Ten przeklęty czynnik ludzki...

- Wypadki lotnicze były, są i będą. Na szczęście samoloty są coraz lepsze, więc liczba katastrof z powodów technicznych znacząco maleje. Niestety, rośnie liczba wypadków, podczas których zawiódł czynnik ludzki - mówi dr Andrzej Augustynek, psycholog lotnictwa i pilot szybowców.

Magdalena Tyrała: Nadal niewiele wiemy o tym, co działo się na pokładzie prezydenckiego Tupolewa 10 kwietnia 2010 r. Jak mogła wyglądać sytuacja? Co robił pilot, co działo się z pasażerami?

Reklama

Dr Andrzej Augustynek: - Wszyscy pasażerowie niewątpliwie byli przypięci pasami, obsługa była na swoich stanowiskach, piloci wykonywali czynności lotnicze.

Czyli?

- Procedurę lądowania, która została przerwana uderzeniem koła samolotu w drzewo. Dalej były już konsekwencje tego działania. Wcześniej piloci wykonywali procedurę lądowania, opierając się na ograniczonym polu widzenia. I jedyne, co mogli zrobić pasażerowie, to czekać na efekt lądowania.

A co się mogło dziać na pokładzie tych kilka minut wcześniej, gdy podejmowana była decyzja o tym, by w ogóle lądować?

- To jedynie spekulacje, ale można przypuszczać, że zarówno pasażerowie, jak i załoga, byli świadomi wagi imprezy, która miała się rozpocząć za około 20 minut. Niezależnie od tego, czy była to presja zwierzchników, czy presja sytuacyjna, pilot czuł się zobligowany do zrobienia wszystkiego, co jest w jego mocy, aby wylądować i umożliwić osobom na pokładzie uczestnictwo w tej bardzo ważnej imprezie.

Czy piloci są szkoleni do tego, by w podobnych sytuacjach nie ulegać presji i podejmować samodzielne i niezależne od nikogo decyzje?

- Jednym z ważniejszych elementów szkolenia jest zachowanie się w sytuacjach awaryjnych. Wszystkie związane z tym procedury są zatem wielokrotnie ćwiczone. Poza tym to byli bardzo doświadczeni piloci, którzy wykonywali wiele lotów. Zapewne obfitowały one w sytuacje trudne, ale umiejętności pozwalały im bezpiecznie je zakończyć.

Aż do tego momentu... Czy Polacy po tej tragedii będą bali się latać?

- Osoby, dla których każdy lot jest przeżyciem stresującym, niewątpliwie tak. Teraz każdemu moment startu i lądowania będzie się kojarzył źle...

Ale czy uważa pan, że może to wpłynąć na spadek popularności linii lotniczych?

- Zdecydowanie tak, odbije się to na liczbie lotów, jednak tylko przez jakiś czas. Tak się dzieje po każdej katastrofie samolotowej.

Co powinien zrobić pasażer podczas lotu, jak się zachować, w momencie, w którym dochodzi do sytuacji zagrażającej jego życiu? Czy cokolwiek może wtedy zrobić?

- Przede wszystkim, proszę mi wybaczyć brutalność odpowiedzi, musi czekać, czy dożyje momentu zatrzymania się statku powietrznego. Jeśli tak się stanie, to wiele zależy właśnie od jego postawy i zachowania innych pasażerów. Wybuch pożaru, wdarcie się wody - jeśli są jakieś szanse na ewakuację, to trzeba umieć zachować spokój, by w jak najmniejszej jednostce czasu, jak najwięcej osób mogło opuścić samolot. Często panika powoduje, że wzajemnie tratujący się ludzie blokują wyjście z samolotu, uniemożliwiając wydostanie się chociażby tym paru osobom, które mają szansę na ewakuację. Czyli dożyć momentu zatrzymania samolotu, co oczywiście jest zupełnie niezależne i, jeżeli są szanse, zachować spokój w próbach ewakuacji.

Co jest najczęstszą przyczyną katastrof lotniczych?

- Wypadki lotnicze były, są i będą. Rzecz w tym, by było ich coraz mniej. Na szczęście samoloty są coraz lepsze, więc liczba katastrof z powodów technicznych znacząco maleje. Niestety, rośnie liczba wypadków, podczas których zawiódł czynnik ludzki.

Dowiedz się więcej na temat: samolot | wypadek | pasażerowie | doświadczenie | szczęście | pilot | piloci

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje