Reklama

Śmiertelne żniwo piorunów. Zabiły ponad 300 reniferów

Horror. Trudno innym słowem opisać sceny, jakie rozegrały się na norweskim płaskowyżu Hardanangervidda. W sobotę, 27 sierpnia odkryto tu bowiem ponad trzysta martwych reniferów.

Wstrząsające zdjęcia wykonał jeden z pracowników Norweskiej Agencji Środowiska, Havaard Kjontvedt. Doliczył się on dokładnie 323 martwych zwierząt, z czego 70 to cielaki.

Wszystkie zwierzęta zginęły od uderzenia piorunem. Takiej skali zjawiska nie zanotowano tutaj jeszcze nigdy w historii.

"Nie są nam znane podobne przypadki, a już na pewno nie na taką skalę. Czasami giną pojedyncze zwierzęta, bywały incydenty, gdy piorun zabił 10, czy 20 owiec, ale czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy" - przyznał Kjartan Knutsen z Norweskiej Agencji Środowiska.

Fachowcy wyjaśniają, że przyczyna masowej śmierci to zgromadzenie się dużej liczby zwierząt na małej przestrzeni. Renifery padły nie od bezpośredniego uderzenia piorunów, lecz od porażenia częściowego.

Reklama


"Najpierw jest uderzenie bezpośrednie - to o czym większość ludzi myśli, wyobrażając sobie piorun. Uderzenie trafia w drzewo albo grunt nieopodal. To jednak nie wszystko. Energia rozprzestrzenia się przez powierzchnię i jeśli ktoś znajdzie się w pobliżu - doznaje porażenia" - tłumaczy ekspert John Jensenius.

"Energia pioruna potrafi wejść jedną nogą i wyjść drugą z powrotem do ziemi. Zwierzęta są bardziej narażone na działania takich porażeń, bo mają więcej kończyn stykających się z ziemią i są one bardziej oddalone od siebie. Prąd z łatwością przemieszcza się przez ich ciała. Nie ma znaczenia, czy się dotykają, czy nie. Liczy się to, czy są w obszarze działania pioruna. Fala wędrująca po gruncie odpowiada za większość śmierci, czy to ludzi, czy zwierząt" - dodaje Jensenius.

Pracownicy parku narodowego Hardanangervidd relacjonują, że w weekend nad płaskowyżem przeszły gwałtowne burze z piorunami, a z gór spływały hektolitry wody deszczowej. Zwierzęta zostały znalezione w miejscu, gdzie zwykle przebywają. "Odeszły, jak gdyby ktoś nacisnął jakiś przycisk" - relacjonuje Olav Strand z Norweskiego Instytutu Przyrody.

Położony w środkowej Norwegii płaskowyż Hardanangervidda to największy park narodowy w tym kraju. Na jego terenie żyje obecnie około 11 tysięcy dzikich reniferów.

Historycy przypominają, że podobne zjawisko miało miejsce niemal sto lat temu, gdy w 1919 roku w Utah błyskawice zabiły 654 owce. 

***zobacz materiał o podobnej tematyce***





INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje