Reklama

Tankuje drewno i jeździ prawie za darmo. Holzgas wraca na Ukrainę

O samochodach na tzw. holzgas krążących po polskich ulicach po II Wojnie Światowej opowiadał mi kiedyś mój dziadek. Jak się okazuje, to alternatywne źródło napędu wciąż znajduje swoich amatorów i to wcale nie tak daleko, bo w sąsiedniej Ukrainie.

Kryzys energetyczny, rosnące ceny paliw, słaby dostęp do benzyny i oleju napędowego, niezależność od koncernów naftowych - powodów, dla którego na Ukrainie kierowcy wracają do archaicznego sposobu zasilania swoich samochodów jest wiele.

Najpoważniejszy rzecz jasna jest jest jednak czynnik ekonomiczny. Wszak drewno to surowiec, który o wiele łatwiej pozyskać, niż na przykład wysokooktanową benzynę. Dlatego wielu Ukraińców, by oszczędzić kilkadziesiąt, czy kilkaset hrywien, wraca do technologii sprzed niemal stu lat.

Jednym z domorosłych konstruktorów, który zainstalował w swoim samochodzie instalację na holzgas jest 36-letni Ewgenij Czerginow. Przekonwertował on swojego leciwego opla kadetta na zasilanie gazem drzewnym w ubiegłym roku. Do tej decyzji skłoniły go podwyżki cen paliw.

Jak przyznaje, codzienne dojazdy do pracy stały się drogą zabawą, więc uznał, że czas na alternatywę. Nauczyciel fizyki i matematyki pozyskał wiedzę teoretyczną z Internetu i sam skonstruował swoją instalację. Prymitywną, bo prymitywną - ale działającą.

"Spędziłem dwa miesiące przeczesując literaturę techniczną. Musiałem cofnąć się w czasie aż do 1939 roku. W sumie nie było to aż takie skomplikowane" - przyznaje Ukrainiec.

Na odpowiednim stelażu z tyłu swojego samochodu umieścił kocioł do spalania drewna i metalowy kanister, który podłączony jest do silnika samochodu. Gaz, który emitowany jest podczas spalania drewna po przefiltrowaniu i schłodzeniu może napędzać samochód, który rozwija prędkość nawet do 100 km/h.

Jak obliczył 36-letni nauczyciel, niecałe 20 kilogramów drewna pozwala mu przejechać 100 kilometrów. I kosztuje 10 hrywien (1.60 PLN), podczas gdy litr paliwa to wydatek 20 hrywien. Nie trzeba być orłem z matematyki, by wiedzieć że to się bardzo opłaca. Czernigow zapewnia, że jako paliwa może używać też plastikowych butelek, ale najlepsze efekty daje suche drzewo z morwy.

Reklama

Domorosły konstruktor docenia przy okazji fakt, że jego opel łączy ekonomię z ekologią. Zamiast spalin, wydala jedynie parę wodną i dwutlenek węgla.  

Czerginow to wcale nie jedyny kierowca, który holzgas stosuje jako tanie paliwo na niepewne czasy. Jak sam przyznał w rozmowie z prasą, na podobny pomysł wpadło co najmniej sześciu jego znajomych. Z całej Ukrainy również napływają doniesienia o kierowcach używających drewna do napędzania swoich wołg i żiguli.

Podczas, gdy sprytni kierowcy oszczędzają dziesiątki hrywien, karczując przy okazji pobliskie lasy, przedstawiciele petrochemii nie mają najszczęśliwszych min. Palcem grozi także misterstwo spraw wewnętrznych, podkreślając że takie przeróbki są absolutnie nielegalne. Ale jak to w życiu bywa - ministerstwo ministerstwem, a kierowcy i tak swoje. Drzewna bonanza rozwija się w najlepsze, a w internecie wciąż przybywa zdjęć kolejnych ukraińskich projektów.



INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje