Reklama

Steve Ludwin: Tańczący z wężami

Szaleniec igrający ze śmiercią, czy też wynalazca jedynego w swoim rodzaju „eliksiru młodości”? /YouTube

Steve Ludwin od niemal 30 lat wstrzykuje sobie potencjalnie śmiertelny jad węży – w coraz większych dawkach i coraz bardziej ryzykownych mieszankach. Amerykanin zachowuje się tak, jakby chciał w wyrafinowany sposób odebrać sobie życie. Jest jednak wręcz przeciwnie...

To jedna z najbardziej śmiercionośnych mieszanek na świecie. Już kilka jej miligramów - gdy tylko dostanie się do organizmu w wyniku ukąszenia przez kobrę nepalską - uruchamia niszczycielską reakcję łańcuchową. 

Reklama

Wysoce agresywna neurotoksyna z olbrzymią prędkością rozprzestrzenia się w ciele człowieka, masowo niszcząc komórki nerwowe. 

Ofiarą wstrząsają torsje i nie jest w stanie jasno myśleć; tkanki kończyn zaczynają ulegać rozkładowi. Bez antidotum po 24 godzinach piekielnych męczarni u wszystkich ludzi następuje śmierć na skutek bezdechu.

U wszystkich - za wyjątkiem Steve’a Ludwina. Ten 51-latek rano wstrzyknął sobie w ramię dawkę jadu kobry nepalskiej, wypił kawę, a po południu poszedł zagrać partyjkę tenisa... 

18 węży w mieszkaniu

Jak to możliwe? I z jakiego powodu Amerykanin igra w  ten sposób ze śmiercią? Steve Ludwin od niemal 30 lat wstrzykuje sobie mieszanki jadów produkowanych przez węże z całego świata. Tworzy w tym celu śmiercionośne koktajle, miesza toksyny rozmaitych gatunków gadów i testuje różne dawki. Po składniki tych mikstur nie wybiera się wcale do gęstej dżungli czy na rozgrzaną słońcem pustynię, lecz do... drugiego pokoju własnego mieszkania. 

Posiada bowiem 18 węży, w tym kobrę nepalską, grzechotnika kalifornijskiego, żararakę rogatą i trwożnice: pospolitą oraz Pope’a - pięć spośród najbardziej śmiercionośnych gatunków, jakie żyją na naszej planecie. Ludwin pozyskuje od nich jad, zmuszając, by wstrzyknęły go do kieliszka pokrytego folią. 

Mężczyzna nie jest jednak desperatem w ciężkiej depresji ani szalonym poszukiwaczem adrenaliny. Przeciwnie: aplikowanie sobie śmiertelnej trucizny ma dla niego bardzo praktyczny wymiar. Z  każdym kolejnym zastrzykiem i nieznacznym zwiększaniem dawki Amerykanin uodparnia swój organizm na jad węży - i jednocześnie spowalnia proces starzenia się komórek.

Eliksir młodości

Trucizna jest dla Ludwina jak połączenie napoju energetycznego i  środków dopingujących zaserwowane na pokładzie wehikułu czasu.

- Godzinę przed grą w tenisa wstrzyknąłem sobie mieszankę jadów kobry i grzechotnika. Później, w trakcie meczu, czułem się jak dwudziestolatek - opisuje działanie tej mikstury. Trzeba przyznać, że ten muzyk i ekspert ds.  węży w żadnym wypadku nie wygląda na pięćdziesiąt lat. Jego cera nie wykazuje niemal żadnych oznak starzenia się. 

Pewien dermatolog zaświadczył mu, że ma skórę trzydzieści lat młodszą od siebie - nie bez powodu skład chemiczny produktów przeciwstarzeniowych wzorowany jest na jadzie węży. Również genom mężczyzny zadziwia.

- Gdy miałem 42 lata, poddałem się analizie telomerów DNA. Wyniki były jak u 22-latka - opowiada Ludwin. Nawet jego system odpornościowy wydaje się niezwykle wzmocniony:

 - Od 13 lat nie byłem przeziębiony ani nie miałem gorączki. 

Badacze są zgodni, że wężowy jad może mieć działanie lecznicze, ale tylko wtedy, gdy jest podawany w odpowiednich dawkach. Profesor Ian Smith z Uniwersytetu Monash w Melbourne udowodnił niedawno, że jad może w znaczący sposób opóźnić wystąpienie choroby Alzheimera, gdyż jego cząsteczki niszczą złogi peptydów beta-amyloidowych. A to właśnie one są jednymi ze sprawców tego niebezpiecznego schorzenia. 

Nic dziwnego, że świat nauki zwrócił uwagę na ekscentrycznego "mieszacza" trucizn. Ludwin współpracuje obecnie z Brianem Lohse’em, profesorem z Uniwersytetu w Kopenhadze, którego celem jest stworzenie skuteczniejszych antidotów na jad węży. 

O mały włos

Stosowana przez Ludwina kuracja to jednak ryzykowna gra. Kilka lat temu popełnił nieomal śmiertelny w skutkach błąd: zaaplikował sobie zbyt mocną mieszankę jadów trzech węży. - Myślałem, że to koniec. Moja dłoń spuchła do rozmiaru rękawicy baseballowej. Przez trzy dni przebywałem na oddziale intensywnej terapii. Lekarze mówili, że prawdopodobnie trzeba będzie mi amputować rękę. 

Ostatecznie Steve ją ocalił, co więcej, w rekordowym tempie odzyskał siły. - Toksykolodzy twierdzili, że jeszcze nigdy nie obserwowali tak szybkiego procesu regeneracji. Mimo to Ludwin wie, że podczas każdego z takich eksperymentów może mu zabraknąć szczęścia.

- Nie uważam się za niezwyciężonego - choć mam silny układ odpornościowy.


Świat Tajemnic

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Steve Ludwin | Węże

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje