Reklama

Straszliwy kuzyn kangurów

Australijscy naukowcy odkryli portret dawno wymarłego lwa workowatego. Aborygeni namalowali superdrapieżnika na skalnej ścianie, nie wiadomo jednak, kiedy powstał ten wizerunek.

Lew workowaty był superdrapieżnikiem, najgroźniejszym zwierzęciem żyjącym na kontynencie australijskim. Naukowy serwis Live Science poinformował, że odkryto niezwykły ślad po tym wymarłym drapieżniku - lwa workowatego namalowali na skale rdzenni mieszkańcy Australii.

Reklama

Przyjmuje się, że lew workowaty, czyli Thylacoleo carnifex, wymarł 30 tysięcy lat temu. Wydawało się, że wiedza o nim przepadła bezpowrotnie. Naukowcy, analizując skamieniałe szczątki tego drapieżnego torbacza, zrekonstruowali jego kształty, ale wielu szczegółów, na przykład, jakiej długości i jakiego koloru miał on futro, mogli tylko się domyślać. Teraz mają jednak do dyspozycji jego

wizerunek sporządzony przez naocznych świadków.

Tim Willing, przyrodnik i przewodnik wycieczek, latem 2008 roku wędrował wzdłuż północno-zachodnich wybrzeży Australii. W tym właśnie rejonie natknął się na niszę w skałach, którą Aborygeni w dawnych czasach pokryli malowidłami wykonanymi czerwoną ochrą. Jeden z zamieszczonych tam obrazów przedstawiał lwa workowatego.

Willing sfotografował niezwykłe znalezisko i powędrował dalej. Minęło wiele miesięcy zanim przekazał naukowcom zdjęcia wykonane

w świętej grocie Aborygenów.

Według ustaleń takich badaczy, jak australijski paleontolog dr Peter Murray, czy dr Kim Akerman, antropolog z Tasmanii, nie ma wątpliwości, że aborygeńskie malowidło przedstawia właśnie lwa workowatego.

- Zwierzę to, nieco większe od lamparta, przypominało współczesne wielkie koty i w swej epoce było najstraszliwszym drapieżnikiem kontynentu australijskiego - wyjaśnia dr Peter Murray. - Dzięki obrazowi wykonanemu przez Aborygenów wiemy już, że lew workowaty miał uszy poznaczone cętkami, jak lampart, a jego grzbiet pokrywały tygrysie pasy, jak u innego wymarłego drapieżnika z antypodów, wilka workowatego, czyli Thylacinus cynocephalus.

Jednak

kiedy namalowano portret superdrapieżnika?

Być może pochodzi on sprzed ponad 30 tysięcy lat, z epoki, w której lew workowaty królował jeszcze w Australii. Wielu badaczy zakłada jednak, że możliwe, iż malowidło jest dużo młodsze. To z kolei ma dowodzić, że ten drapieżny torbacz przetrwał na antypodach znacznie dłużej, niż oficjalnie zakłada nauka.

Za przykład, że jest to możliwe, kryptozoolodzy przywołują sprawę innego australijskiego drapieżnika, wspomnianego przez dr Murray'a wilka workowatego, zwanego też tygrysem tasmańskim. Oficjalnie ostatni osobnik tego gatunku przetrzymywany w ogrodzie zoologicznym wyzionął ducha w latach trzydziestych XX-go wieku. Wciąż jednak odkrywane są jego tropy, a liczni świadkowie twierdzą, że spotkali takie zwierzęta w odludnych regionach Australii. Możliwe więc, że straszliwe lwy workowate grasowały na antypodach znacznie dłużej, niż twierdzą uczeni.

Tadeusz Oszubski

MWMedia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje