Reklama

Sezon na człowieka: Kiedy role się odwracają

Największy w historii niedźwiedź ludojad został zabity kilka lat temu na Alasce /East News

Reklama

W 1915 roku obiektem ataków niedźwiedzia, którego miejscowi nazwali Kesagake, stała się niewielka, zbudowana przez pierwszych mieszkańców miejscowość o nazwie Sankebetsu położona na wyspie Hokkaido. Drapieżny ssak "wpadał" do wioski, żeby najeść się uprawianej tam kukurydzy. Ponieważ apetyt mu dopisywał, mieszkańcom Sankebetsu z czasem znudziły się wizyty nieproszonego gościa. 

Pewnego dnia dwóch myśliwych postanowiło przepędzić intruza, by już nigdy nie połakomił się na ich plony. Mężczyźni ranili zwierzę, które uciekło w góry. Jednak Kesagake nie zapomniał o doznanej krzywdzie - i zapragnął zemsty.

Reklama

9 grudnia pierwszą ofiarą rozjuszonego drapieżnika padła rodzina o nazwisku Ota. Niedźwiedź przedostał się do jednego z domów, zabił dziecko, po czym ruszył śladami jego matki. Nieszczęsna kobieta próbowała rzucać w zwierzę gorącymi polanami z ogniska, ale na nic to się nie zdało. Kesagake zabił ją, a ciało zawlókł do lasu. Mieszkańcy Sankebetsu przeżyli szok, kiedy po wejściu do budynku zobaczyli zwłoki dziecka oraz liczne ślady krwi na ścianach. 

Wówczas grupa mężczyzn ruszyła w głąb lasu, by ostatecznie rozprawić się z drapieżnikiem. Udało im się zranić zwierzę, ale i tym razem niedźwiedź zdołał uciec. Następnego dnia znów zjawił się w domu rodziny Ota. Miejscowi ruszyli za rozwścieczonym kudłaczem, ale ten najpierw skutecznie się ukrył, a następnie napadł na dom familii Miyoke. Większość jej członków zdołała się uratować, ale podczas ataku życie straciła ciężarna kobieta wraz z dwójką dzieci. 

14 grudnia kres działalności Kesagake położył doświadczony myśliwy. Mężczyzna zabił mściwe zwierzę, które, jak się okazało, przy trzech metrach wzrostu ważyło 380 kilogramów. W najbliższych tygodniach zmarło jeszcze kilka osób rannych w starciu z niedźwiedziem. Uznając to za zły znak, mieszkańcy opuścili Sankebetsu. Dzisiaj wioska jest zupełnie opustoszała. 

Największy w historii niedźwiedź ludojad został zabity kilka lat temu na Alasce. Jesienią 2012 roku, podczas polowania na jelenie, jeden z leśników zauważył w odległości około 50 metrów od siebie ogromnego niedźwiedzia grizzly. Zwierzęciu niechciane towarzystwo nie przypadło do gustu, więc z wściekłością ruszyło na człowieka. Myśliwy wystrzelał w kierunku drapieżnika cały magazynek karabinu półautomatycznego, w efekcie czego grizzly padł praktycznie tuż pod jego nogami. 

Mężczyzna pośpiesznie ponownie załadował broń, po czym oddał kilka strzałów w głowę niedźwiedzia. Dopiero wtedy ogromne zwierzę zakończyło żywot. Ciężar drapieżnika przekraczał maksymalny poziom wskaźnika wagi, czyli 726 kg. Z kolei wzrost grizzly, mierzony w pozycji na tylnych łapach, wynosił 4,3 m. Pracownicy służby leśnej poszli śladami zwierzęcia i znaleźli rozszarpane ciało turysty oraz należący do niego pistolet. 

Młody człowiek, broniąc się przed drapieżnikiem, oddał sześć strzałów, z których cztery dosięgnęły celu, jednak to nie powstrzymało olbrzymiego niedźwiedzia. Podczas sekcji zwłok w żołądku grizzly znaleziono resztki ludzkich kości.

***Zobacz także***

Dowiedz się więcej na temat: niebezpieczne zwierzęta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje