Reklama

Więzienne anioły czuwają nad skazanymi

Opiekują się najsłabszym skazanym: nie odstępują go na krok, siedzą razem z nim w celi i śpią na sąsiedniej pryczy. Ci współwięźniowie mogą uratować życie.

Pobyt za kratkami, to ogromne przeżycie psychiczne. Napięcia między osadzonymi, ścisk w celach, brak możliwości spotkania się z bliskimi... Nawet najsilniejsze charaktery i najbardziej zatwardziali kryminaliści łamią się w więziennych murach. Niektórzy nie potrafią sobie z tym poradzić i postanawiają odebrać sobie życie.

Reklama

Hiszpańskie rozwiązanie

Jezus, czterdziestolatek osadzony w zakładzie karnym w miejscowości Leon na północy Hiszpanii, twierdzi, że stracił sens życia po tym, jak w ubiegłym miesiącu zmarła jego dziewczyna. Myśli nad popełnieniem samobójstwa.

Nie opuszczają go

Czwórka więźniów pilnuje Jezusa dzień i noc. Nie chcą, by targnął się na swoje życie. Jezus wie, że są jego aniołami stróżami.

- Ich obecność sprawia, że czuję się po prostu lepiej - opowiada skazany na 30 miesięcy więzienia za napad z bronią w ręku. - Nie wiem czy potrafiłbym odebrać sobie życie, ale cały czas ta myśl chodzi mi po głowie - dodaje.

Skuteczne rozwiązanie

"Aniołowie" Jezusa to ochotnicy działający w ramach hiszpańskiego programu przeciwdziałania samobójstwom w więzieniach. Psycholodzy szkolą osadzonych, by bacznie obserwowali zachowania współwięźniów, którzy mogą targnąć się na swoje życie z powodów natury psychicznej.

Dzięki wprowadzeniu w życie programu "Aniołów" w hiszpańskich więzieniach znacząco spadła liczba samobójstw. W 2004 roku było ich 40, a w ubiegłym - 19. Rozwiązania z południa Europy, także z powodzeniem, zaczęły wprowadzać służby penitencjarne w innych krajach.

Uczą się słuchać

- W zakładzie karnym w Leon przez cztery ostatnie lata nie było żadnego przypadku samobójstwa wśród więźniów. Wcześniej, przed wprowadzeniem programu, zdarzały się średnio dwa rocznie - mówi Jose Manuel Cendon, dyrektor placówki.

W więzieniu, którym kieruje, przebywa 1800 osadzonych, w tym blisko 100 kobiet. 20 więźniów zostało odpowiednio przeszkolonych w ramach programu i pracuje jako "Aniołowie". Każdy z nich wie, jak wysłuchać problemów osadzonych i jak wyczuć każdą zmianę ich nastroju.

Cały czas pod kontrolą

- W roli "Aniołów" najlepiej sprawdzają się osoby opanowane, posiadające umiejętność słuchania i nawiązania więzi emocjonalnej z osadzonym będącym w potrzebie - wyjaśnia Goyo Jular, psycholog z więzienia w Leon. - Ich rola jest szalenie istotna, gdyż są z więźniami cały czas i non-stop ich kontrolują - dodaje. Każdy z osadzonych pełniący rolę "Anioła" został także przeszkolony w udzielaniu pierwszej pomocy - tak na wszelki wypadek.

Najważniejsza jest rozmowa

Gdy "Aniołowie" dostrzegą, że jeden z więźniów może mieć problem starają się zamieszkać z nim w jednej celi. Dzięki temu więzień otwiera się i łatwiej z nimi porozmawiać o jego kłopotach. - W skrócie: robimy wszystko, by chcący targnąć się na swoje życie osadzeni zapomnieli o swoich problemach - mówi Goyo Jular.

Jednym z więźniów, któremu pomogli "Aniołowie" był Jose Maria. Swoich opiekunów, którzy wyleczyli go z depresji nazywa "darem z niebios": - Kiedy trafiłem do więzienia nie wiedziałem, co robić. Nigdy wcześniej nie byłem w więzieniu. Popełniłem straszne przestępstwo, a moja wina jest ogromna - mówi nieśmiało skazany na 25 lat za morderstwo.

Pomoc dla siebie i innych

"Aniołowie" pomagają nie tylko skazanym z problemami, ale także sobie. W swojej pracy zyskują wyjątkowe doświadczenie i szacunek współwięźniów. Od czasu do czasu mogą liczyć na nagrody a nawet złagodzenie wyroku.

MW (na podst. AFP)

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje