferencję prasową, na której z pełnym przekonaniem oznajmił dziennikarzom: odnaleziono nieznane nauce starożytne miasto. 

Kimura przedstawił opinii publicznej zdjęcia znaleziska, różne schematy, a także szkice. Naukowiec zdawał sobie sprawę, że, broniąc tezy o nienaturalnym pochodzeniu podwodnych budowli, przeciwstawia się zdecydowanej większości historyków i ryzykuje własną reputację. 

Zdaniem Kimury pod wodą znajdował się ogromnych rozmiarów kompleks budynków, w skład którego wchodziły zamki, pomniki, a nawet stadion. Obiekty zostały połączone systemem dróg i szlaków wodnych. Masywne kamienne bloki były częścią, jak twierdził oceanolog, wielkiego zespołu architektonicznego wykutego przez człowieka bezpośrednio w skale. Kimura znalazł również liczne tunele, studnie, schody, tarasy oraz basen. 

Reklama

Od tamtej pory podwodne miasto u wybrzeży Yonaguni nieustannie wzbudza ogromne emocje w świecie nauki. Nie da się ukryć, że ruiny w znacznym stopniu przypominają zabudowania megalityczne istniejące w innych zakątkach świata: począwszy od Stonehenge w Anglii i cyklopowych budowli ocalałych w Grecji po upadku cywilizacji minojskiej, a skończywszy na piramidach w Egipcie oraz Meksyku czy kompleksie świątynnym Machu Picchu w peruwiańskich Andach. 

Z tym ostatnim łączą je zarówno charakterystyczny pejzaż tarasowy, jak i zagadkowy posąg, przedstawiający ludzką głowę w nakryciu z piór, podobnym do tych, które nosili mieszkańcy Ameryki, zanim dotarł do nich Kolumb. Nawet właściwości technologiczne podwodnych obiektów przypominają rozwiązania konstrukcyjne stosowane przez starożytnych Inków podczas budowy miast. 

Potwierdzałoby to przypuszczenie, że najstarsza ludność, jaka zamieszkiwała Nowy Świat i zapoczątkowała wysoko rozwinięte cywilizacje Majów, Inków oraz Azteków, pochodziła z Azji. Jednak z jakiegoś powodu uczeni zapalczywie sprzeczają się na temat kompleksu Yonaguni, a końca tych gorących dyskusji nie widać. Sedno sporu tkwi w przypuszczalnej dacie powstania zagadkowego miasta, która nijak nie wpisuje się we współczesne teorie historyczne.

***Zobacz także***

Świat Tajemnic

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Yonaguni

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje