Reklama

Uzależnił się od kupowania winyli. Ma ich już kilka milionów

- Od 40 lat chodzę na terapię i samemu sobie próbuję wytłumaczyć ten fenomen - mówi Zero Freitas, brazylijski milioner, który nie może powstrzymać się od kupowania płyt winylowych. Ma ich już... kilka milionów.

Reklama

Wszystko zaczęło się wówczas, kiedy Freitas był jeszcze młodym chłopakiem. W wieku 5 lat dostał od ojca zestaw Hi-Fi, do którego sprzedawca dorzucił jeszcze ponad 200 płyt. Już wtedy Zero wiedział, że muzyka na czarnych krążkach stanie się jego obsesją. Zanim skończył szkołę średnią w jego kolekcji znajdowało się już ponad 3 tysiące albumów.

Reklama

Zaraz po studiach, na których uczył się komponować muzykę, przejął rodzinny biznes - flotę prywatnych autobusów kursujących po obrzeżach Sao Paulo. Interes rozwijał się tak dobrze, że Freitas nie musiał ograniczać kwot, które przeznaczał na swoje hobby. Jako trzydziestolatek mógł pochwalić się zbiorami liczącymi... 30 tysięcy pozycji!

To dawne czasy. Dzisiaj milioner szacuje, że ma w kolekcji kilka milionów płyt. Jest ich tak dużo, że Freitas trzyma zbiory w specjalnym hangarze, a do segregowania ciągle przybywających płyt zatrudnił... kilkunastu studentów. Ich zadaniem jest wprowadzenie każdej z zakupionych przez Freitasa płyt do systemu komputerowego, a przy okazji czyszczenie krążków i fotografowanie okładek.

W ten sposób dziennie katalogowanych jest około 500 albumów. Według szacunków jednego ze współpracowników ekscentrycznego Brazylijczyka, proces ten zajmie jeszcze... 20 lat. I to pod warunkiem, że Freitas przestanie kupować winyle. Na to się jednak nie zanosi...

Kolekcjoner ma na całym świecie swoich agentów, którzy tropią najlepsze okazje. Dla przykładu, w zeszłym roku dzięki ich staraniom milioner zakupił 100 tysięcy płyt z Kuby. Zdaniem Freitasa to wszystkie single, longplaye i albumy, jakie ukazały się w kraju Fidela Castro. Podobne transakcje, tak duże, że zamówienia są do Brazylii dostarczane kontenerami, realizuje on kilka razy do roku.

Co ciekawe, Freitas nigdy nie upublicznił listy posiadanych przez siebie płyt - i to bynajmniej nie dlatego, że wciąż jest ona niekompletna. "Księciu" z Sao Paulo zależy na anonimowości. Dlatego też zakupy często robi jako tajemniczy kolekcjoner z Japonii. 

Nie oznacza to jednak, że jego zbiory na zawsze pozostaną czymś, czego nie zobaczy nikt poza nim i zatrudnionymi pracownikami. Freitasowi marzy się przekształcenie kolekcji w swoiste muzeum muzyki z tysiącami stanowisk do słuchania zgromadzonych w nim rzadkich okazów.

Ma on też osobistą misję - walczy o to, aby zachować, między innymi poprzez cyfryzację, jak najwięcej nagrań, które już wkrótce mogą okazać się nie do odtworzenia.

Czy próba zebrania - dosłownie - całej muzyki świata nie brzmi jak utopia? Freitas nie chce się jednak poddawać. Zwłaszcza, że w realizowaniu tej misji nie przeszkodzi mu brak pieniędzy...

Michał Ostasz

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Zero Freitas | kolekcja | płyty winylowe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje