Reklama

Turysta w wielkim mieście, coraz mniej mile widziany....

Mieszkańcy europejskich metropolii coraz mniej lubią turystów. Jak pokazują najnowsze badania, mimo że odwiedzający znacznie wpływają na rozwój miasta, nie są mile widziani. Powód? Hałasują i śmiecą.

Najbardziej widoczne jest to w Berlinie. Być może wynika to z nadmiaru: przed dwoma laty stolicę Niemiec odwiedziło ponad dziewięć milionów turystów. Więcej było tylko w Londynie, Paryżu i Rzymie. Władze Berlina myślą nad kolejną rozbudową lotniska, ale nosem kręcą mieszkańcy.

Reklama

Zaobserwowano również całkowicie nowy trend. Wcześniej europejskie miasta cieszyły się przyjazdem turystów między majem a wrześniem. Teraz coraz częściej zdarzają się również wizyty w środku zimy, a te późnojesienne lub wiosenne stały się już niemal regularne. W tym roku

Sztokholm między styczniem a marcem odwiedziło osiem procent więcej osób, niż rok wcześniej.

Również w Londynie panował nalot obcokrajowców. Na weekend w środku stycznia był ruch jak w czerwcową sobotę. A do tej pory uważano, że właśnie w pierwszym miesiącu roku najmniej osób przyjeżdża do stolicy Wielkiej Brytanii.

Żadne europejskie miasto nie może się jednak równać z Nowym Jorkiem, gdzie rocznie przyjeżdża średnio 50 mln osób. To więcej niż ludność Hiszpanii albo sześć razy tyle, ile ludność Austrii. W Wielkim Jabłku ludzie są jednak przyzwyczajeni do przedstawicieli innej narodowości i innego koloru skóry. Turysta to dla nich codzienność i nikogo już nie denerwuje.



Znacznie mniej cierpliwości mają m.in. mieszkańcy Barcelony. Tam mieszkańcy uciekają nawet z najbardziej odwiedzanych dzielnic - Rivery i Gotico. Boją się o jakość i wygodę życia, a autobusy z turystami korkują im ulice. W nocy nie można spać z powodu hałasu na ulicach, rozrzucone są wszędzie śmieci, a w bramach leżą pijani obcokrajowcy. Latem 2010 roku pojawiła się nawet biała linia na promenadzie. Po jednej stronie mieli chodzić turyści, po drugiej mieszkańcy Barcelony.

Katalońskie miasto nie jest jedyne, które się burzy. Również w Berlinie, coraz częściej ludzie wyrażają swoje niezadowolenie. W wielu domach zawisły nawet plakaty: "Nie jesteśmy zoo". A w Londynie od lat można kupić małe, czerwone zapinki z napisem: "Nie jestem turystą. Ja tutaj mieszkam". Ręce zacierają z kolei handlarze oraz władze poszczególnych miast i chwalą się nowymi rekordami.

Naukowcy jednak ostrzegają - jeśli mieszkańcy nie będą pozytywnie nastawieni, to i najlepsza reklama niewiele pomoże i odwiedzający zaczną się wycofywać.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: turyści | Londyn | Berlin | FC Barcelona | pijaństwo | Metro | Torreador

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje