Reklama

Tatzelwurm: Legenda o tajemniczym stworzeniu z Alp

Pierwsze wzmianki o tatzelwurm mówią o alpejskim smoku /Wikimedia Commons /domena publiczna

Z górami całego świata związanych jest szereg mitów i tajemnic. Element folkloru i wierzeń lokalnej społeczności czasem wykracza poza zwykłą legendą, której wiarygodność zaczyna i kończy się na ustnych przekazach. Według relacji świadków tatzelwurm jest czymś więcej niż tylko wytworem masowej wyobraźni alpejskich górali.

Twierdził, że przybył z przyszłości. Wróżył ludzkości apokalipsę

Reklama

Skaczący robak, robak z pazurami, górski niedopałek cygara, robak z grubymi łapami czy bazyliszek - to niektóre z określeń stworzenia, pojawiającego się od kilku wieków nie tylko w opowieściach z dreszczykiem przywoływanych przy ognisku...

Hybryda węża, robaka i jaszczurki?

O istnieniu tatzelwurm nie dowiadujemy się wyłącznie z jednej lokalnej legendy.

Mniej lub bardziej potwierdzone informacje o spotkaniu zwierzęcia odnotowywano w Szwajcarii, Austrii, Włoszech, a nawet na terenach dzisiejszej Słowenii. Czym właściwie jest? Czy istnieje naprawdę? Bez względu na to, jak brzmi odpowiedź na te pytania, w ludowych przekazach i doniesieniach medialnych tatzelwurm wciąż ma się świetnie.

Na przestrzeni wieków pojawiły się liczne opisy enigmatycznego stworzenia zamieszkującego alpejskie jaskinie i rozpadliny skalne. Zwierzę - często przedstawiane jako hybryda węża, robaka i jaszczurki - miało ponoć nawet do dwóch metrów długości i potrafiło stać na tylnych łapach.

Świadkowie wspominali z trwogą o ponadprzeciętnej zwinności, skoczności godnej kangura i agresywnej postawie stworzenia wobec zwierząt hodowlanych i ludzi, którzy zakłócili jego spokój.

Chłop z przerażenia padł na serce

Pierwsze wzmianki o tatzelwurm mówią wręcz o istnieniu alpejskiego smoka. 

W XVII wieku opisywano dziwnego i groźnego stwora zamieszkującego okolice włoskiego jeziora Nambino. Rzekomy smok polował na zwierzęta, atakował też mieszkańców pobliskiej miejscowości Santa Madonna di Campiglio, gdy ci weszli mu w drogę. 

O setkę lat starsza jest historia mężczyzny zbierającego owoce w Möserer Leitstube. Wycieczka na jagody skończyła się dla niego tragicznie. Chłop, zaatakowany podobno przez dwa potwory, zdołał zbiec, ale niedługo potem zmarł na serce. Przed śmiercią opowiedział o wszystkim rodzinie. Miejscowi przygotowali pamiątkową tabliczkę: “W nagłym przerażeniu zmarł tutaj, ścigany przez skaczące robaki, Hans Fuchs z Unken". Jego historię utrwalił kryptozoolog Loren Coleman. 

Z kolei Josef August Schultes, austriacki botanik, w jednej ze swych publikacji pisał o widywanych w górach małych aligatorach. Je również łączono z tatzelwurm.

Cielsko grubę jak ramię mężczyzny

Inny atak na człowieka miał się zdarzyć w 1826 roku w pobliżu Kitzbühel, znanego dziś ośrodka narciarskiego. 

Wysłany po masło chłopiec zginął od ukąszeń zagadkowego pochodzenia. Kiedy w pobliżu zaobserwowano dużą jaszczurkę, urządzono obławę, zakończoną podobno sukcesem. Podobno, ponieważ nie zachowały się wiarygodne opisy “alpejskiego potwora" - poza tabliczką przypominającą o śmierci chłopca, ozdobioną wizerunkiem jaszczura.

Ciekawa jest historia z 1927 roku. Trzech drwali obserwowało tatzelwurm z odległości kilku metrów. Nie zaczepiali zwierzęcia, więc wrócili w jednym kawałku do swych domów. Żeby ocenić prawdziwość ich relacji, każdego z mężczyzn przepytywano oddzielnie. Ich zeznania pokrywały się.

Według ich opisu zwierzę miało około pół metra długości, było grubę jak ramię dorosłego mężczyzny i miało głowę przypominającą koci łeb. Chociaż drwalom nic się nie stało, powtarzali, że stworzenie było agresywne i pomrukiwało niepokojąco w ich kierunku.  

Co widziała studentka z Włoch?

Opowieści o tajemniczej kreaturze z Alp wciąż są żywe. 

W 2009 roku włoskie media informowały o spotkaniu studentki rolnictwa ze zwinną jaszczurką o niespotykanych w tej części świata rozmiarach. Według relacji kobiety, zwierzę poruszało się na tylnych łapach, miało nawet dwa metry długości, a ze względu na krótkie przednie łapy przypominało... dinozaura. 

Relacja studentki nie była odosobniona. Być może pod wpływem zainteresowania mediów, pojawili się kolejni świadkowie, którzy latem 2009 roku zaobserwowali coś, co nie przypominało żadnego ze znanych im zwierząt.

Fortuna ukryta w górach. Wartość? Kilkadziesiąt milionów!

Próby wyjaśnienia alpejskiej legendy

Czy w legendzie o tatzelwurm kryje się ziarno prawdy?

Nie ma na jego istnienie poważnych dowodów, jedyne zdjęcie zwierzęcia opublikowane w 1934 roku zostało uznane za falsyfikat, ale nie zmienia to faktu, że w ludowych przekazach alpejskich górali wiara w tatzelwurm ma się dobrze.

Nauka nie neguje spotkań lokalnych mieszkańców z dziwnym zwierzęciem, wypiera natomiast możliwość istnienia górskiego smoka lub innego potwora, polującego na zwierzęta hodowlane i terroryzującego alpejską ludność od setek lat.

W opinii osób twardo stąpających po ziemi, tatzelwurm to nic innego jak gatunek płaza, gada lub ssaka, spokrewnionego chociażby z salamandrą olbrzymią, helodermą lub łasicą, który w połączeniu z wybujałą wyobraźnią człowieka może podpowiadać naszym oczom cuda. 

Szczególnie w górach, kiedy zmęczenie mocno daje się ludziom we znaki...

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Tatzelwurm | Alpy | Legenda | Dariusz Jaroń

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje