Reklama

Więzienie za nieoddaną kasetę VHS? "Sabrina" odezwała się po 22 latach

Zmiana nazwiska po ślubie przeważnie nie wiąże się z aż takimi emocjami, jak w przypadku Caron McBride. Amerykanka, mieszkająca obecnie w stanie Teksas, zaraz po zawarciu związku małżeńskiego, złożyła wniosek o aktualizację jej danych osobowych. W odpowiedzi otrzymała telefon od... prokuratury. Okazało się, że jest ścigana z urzędu, o czym nie miała pojęcia. Powód? Od 22 lat nie oddała kasety VHS do wypożyczalni.

Reklama

- Chciałam wymienić prawo jazdy po ślubie, a teraz w dobie tego całego COVID-19 trzeba umówić się wcześniej, przesłać maila i czekać na odpowiedź - opowiada Teksanka Caron McBride w wywiadzie dla telewizji FOX. - Dostałam odpowiedź z informacją, że mam jakieś problemy w stanie Oklahoma i numer telefonu, pod który miałam zadzwonić. 

Reklama

- Zadzwoniłam, a kobieta po drugiej stronie powiedziała, że dodzwoniłam się do biura prokuratura hrabstwa Cleveland - kontynuuje. - Dowiedziałam się, że jestem ścigana za sprzeniewierzenie. Myślałam, że dostanę zawału serca.

Majątkiem, który sprzeniewierzyła pani McBride okazała się kaseta VHS z kilkoma odcinkami serialu "Sabrina, Nastoletnia Czarownica", wypożyczona w 1999 roku. Tak przynajmniej stoi w aktach sądowych. 

Amerykanka rzeczywiście niegdyś mieszkała na terenie stanu Oklahoma, choć, jak twierdzi, nie przypomina sobie, żeby kiedykolwiek wypożyczyła kasetę.

Absurdu całej historii dodaje fakt, że wypożyczalnia, która figuruje w aktach, "Movie Place"... nie istnieje. To znaczy istniała kiedyś, ale od kilku lat jest zamknięta.

- Technicznie skoro nie ma ofiary, bo biznes już nie funkcjonuje, to nie ma przestępstwa - wyjaśnia zapytany o komentarz przez telewizję FOX prawnik Ed Blau. - Prokuratura może jednak nadal prowadzić sprawę przeciwko McBride, bo ciążą na niej zarzuty.  

Sama zainteresowana nie kryje zdziwienia, a nawet oburzenia. - Kiedy pani w słuchawce powiedziała, że ścigają mnie przez kasetę VHS, poprosiłam, żeby powtórzyła - relacjonuje. - Zapytałam, czy żartuje, bo to brzmi jak żart, prawda? Nie żartowała.

- Rzeczywiście 20 lat temu mieszkałam w Oklahomie - tłumaczy. - Żyłam wtedy z mężczyzną, który miał dwie córki w wieku 8 i 10 czy 11 lat. Myślę, że mógł wypożyczyć kasetę na mnie i jej nie oddał. Nigdy nawet tego nie oglądałam, w ogóle nie mój klimat. A potem ktoś mi mówi, że jestem ścigana z powodu kasety.

Wiarygodność słów pani McBride o tym, że nie miała okazji nawet obejrzeć materiału nagranego na kasecie może potwierdzać to, że w rozmowie z FOX usilnie nazywała Sabrinę "Samanthą". To może jednak nie uratować jej od karzącej i niewzruszonej ręki sprawiedliwości.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: kaseta | VHS | Sabrina | USA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje