Reklama

Szarańcza w Turkanie: Powrót biblijnej plagi do Kenii

Drzewa obgryzione do gołych gałęzi, spustoszone pola, ogołocone uprawy i świdrujący dźwięk milionów maleńkich skrzydeł, który nie pozwala zapomnieć o pladze. Tak wygląda od kilku dni codzienność mieszkańców Kenii, która już drugi raz w tym roku doświadcza ataku niszczycielskich insektów.

Potężne cyklony szalejące nad Morzem Arabskim i Zatoką Adeńską potrafią zmienić pustynne rejony Jemenu, Omanu, Somalii czy Etiopii w piaszczyste pojezierze. W utworzonych przez ulewne deszcze zbiornikach pomiędzy wydmami lęgnie się szarańcza, które przedostaje się dalej na wschód, do Pakistanu i Indii albo na zachód, do Kenii i wgłąb Afryki.

Reklama

Owady większość swojego życia spędzają w tak zwanej fazie samotniczej, nie stanowiąc specjalnego zagrożenia dla otoczenia. Ale gdy wilgotność powietrza wzrasta, ich ciała ulegają przemianie: zmieniają kolor z brązowego na żółtawy, stają się mniejsze, lżejsze i wytrzymalsze. Rosną ich mózgi, a wraz z nimi apetyt. Wtedy zaczyna się faza stadna i ogromne chmary szarańczy ruszają na żer. Potrafią wtedy przebyć nawet 130 kilometrów dziennie, niszcząc wszystko na swojej drodze.

W ostatnim czasie w rejonie Morza Arabskiego i Zatoki Adeńskiej ulewne deszcze i gwałtowne burze obserwowano częściej niż zwykle, co może mieć związek ze zmianami klimatu. Plaga szarańczy spustoszyła uprawy w Jemenie, Etiopii i Kenii już na początku 2020. W czerwcu owady pojawiły się tam po raz kolejny. Teraz z pełną mocą dotarły do rejonu Turkana w północnej Kenii, zamieszkanego przez około 20 milionów ludzi.

Korespondenci zachodnich mediów, stacjonujący na co dzień w tym kraju mówią o kolejnej w tym roku pladze biblijnych rozmiarów. Mieszkańcy miasta Lodwar, stolicy Turkany, które zostało najbardziej dotknięte, twierdzą z kolei, że to kataklizm ostateczny, który na dobrze pogrzebał jakiekolwiek nadzieje na ten rok. Poprzedni atak zniszczył uprawy w dużym stopniu, obecny tylko pogarsza sytuację. 

- To wszystko wyglądało źle już parę miesięcy temu - mówi Daniel Kirura, szef organizacji United Nations Food and Agriculture. - Teraz trudno znaleźć słowa. Szarańczy wystarczy tydzień od wylęgu, żeby w pełni dojrzała i mogła latać na długie dystanse. Naszą jedyną szansą jest powstrzymanie tego, zanim opuści Turkanę.

Sam region jest więc już spisany na straty, gdyż nie sposób opanować szalejących chmar insektów. Mieszkańcy Lodwar i okolicznych wsi w desperacji próbują odgonić owady tłukąc w blaszane bębenki, ale na niewiele się to zdaje. 

Na razie trudno oszacować, jak duży jest rozmiar strat spowodowany kolejnym w tym roku atakiem szarańczy w te rejony. Specjaliści nie potrafią też stwierdzić, czy drugi raz będzie ostatnim w 2020.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: szarańcza | Kenia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje